Archiwa tagu: zegarek

ZEblaze Thor 4 Pro

Natura nie lubi pustki. Po sprzedaży Huawei Watch GT zarzekałem się, że na ten moment „smartwatchy” mam dość i nie zamierzam iść w stronę kolejnego. Zegarki jednak uwielbiam i nie wytrzymałem w swoim postanowieniu zbyt długo 🙂
Jako, że doświadczenie nauczyło mnie już, iż kolejny smartwatch pewnie nie sprawdzi się jako zegarek stricte sportowy to warunki zakupowe określiłem dość sztywno – wydać na zabawkę w miarę mało, a eksport danych wymagany.
Przy tak postawionych wymaganiach wiadomym musi być, że sprzęt będzie z Chin i nie będzie to produkt mocno znanego producenta.
W ciemno założyłem, iż zegarki, które mają tylko soft wgrany przez wytwórcę, eksportu mieć nie będą, dlatego też postanowiłem spróbować kolejnej nowości dla mnie czyli smartwatcha posiadającego na pokładzie „pełny” system Android.
Jest tego mnóstwo. Niektóre marki całkiem egzotyczne, inne już w miarę znane (a przynajmniej da się znaleźć o nich testy, opisy). Pierwotnie myślałem o sprzęcie firmy Lemfo. Kosztowo jednak ciekawsze ich modele wchodzą bliżej 150$ i więcej, a to nie składało się z budżetem. Tym sposobem wybór mój padł na firmę Zeblaze.
Zeblaze dość mocno rozwija swoją linię Thor i jest w niej naprawdę sporo modeli. Dociekliwi pewnie spędzą mnóstwo czasu szukając, który z nich jest najlepszy. Jak dla mnie większość jest podobna, z zaawansowanych opcji GSM korzystał nie będę, więc mój wybór padł właśnie na Thor 4 Pro.

Po odliczeniu dwóch promocyjnych kuponów jakimi obdarowało mnie AliE udało mi się go utrafić poniżej 100$ więc i cena i potencjalne możliwości wydały mi się zadowalające.
Zapraszam więc do krótkiego opisu.

Przy okazji wszystkim zainteresowanym testami chińskich smartwatchy polecam kanał na YouTube – SmartWatch Ticks.
Dużo modeli jest pokazanych, porównanych. Testy raczej skupione na wyglądzie, możliwościach „smart” niż sporcie ale myślę, że pierwsze wrażenie co warto nabyć można sobie wyrobić.


Przed ewentualnymi zakupami warto też poczytać forum (anglojęzyczne):
Forum o chińskich zegarkach
Polecam to z takiego powodu, iż niektóre modele mają jednak słaby soft albo ograniczenia w instalacji apek. Szkoda wydać kasę i nie skorzystać z najważniejszych możliwości watcha.

Pozwolę sobie w opisie tym pominąć techniczne specyfikacje sprzętu. Większość da się wynaleźć na stronie producenta:
Zeblaze Thor4 Pro

Thor przybył do mnie spakowany w gustowne, niewielkie, czarne pudełeczko, posiadające na jednej ze ścianek wizualizację zegarka a na kilku innych nazwę producenta i zegarka.

Jeszcze w pudełeczku

Zawartość pudełka zwyczajowo (jak to teraz przyjęte) skromna. Zegarek zapakowany w ochronny woreczek, kabel USB do ładowania i malutka, skrócona instrukcja obsługi (po angielsku).

Instrukcja o dziwo dość dobra. Opisano w niej wszystko co najważniejsze, wiadomo jak włączyć watcha, jak wgrać apkę i jak to wszystko sparować.

Sam zegarek po wzięciu do ręki sprawia całkiem solidne wrażenie. Jest spory, ładnie sportowo cięty. Wszystko wygląda na spasowane dobrze, nie widzę niedoróbek. Koperta zegarka wykonana z tworzywa (nie jest to niestety klasa Huaweia GT). Bezel wokół ekranu za to już z jakiegoś stopu. Szkło ekranu zabezpieczone folią ochronną, na minus trzeba jednak uznać fakt, że ekran wystaje ponad pierścień. Rodzi to obawy o możliwość powstawania rys w przyszłości.

Tak sprzęt prezentuje się na żywo. Przód.
Tył zegarka.
Zeblaze Thor 4 Pro
Zeblaze Thor 4 Pro . Skóra na pasku.

Ciekawy jest pasek. Od strony ręki wykonany z tworzywa, zewnętrznie zaś pokryty warstwą skóry. To w mojej ocenie plus bo nie zniszczy się tak szybko. Warto jednak wiedzieć, że pasek ten jest nieodpinany. W środku z tego co wyczytałem są np. anteny więc uważajcie by nie wpaść na pomysł go wymienić 🙂
Sporym minusem paska jest uboga ilość dziurek do zapinania. Są rozmieszczone dość rzadko i niektórym ciężko może być trafić we właściwe „opięcie”. Mi w sumie brakuje takiego punktu po środku właśnie. Zegarek przez to albo jest na ręce ciut za luźno albo za ciasno.

Od strony wizualno-obsługowej Zeblaze ma 2 przyciski funkcyjne. Przycisk wyboru, przycisk cofania. Po środku między nimi umieszczono obiektyw aparatu. Na spodzie zegarka mamy czujnik tętna, klapkę pod która można umieścić kartę SIM oraz gniazdo ładowania. Po bokach znajdzie się jeszcze wycięcia mieszczące mikrofon i głośniczek no i to w sumie wszystko 🙂
Ładowarka podłącza się magnetycznie, nie ma oczywiście opcji złego podłączenia. Samo połączenie jest jednak dość słabe – w znaczeniu, iż ładuje się oczywiście ok, ale pociągając za kabelek da się to łatwo rozłączyć.

Ładowarka i gniazdo ładowania.

Pierwsze odpalenie wymaga szybciutkiej konfiguracji sprzętu. Wybiera się m.in. język (polski oczywiście jest, tłumaczenie też ujdzie aczkolwiek sporo tekstów i tak pozostaje po angielsku), łączy zegarek z aplikacją. Standardowo dla androida trzeba też stworzyć albo wybrać konto na jakie będziemy się logować.
Po tym można już sprzęt normalnie używać.

Ekran wyświetla ładnie kolory, obraz jest ostry. Przynajmniej w pomieszczeniach/cieniu. W pełnym słońcu niestety już tak fajnie nie jest ale coś tam da się zobaczyć. Mały minusik screenu to fakt, iż w jego dole jest małe nieaktywne pole. Fajniej jednak prezentowałoby się pełne koło (niektóre zegarki z tej klasy takie ekrany mają).
Głośniczek działa solidnie. Słychać dobrze dźwięki (np. w Endomondo :))
Dotyk ekranu określiłbym jako średni. W większości działa znośnie, parę razy jednak zdarzyło mi się, że nie reagował. Trzeba było naciskać parę razy zanim załapał.

Mnóstwo tarcz zegarka do wyboru. W końcu znalazłem takie jakie mi się podobają.
Zmiana tarczy
I już mamy ustawioną kolejną.

Smartwach jak napisałem posiada na pokładzie „pełny” system android. Ma on z tego co wyczytałem pewne uproszczenia ale da się na nim normalnie instalować apki z google play (programy, gry). Obsługa systemu znana z komórek, nikt raczej problemów mieć nie będzie.

Menu zegarka.

Aplikacje, internet w sprzęcie pobiera się przez Wi-Fi (no chyba, że ktoś włoży kartę SIM). Połączenie z komórką w celu synchronizacji danych zaś przez bluetooth.

Aparat szału nie robi ale zdjęcie, film da się zrobić.
Apka do pogody.

No a jak z używalnością? Wgrane fabrycznie w sprzęt programy wg. mnie są słabej jakości.
Działają oczywiście stabilnie, nie zawieszają się ale ilość opcji/danych jakie zawierają jest delikatnie mówiąc mizerna.
Widać to np. w miarę dobrze przeglądając opcje fitness.
Po wybraniu rodzaju aktywności(bieg, rower, chodzenie itp) możemy wybrać jeszcze czy robimy bieg swobodny czy np. challenge z czasem, dystansem itp ale już plansza z wyświetlanymi danymi nie poraża. Jeden ekran tylko dostępny. Co gorsze, nie ma żadnych autolapów, podsumowań co kilometr. Słabo.
Po biegu specjalnie dużo danych też nie dostajemy. Ot czas, tętno, dystans, tempo średnie, kalorie. O rozbudowanych statystykach jak w Watch GT można zapomnieć.

Menu fitness.
Zanim wystartujemy można określić czy biegniemy swobodnie czy w określonym celu.
Lista dokonanych już aktywności sportowych.
Ekranik z danymi po aktywności.

Nie ma co ukrywać sytuację ratuje możliwość instalacji dedykowanych np. do sportu apek.
Tu mała dygresja. Nie wszystkie aplikacje dobrze wyglądają na okrągłym ekranie. Jeśli brakuje nam jakiegoś guzika, menu można przełączać widok – kwadrat lub koło. Sporo to ułatwia.

Strava. Widok okrągły i prostokąt.

Jako, że wiadomo będę biegał :), na pierwszy ogień rzuciłem Endomondo i Stravę.
Oba programy ładnie się zainstalowały, odpalały. Skonfigurowałem co trzeba no i …kurcze nie łapią mi w ogóle sygnału GPS. Czekam, czekam i nic. Zwątpiłem w końcu czy zegarek nie jest zepsuty. Zanim jednak rozpocząłem procedurę reklamacji spróbowałem zainstalować aplikację do testu GPS (inViu GPS). Aplikacja pokazała, że zegarek ładnie łapie satelity (sporo ich łapie) i wszystko powinno być ok.
Faktycznie przy następnym odpaleniu Stravy GPS łapie i da się nawet coś nagrać 🙂 Sprzęt kapryśny jest jednak na jakość sygnału, im gorsza pogoda tym dłużej fixa łapie 🙁
Z perspektywy paru użyć stwierdzam, że jakość zapisywanego sygnału nie poraża. Widać to np. na załączonych zdjęciach kiedy tor biegu jest mocno pofalowany i często prowadzi poza ścieżką.

Ten sam kawałek trasy zapisany w Suunto i w Zeblaze.

W Endomondo sygnał GPS też mi czasem rwie (ostatnio na biegu w lesie zgubił go po 3 km i aż do końca czyli około 7 km nie znalazł). Strava jakoś lepiej sobie z tym radzi, bo jak już ma to nie gubiła (jak do tej pory).
Zainstalowałem jeszcze jakieś inne programy do rejestracji trasy ale, że jeszcze nie testowałem ich to nie wypowiem się czy coś pomagają.

Porównanie odległości na tych samych trasach zarejestrowanych Thorem a np. Suunto nie wypada jakoś tragicznie ale jednak nie oczekujcie cudu. Rozbieżność jest. Dla przeciętnego użytkownika pewnie nie będzie miało to znaczenia, sprzętowi wariaci pewnie uznają to za wielką wadę.

Ten sam bieg. Wyniki trochę różne ale w sumie ujdzie.

„Lichość” sprzętu widać też np. przy odczycie pulsu. Na ręce dane wyglądają realistycznie można jednak zrobić myk jaki widzicie poniżej. Zegarek sobie leży a cały czas pokazuje jakieś tętno. Oj 🙁

Mierzymy tętno…

Skoro już o używaniu (zwłaszcza w kontekście GPS) to zegarek wytrzymuje około 1-3 dni. Wszystko zależy od tego oczywiście czy lecimy ciągle na BT, WiFi, GPS. Przy moim najbardziej umiarkowanym użyciu, czyli ładowałem na 100% około 08:00, w ciągu dnia tylko jako zegarek + aktywność z GPS na około 40 min to wieczorem o 21:00 miałem 77%. Przy jakichś dłuższych aktywnościach około 1 godzina = ~10% baterii.

Skoro coś tam dokonaliśmy to oczywiście synchronizujemy. Synchronizacja z aplikację WiiWatch2 działa ok. Po połączeniu wczytuje sobie ilość kroków, pokazuje stan baterii. Świetną opcją jest możliwość wczytywania do zegarka tarcz. W końcu mam takie jakie mi się podobają. Za to wielki plus 🙂
Na minus zaś fakt, że za każdym razem kiedy próbuje kliknąć na ikonki fitnessowe to apka się wywala i restaruje (na telefonie LG). Z tego powodu niezbyt mogę kategorycznie stwierdzić czy w programie są jakieś statystyki, ocen naszej formy. Patrząc na to co dostępne dla mnie to raczej nie.

Trzy ekrany z WiiWatch 2. Więcej chyba nie ma…

Hmm… no dobra, nie ma co się więcej nad sprzętem pastwić. Podsumujmy.
Wizualnie jest nieźle. Thor ładnie wygląda, nie razi „chińszczyzną”.
Technicznie/softowo? Gorzej. Nie oczekiwałem po nim cudów więc pod tym względem jakoś srodze się nie zawiodłem, ale odbiór mój jest jednak bardziej „na minus” Z suchej specyfiki sprzętowej urządzenie niby ma prawie wszystko i wszystko umożliwia. W użyciu te opcje są jednak takie „siermiężne”, ubogie. Wymagają wg, mnie dopracowania. Dla mnie personalnie, Thor najwięcej traci na słabej jakości rysowania tras z GPS i faktu, że fixa nie łapie super szybko i nie trzyma bardzo stabilnie. Szkoda.
Teza, iż smartwatche do sportu się nie nadają jest więc dalej aktualna 🙂

Huawei Watch GT – Finał

O swoich wrażeniach z używania sprzętu pisałem już w 2 artykułach. Pierwsze wrażenia można było znaleźć tu:
Pierwsza część testu

Wraz z używaniem zauważyłem kolejne plusy, minusy urządzenia i krótko o nich można poczytać poniżej:
Druga część testu

Zdaję sobie sprawę, że oba opisy nie wyczerpują w żaden sposób wszystkiego co sprzęt ten potrafi i pozostawiają sporo do życzenia jeśli chodzi o jego niuanse i niuansiki.
Cóż, nie jestem zakręconym fanem elektroniki. Często zadowala mnie w sprzęcie pierwsze wrażenie, ogólna prezencja. Jeśli ma to na czym mi w danym momencie zależy, to mi wystarczy. Tym sposobem wiele opcji traktuję zdawkowo albo niestety nawet nie zauważę.
Tak było np. z dostępnymi w urządzeniu planami treningowymi. Nie wspomniałem chyba o nich w ogóle a mimo, że mają pewne ograniczenia, to jednak są i to w miarę rozbudowane. To może być dla wielu osób plus.

No nic, tym przydługim wstępem chciałem trochę usprawiedliwić fakt porozbijania opisu tego zegarka na części i fakt, że pewnie i tak o tym czy tamtym nie napisałem 🙂

Finalnie chciałem dopisać jeszcze kilka zdań z używania Watch GT i opisać co dalej 🙂

Dobrą sprawą są aktualizacje sprzętu ciągle dodawana przez producenta. Oprócz rzeczy małych a miłych (np. dodatkowe tarcze) usprawniane/poprawiane są błędy działania. Czy apki czy zegarka.

Zegarek naprawdę zasługiwał na mój podziw przy łapaniu fixa GPS. Poza pierwszym użyciem później robił to momentalnie. 10 sek i jest. Złapanie sygnału było przy tym stabilne. Nie było żadnych zawirowań na początku śladu (gdy oglądało się go po treningu na telefonie). Wielki szacun.

Bateria to faktycznie mocna strona smartwatcha. W różnych konfiguracjach wytrzymuje bez problemu czasy deklarowane przez producenta. A może i sporo dłużej.

Bezawaryjność/solidna jakość. Wiem, używałem go krótko ale przez ten czas nie zanotowałem żadnej zawiechy, awarii. Wygląda również dalej jak nowy.

Wygląda to wszystko dobrze ale… no niestety nie dałem rady 🙁 Nie pojawiła się możliwość eksportu aktywności na platformy sportowe (czy zapisu GPX). Rozumiem, że dla większości może to być marginalne ale mnie nieziemsko denerwowało. Jednak wpisywanie danych „z palca” to nie to co chciałoby się robić w XXI wieku. Brak możliwości zerknięcia sobie na mapkę aktywności na 24″ monitorze PC też dołuje 🙂
Przy tej okazji zauważyłem też kolejną denerwującą mnie cechę Huawei-a (związaną z w.w.). Podaje on w swojej apce dużo danych o naszym postępie/formie. Niby duży plus. Aby mieć jednak te dane realne wymusza on na nas używanie tylko tego zegarka przez cały czas.
Chodzi mi o fakt, że robiąc np. 2 treningi z Huaweiem i później 2 kolejne z innym zegarkiem Huawei będzie pisał, że: słabo, trenujesz za mało. Oczywista oczywistość 🙂 Ale nie zrobi się nic 🙁 Do Huaweia nie dograsz plików z innych źródeł, z niego nie wyeksportujesz. Jednym zdaniem – nie wiesz wtedy na jakim poziomie sportowym jesteś.

W świetle wszystkiego tego dałem spokój. Sprzedałem go.

Szkoda trochę bo bardzo mi się podobał wizualnie, jakościowo niemniej jednak używanie smartwatcha zamiast zegarka stricte sportowego na ten moment mnie nie przekonało. Za dużo ograniczeń.
Widzę po nowościach sprzętowych, że są już projekty (w takim klimacie i cenie), które chyba pozwalają zapisywać aktywność. Może warto im się przyjrzeć? Niemniej ja chwilowo robię pas 🙂 Pozostanę przy swoim starutkim Suunto/A-rivalu 🙂 Bo mają to co mi potrzeba i wystarczy.

Huawei Watch GT testu ciąg dalszy (+ import danych do Endomondo)

Logo strony Test Sprzetu

Mimo, że osłabł mi trochę zapał do Huaweia (z powodu braku możliwości prostego eksportu aktywności) postanowiłem zegarka nie skreślać całkowicie a dać mu jeszcze szansę. Noszę go codziennie, do sportu zaś używam od czasu do czasu.
Liczę, że z czasem Huawei jednak doda możliwości eksportu danych i wtedy będzie można poszaleć.

Co ciekawego udało mi się zaobserwować po 2 tygodniach używania:

Akumulator faktycznie wytrzymuje sporo. Po 15 dniach używania (4 aktywności z GPS na około 3-4 godziny, wyłączony całodzienny pulsometr, synchronizacja danych raz dziennie) zostało mi około 22 % baterii.
Po tym okresie naładowałem go i teraz patrzę ile wytrzyma z całodniowym monitoringiem tętna 🙂

Widoczność ekranu w nocy. Pewnie to nic odkrywczego ale strasznie podoba mi się fakt, że świetnie widać wszystko co pokazuje kolorowy ekran GT. W „normalnych” zegarkach sportowych nie widać nic i trzeba włączać podświetlanie. W moim Suunto jest ono bardzo mocne i przez to też widoczność szału nie robi (tło zlewa się z cyframi). Mała rzecz a cieszy.

Dokładność GPS. Zrobiłem w końcu dłuższy bieg, starając się dokładnie i szybko startować Huaweia/Suunto. Wyszło tak:

SUUNTO Ambit
Dystans: 9,98 km
Czas: 00:59:45
Średnia tempo: 5:59
Tempo średnie najlepszy km: 5:35.01
Kalorie:

HUAWEI Watch GT
Dystans: 9,80 km
Czas: 00:59:47
Średnia tempo: 6:06
Tempo maksymalne:  5:38
Tempo średnie najlepszy km: 5:38
Kalorie: 919

Porównywałem też wyniki na mojej stałej trasie do rodziców. Z Suunto wychodziło mi ~8.09-8:36 km (dane archiwalne z zeszłych miesięcy), Huawei zanotował 8.04 km.

Wstępnie przyjąć można, iż GT pokazuje trochę mniej niż Suunto. Dla mnie różnice są pomijalne i nie wchodząc w rozważanie, który pokazuje trafniej, zadowala mnie taka dokładność.

Na ten moment dalszych zaawansowanych testów robić nie będę. Do biegów jednak używam Suunto (lub inne zegarki typowo sportowe jakie mam). Dlaczego? Z lenistwa bo nie chce mi się bawić w ściaganie danych z Huaweia czy wpisywanie ich w Endo ręcznie. Huawei jest używany na co dzień. Rezerwowo jak przyjdzie mi chęć na sport a nie będę miał ze sobą nic innego to mierzył będę nim.

TRANSFER DANYCH z SMARTWATCHa

Finalnie chciałem podać skrócony sposób transferu danych z Watch GT do Endomondo (lub na inną platformę treningową). W ogarnięciu pliku tcx pomógł mi kolega Jarek (Keiw z forum bieganie.pl, za co mu bardzo dziękuję)

  1. Instalujemy na smartfonie aplikację Huawei Health (Zdrowie)
  2. Instalujemy na smartfonie aplikację Google Fit
  3. Wiązemy Huawei Health z Google Fit. Jest do tego opcja w HH. Jeśli wszystko poszło ok, to mając dane sportowe w HH po odpaleniu GFit powinny nam pokazywać się i tu. Mi początkowo nie przenosiło danych z komórki na komputer, ale zezwoliłem google na  większość zgód na szpiegowanie i analizowanie mnie 😉 i poszło.
  4. Do transferu potrzebujemy komputer na którym logujemy się do swojego konta Google.
  5. Dokładny opis jak ściągnąć dane z GFit do pliku tcx jest na poniższej stronie:

    Eksport z Google Fit do pliku TCX

Opis jest tam wprawdzie po angielsku ale są obrazki, myślę, że nikt nie powinien mieć problemu.
Po zastosowaniu się do procedury otrzymamy link do pobrania danych (spakowane archiwum). Gotowe.

6. Poprawki w pliku TCX

Ponieważ sygnalizowałem problem z danymi – dostaje się ciąg 60 sekundowych, osobnych aktywności trzeba je połączyć w całość.
* Najpierw walczyłem z konwerterami online, programami na PC (GPS Babel, TCX Konwerter) ale niestety nie dały one rady.
* Później okazało się, że w Endomondo można łączyć po 3 aktywności w 1 plik. Tym sposobem mozolnie klikając po 3 części da się złączyć je w całość. Opcja dla cierpliwych.
* Najbardziej banalne jest jednak użycie dowolnego edytora (np. WordPad czy Notepad2 i poprawki ręczne. Postępujemy jak poniżej:

Otwieramy plik w jakimś edytorze tekstowym (ja używałem WordPada). 

Na początku pliku jest: 
<?xml version=”1.0″ encoding=”UTF-8″?> 
<TrainingCenterDatabase 
xmlns=”http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabase/v2″ 
xmlns:ns2=”http://www.garmin.com/xmlschemas/UserProfile/v2″ 
xmlns:ns3=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ActivityExtension/v2″ 
xmlns:ns4=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ProfileExtension/v1″ 
xmlns:ns5=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ActivityGoals/v1″ 
xmlns:xsi=”http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance” xsi:schemaLocation=”http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabase/v2 http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabasev2.xsd”> 
<Activities> 
<Activity Sport=”Running”> 

Te pierwsze Activity musi zostać. Zostać musi też na samym końcu: 

</Activity> 
</Activities> 
<Author xsi:type=”Application_t”> 
<Name>Google Fit</Name> 
<Build> 
<Version> 
<VersionMajor>0</VersionMajor> 
<VersionMinor>0</VersionMinor> 
<BuildMajor>0</BuildMajor> 
<BuildMinor>0</BuildMinor> 
</Version> 
</Build> 
<LangID>en</LangID> 
<PartNumber>000-00000-00</PartNumber> 
</Author> 
</TrainingCenterDatabase> 

W zaznaczonych pogrubieniem fragmentach ja sobie dołożyłem cyferkę „2” do tego  (za chwilę napiszę dlaczego). Po modyfikacji te wpisy na początku i na końcu będą wyglądać tak: 

Początek: 

<?xml version=”1.0″ encoding=”UTF-8″?> 
<TrainingCenterDatabase 
xmlns=”http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabase/v2″ 
xmlns:ns2=”http://www.garmin.com/xmlschemas/UserProfile/v2″ 
xmlns:ns3=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ActivityExtension/v2″ 
xmlns:ns4=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ProfileExtension/v1″ 
xmlns:ns5=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ActivityGoals/v1″ 
xmlns:xsi=”http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance” xsi:schemaLocation=”http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabase/v2 http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabasev2.xsd”> 
<Activities> 
<Activity2 Sport=”Running”> 

Koniec: 

</Activity2> 
</Activities> 
<Author xsi:type=”Application_t”> 
<Name>Google Fit</Name> 
<Build> 
<Version> 
<VersionMajor>0</VersionMajor> 
<VersionMinor>0</VersionMinor> 
<BuildMajor>0</BuildMajor> 
<BuildMinor>0</BuildMinor> 
</Version> 
</Build> 
<LangID>en</LangID> 
<PartNumber>000-00000-00</PartNumber> 
</Author> 
</TrainingCenterDatabase> 

Teraz w menu edytora wybieramy opcję „Zamień …” – często to skrót CTRL+H 
W pozycji „Szukaj:” wpisujemy </Activity> a w „Zamień na:” nie wpisujemy nic i wybieramy „Zamień wszystko”. 
To samo powtarzamy dla <Activity Sport=”Running”> w przypadku roweru będzie to <Activity Sport=”Biking”>. 
Wszystkie wpisy zostaną usunięte, oprócz tych do których dopisaliśmy „2”.
Teraz te dwójki usuwamy i plik taki zapisujemy.

Endomondo zaimportuje bieg/rower… teraz bez podziału. Naprawdę robi się to bardzo szybko, co osobiście potwierdzam 🙂

Na koniec zaś małe zniechęcenie 🙂
Huawei Zdrowie do Google Fit transferuje bardzo mało danych. Na obecną chwilę są to tylko:
– rodzaj ćwiczenia,
– czas trwania treningu,
– liczba kroków,
– przebyty dystans,
– liczba spalonych kalorii,
– dane dotyczące snu

Co to dla nas oznacza? Oznacza to, że mapy, międzyczasów, tętna nie będzie ani w G-Fit ani później w Endo. Więc…. te parę danych to można w sumie wpisać w Endo ręcznie nie bawiąc się w żadne transfery. Wychodzi na to samo albo i szybciej 🙂 🙂
Szkoda ale cóż… Jest przynajmniej metoda transferu, być może przyda się w przyszłości.

Huawei Watch GT – smartwatch ze sportowym zacięciem

Logo strony Test Sprzetu
Przy początku listopada w sprzedaży pojawił się ciekawie zapowiadający się smartwatch – Huawei Watch GT. Producent w stylowym „opakowaniu” obiecywał solidne parametry, długą pracę na baterii i mocne zorientowanie na funkcje sportowe.

Huawei Watch GT w wersji sport

Taki mix spowodował moje zainteresowanie. Zegarki stricte sportowe mam. Wprawdzie nie najnowsze, ale oferujące wszystko co mi potrzebne na ten moment (i dużo więcej funkcji, z których nie korzystam) .  Z tego powodu nie potrzebuję kolejnego mimo, że są teraz dostępne naprawdę mega maszyny. Bardziej szukam właśnie sprzętu tańszego, który można używać na co dzień a w przypadku chęci posportowania się 🙂 można to uczynić bez konieczności zmieniania urządzenia na nadgarstku.
Ponieważ recenzji, opisów GT w sieci jest już mnóstwo w moim artykule postaram się skupić bardziej na odpowiedzi czy ten smartwatch jest już tym czego szukałem. Kwestie techniczne raczej odpuszczę (no może jakiś ogólny zarys będzie :)).

Huawei występuje w dwóch wersjach – sportowej (cały w czerni) i bardziej eleganckiej w stali, ze skórzanym paskiem. Oba wykonane są z solidnych materiałów (stal nierdzewna, ceramiczna osłona szkiełka, które pokryte jest dodatkowo diamentową powłoką zapobiegającą zarysowaniom). Przyznać trzeba prezentują się elegancko.
Dużym plusem zegarka jest fakt, że paski w nim są wymienialne. Dodatkowo odbywa się to w systemie „quick release” czyli da się to zrobić łatwo i szybko. Fajnie, w niektórych czasomierzach uszkodzenie paska powoduje koniec możliwości używania go. Tu  zużycie nie będzie problemem. Co więcej, pojawią się pewnie paski w różnym stylu co pozwoli nam dostosować zegarek do naszych upodobań (np. stalowa bransoleta, mesh czy skórzane paski w różnych kolorach).

Tak to wygląda – sportowo lub elegancko.

Smartwatcha dostajemy w gustownym czarnym pudełeczku. Jego zawartość niestety szału nie robi. Poza zegarkiem jest tam tylko stacja ładująca z kablem USB i parę karteczek z gwarancja.
Ładowarka jest magnetyczna – sama przylega do podstawy GT. Nie da się jej założyć źle. To plus. Osobiście nie podoba mi się jej kolor – jest biała. Rozumiem biały elegancki, kontrast do czerni (?) ale do czarnego zegarka to słabo pasuje wizualnie wg mnie.
Dołączone książeczki rozczarowują podwójnie. Nic w sumie w nich nie ma napisane. Żadnej instrukcji. Co lepsze, słabo mi szło wyszukanie jakiejkolwiek w necie. Na oficjalnej stronie producenta nie widzę żadnej do tej pory. Ok…

Cóż, pozostało liczyć, że start i obsługa będzie łatwa i iść na żywioł 🙂

Zegarek podłączyłem do PC by się naładował. Wystartował, wskazał ładowanie i grzecznie czekał 🙂 aż zainstaluję na telefonie aplikację Huawei Zdrowie (używam telefonów z Androidem). Tu plus dla Huaweia, apka instaluje się na sprzęcie innych producentów. Ja używam jej na budżetowym smartfonie myPhone i nie mam żadnych problemów z połączeniem parowaniem itp.

Od razu po instalacji aplikacji i sparowaniu z smartwatchem następuje aktualizacja oprogramowania zegarka. Pierwsza poszła szybko. Druga, która odbyła się za chwilę, to droga przez mękę. Plik jest duży. Wysyłał się i instalował w GT (przez bluetooth bo nie ma innego połączenia z zegarkiem) ponad godzinę 🙁 Naprawdę dla cierpliwych.

Zaktualizowane, można używać. Jak to większości smartwatchy część parametrów można sobie ustawić w zegarku (np. tarcze) ale większość ustawia się w apce i po synchronizacji ładują się do czasomierza. O aplikacji opowiem więcej później bo czas na pierwsze wrażenia.

W użyciu
Zegarek na ręce leży dobrze. Jest przyjemny wizualnie. Silikonowy pasek mięciutki, miły w dotyku i nie uraża. Jakość wykonania całości bardzo dobra.
Ekran GT jest czytelny, wyraźny. Jego obsługa – przewijanie, dotykania działa ok, ja nie zauważyłem jakichś problemów. Menu działa płynnie, nie zacina się.
W pamięci urządzenia jest do wyboru 11 tarcz. Niby ładne ale aż takiego wow nie zrobiłem. Szkoda, że nie ma możliwości jeszcze jakichś sobie ściągnąć z netu.

Przykładowa tarcza i kawałek menu

Samo menu i nawigacja po urządzeniu prosta. Pierwsze naciśnięcie  (górnym lub dolnym przyciskiem) i włączamy ekran jeśli jest wygaszony. Drugie naciśnięcie górnego przycisku przenosi nas do menu. Kolejne z kolei powraca z wybranej opcji. Dolny przycisk przenosi użytkownika do wyboru aktywności sportowych. Nim też odpala się wybraną aktywność.
Resztę dokonujemy dotykając lub scroll-ując ekran (oczywiście dotykowy :)).

Po kilku pierwszych dniach mogę powiedzieć iż urządzenie jest dokładne w zliczaniu kroków. Faktycznie liczy je jak się idzie. Siedząc przy komputerze np. i ruszając rękami naliczania nie ma. Na plus.

Bardzo czułe za to było wzbudzanie ekranu przy obróceniu ręki (gest patrzenia na zegarek). Świecił się jak dla mnie za często i szybko to wyłączyłem.
Samo zaświecenie trwa około 4-5 sekund. Wydawało mi się momentami, że jest ono na tyle inteligentne, że przy przypadkowym ruchu ekran zaświecił się i zgasł w czasie krótszym. Niemniej to tylko moje wrażenie, nie poparte żadną analizą.

Huawei chwali się w GT monitorowaniem tętna w czasie rzeczywistym. Działa to, fakt. Uznałem jednak, że nie potrzebuję aż tak się analizować i wyłączyłem tą funkcjonalność w apce. Tu wychodzi pewien minus, bo po zgaszeniu w.w. mimo przejścia na ekran tętna w zegarku nic on nie pokazuje. Pisze tylko by włączyć funkcjonalność w aplikacji. Dla mnie to niedociągnięcie. Wg. mnie jak włączam opcję w zegarku to powinna działać w tej chwili, a po wyjściu z niej przestać.
Tętno pokazuje za to przy odpaleniu aktywności – bieganie, rower itp.

Powiadomienia z telefonu o połączeniach, sms są. Oczywiście by działały trzeba mieć w telefonie włączony ciągle BT.  Ja raczej włączam go okazyjnie, oszczędzając baterię w zegarku i phonie więc ciężko się nad tym rozwodzić (mimo, że to w sumie podstawowa funkcja smartwatch-y).

Sport
Skoro na co dzień jest ok no to pora poćwiczyć 🙂 Pierwszy test zrobiłem w porównaniu z Suunto Ambit i do niego będę porównywał rezultaty.

W zegarku jest sporo typów aktywności do wyboru – dokładniej to 11. Część z nich dotyczy sportu na zewnątrz, część aktywności w pomieszczeniach. Sporo jest więc biegania (z podpowiedziami, na bieżni, w terenie, przełajowe), roweru, pływania, wspinaczki, spacerów. Jak nic nam zaś nie pasuje to ostatnie jest „inne” czyli mamy wszystko 🙂

Pierwszy bieg wieczorny. Dzień dość pochmurny ale w korzystnym terenie (w znaczeniu teren otwarty, bez budynków). Suunto łapie satelitę momentalnie (kilka sekund), Huawei niestety myśli i myśli. Aż przez moment myślałem czy wszystko działa ok ale ufff… złapał.

Przy okazji napomknę, że kolejne dwa wyszukiwanie satelit (w inne dni) też trwało długo. Szybciej niż za pierwszym razem ale jednak to czas bliżej minuty niż sekund. Za to czwarte weszło momentalnie. W międzyczasie miałem aktualizację zegarka, może to jej zasługa. Niemniej do sprawdzenia w kolejnych biegach.

Wracając na ziemię 🙂 GPS działa, można startować i biegać.
Biegłem częściowo po łąkach a większości w lesie. Dystans około 5 km. Przez pierwsze 2 Ambit i GT lecą równo. Później Suunto wyszło trochę na prowadzenie, a Huawei zgłaszał kilometry później o kilkanaście metrów.

Podoba mi się info o ” okrążeniu”.  Automatycznie co 1 km zegarek wibruje i na chwilę włącza się podświetlenie ekranu. Widać wtedy numer pokonanego kilometra, średnie tempo i czas biegu (od początku). Czy lapować można ręcznie to niestety nie próbowałem jeszcze bo ja w sumie w żadnym czasomierzu tego nie używam 🙂

Po biegu wyszło mi tak:

AMBIT
Dystans: 5,16 km
Czas: 0:32’38.4
Tempo max: 6:17 min/km
Podejście: +13m
Zejście: -15m

GT
Dystans: 5,07 km
Czas: 0:34’09 (skiepściłem coś. Czas inny bo pierwsze włączałem Suunto)
Tempo max: 6:44 min/km (duża różnica ale patrz wyżej, słabo czas złapałem)
Podejście, Zejście: Nie pokazuje w apce ani zegarku. Różnica wysokości jest za to: 34,7m (z Suunto wychodzi 28m).

Nie chciałbym jeszcze wypowiadać sądów o różnicy dystansu (90 metrów). Spróbuję na dłuższym dystansie i wtedy będzie widać jakie są tendencje. Na ten moment, bo biegałem z nim jeszcze parę razy ale już bez porównań z innym zegarkiem, to dane wyglądają akceptowalnie. „Moje” trasy pokazuje w miarę realnie (w znaczeniu, że dystans nie odbiega znacząco od znanych mi wartości). Mi ta dokładność wystarczy.

Po biegu i zatrzymaniu aktywności dostajemy już w zegarku naprawdę dużą porcję danych.  Są takie pola:
Rodzaj aktywności, data, czas
Efekt treningu (wydajność)
Ogólne (dystans, czas, kalorie
Prędkość (średnie tempo, prędkość średnia i maksymalna)
Kroki (kroki, średnia kadencja, średnia długość kroku)
Wysokość (wejścia i zejścia łącznie, największa wysokość)
Wykres tętna, info o min, max i średnim
Strefy tętna i ich czas trwania
Wykres kadencji
Wykres tętna
Wykres wysokości
VO2max

Zestaw czytelny i naprawdę bogaty. W żadnym z zegarków jaki mam nie ma aż tylu danych. By je zobaczyć trzeba logować się na platformę powiązaną np. Movescount. Jestem tu więc naprawdę zadowolony 🙂

Acha, jeśli w czasie dnia, aktywności dokonamy jakiegoś niezwykłego osiągnięcia np. pokonamy 10000 kroków, ubiegniemy 5 km itp. to zegarek wibruje i wyświetla zdobytą przez nas odznakę sprawności. Mała rzecz a miła 🙂

Trochę o aplikacji – Zdrowie.
Skrótowo bo opis robi się mega 🙂
Aplikacja w mojej ocenia dobra. Zawiera zestaw wszystkich danych sportowych (w.w.) Widoczność oczywiście lepsza bo większy ekran. Dodatkowo widać mapkę gdzie biegaliśmy. Jest przegląd historii aktywności. Są pola o śnie, tętnie, wadze, krokach. Mamy też sugestie o ilości treningów i podpowiedzi np. czy trzeba ćwiczyć więcej czy wystarczy.

Kilka przykładowych ekranów apki

Z jej poziomu dokonujemy też konfiguracji zegarka. Aktualizujemy go, włączamy/wyłączamy opcje.
Jest tu też opcja udostępnienia treningu np. na FB, no bo jak bez tego się obejść 🙂
Dane z apki da się też wyeksportować do:
– UP by Jawbone
– Google Fit
– MyFitnessPal

Napominam o tym bo finalnie zbliżamy się najczęściej poruszanego minusa zegarka.

Wielki minus 🙂
Mimo pozycjonowanie GT jako smartwatch sportowy nie ma na ten moment opcji wyeksportować treningów w postaci plików *.gpx, *.tcx. Nie da się też bezpośrednio wrzucić ich w żadną aplikację/platformę treningową w stylu np. Endomondo.
Dla mnie to katastrofa bo swoje dane historyczne trzymam własnie w ENDO.
Początkowo strasznie zraziło mnie to do Huaweia. Zrobiłem solidne poszukiwania netu co można zrobić i hurrraaa… da się radzić sobie mocno na okrętkę. Robimy tak:
1. Wiążemy Huawei Zdrowie z Google Fit.
2. Z Google Fit (z poziomu komputera i swojego konta google) można eksportować dane aktywności do pliku *.tcx
3. No i finalnie ten plik można dodać do Endomondo. Ale uwaga. Mi na ten moment wyeksportowany plik wczytuje jako ciąg 60 sekundowych aktywności. Da się je w Endomondo połączyć w całość, niemniej traci się wtedy sporo danych. Nie pokazuje mapy, odcinków. Walczę z tym ciągle jak to dokonać by wgrany plik był „pełniejszy. Jak mi się uda to opiszę dokładniej procedurę transferu.
Naprawdę szkoda, że aż tak trzeba kombinować 🙁

Podsumowanie.
Z zegarka jestem w miarę zadowolony. Solidny, stylowy. W czasie aktywności nie gubi sygnału GPS, dane podaje wiarygodne. Deklarowany czas działania jest raczej realny. Przy umiarkowanym łączeniu z bluetoothem, wyłączonym tętnie, 4 dokonanych aktywnościach używam go już 9 dni i mam dalej około 40% baterii.
Na ten moment najbardziej wkurza mnie zaznaczony wyżej brak eksportu plików z aktywnościami. Jeśli uda się to zrobić prościej albo producent doda taką opcję to będzie to dla mnie sprzęt wystarczający w 100% do używania sportowo-codziennego.

Makibes G05 – GPS Watch Sport

Logo strony Test Sprzetu

Korzystając z byłego już Black Friday (chińskiego) postanowiłem zakupić sobie smartwatcha. Założenia (i oczekiwania) jakie miałem:
1. w miarę dużo bajerów 🙂
2. możliwość wykorzystania autonomicznie tego urządzenia również do sportu.
3. niezbyt wygórowana cena,
Ze względu na pkt.2 szukałem zegarka, który może działać bez telefonu – czyli ma  wbudowany GPS. Jest w czym wybierać na Aliexpressie to fakt, można dostać mętliku w głowie od nazw, opcji i możliwości.

Po analizie ofert zdecydowałem się na sprzęt Makibes. Pewny dylemat miałem czy wziąść model G07 (stricte sportowy, droższy, reklamowany jako całkowicie wodoodpory i obsługujący GPS+Glonass) czy G05 (który wprawdzie nie dysponuje wodoodporności i glonassem ale sprawiał wrażenie bardziej nastawionego na opcje smart).
Ponieważ posiadam już zegarki biegowe (Suunto Ambit i A-Rival SpoQ) zwyciężył rozsądek i wziąłem model G05 (z dwóch dostępnych kolorów wybrałem cały czarny).

Makibes G05
Makibes G05 dostępne kolory

Po zwyczajowym oczekiwaniu na przesyłkę z chin (wcale nie tak długo szło) można było zacząć cieszyć się nowym zakupem.

Zawartość opakowania
W sumie niewiele – smartwatch, ładowarka magnetyczna wraz z kablem USB i 2 krótkie instrukcje (angielska i chińska).
Instrukcja angielska miejscami słabo tłumaczona (są błędy, ale sens idzie zrozumieć). Szkoda, że nie ma polskiej – to może być minus dla niektórych. Jeśli ktoś miał już jakiekolwiek doczynienie z dowolnym smartwatchem, to powinien sobie poradzić jednak i bez instrukcji.

Pierwsze wrażenie
Smartwatch przybył spakowany w solidne pudełeczko z przeźroczystą ścianką przednią.  Pudło w tonacji czarno, srebrno, czerwonej (jakby miało to jakieś większe znaczenie :)). Widać za to od razu zegarek i już na pierwszy rzut oka prezentuje się on fajnie (sorry dla dociekliwych ale na foto już go w środku nie ma, wyjąłem szybciej :)).
Małą, a miłą rzeczą są umieszczone po obu bokach „szybki” pudełka małe wypustki, za które możemy je otworzyć. Niby nic ale przydatne dla mężczyzn, którzy nie dysponują długimi paznokciami.

Makibes G05 box
Pudełko Makibes G05

Zegarek w pierwszym kontakcie sprawie solidne wrażenie (ale ciężki nie jest – około 82 gram wagi z kartami sim i pamięci). Obudowa masywna, plastikowa. Plastik jest matowy, nie widać na nim żadnych zabrudzeń więc dłużej powinien być jak nowy. „Ostre” kształty koperty nadają całości sportowego charakteru.
Szary (metaliczny) pierścień wokół szkła wykonany jest z jakiegoś stopu (a jeśli to plastik to naprawdę dobrze stop udaje).
Na obudowie umieszczono jeden przycisk sterujący (zegarek ma ekran dotykowy), z jednej strony kratka głośnika, z drugiej zabezpieczone gumową zatyczką wejście na kartę sim+pamięci i mikrofon.

Makibes G05
Makibes G05 – widok ogólny

Na spodzie zegarka umieszczony jest czujnik tętna i 4 styki do ładowania/komunikacji.

Makibes G05
Makibes G05 – spód

Trochę przyjemniejszy mógłby być pasek. Jest bardziej plastikowy niż gumowy a przez to sztywniejszy (miękki silicon przyjemniej by się dotykało). Na samym początku czasem miałem problem z zapięciem (bo pasek blokował się swoimi nacięciami na zapince). Po dojściu do wprawy już jest jednak ok.
Na ręce zegarek trzyma się dobrze. Nie przeszkadza, nie przesuwa się, nie uraża. Nie ma opcji by coś nas szarpało po włosach (jak ktoś ma ;)) Mimo swojej wielkości dobrze leży na nadgarstku.

Używanie – start
Przed pierwszym użyciem trzeba smartwatcha naładować. Zajmuje to około 2-3 godzin i trzeba do tego jakieś urządzenie z gniazdem usb (np. komputer), Ładowarka nie jest bowiem sieciowa – to tylko podstawa + kabel usb. Taki standard dzisiaj.
Ciekawostką jest za to podstawa ładowarki (stacja dokująca). Ma ona magnetyczną podstawę która po przytknięciu do zegarka sama wskakuje na właściwe miejsce. Odpada problem z celowaniem w  styki. Dodatkowo, nie ma opcji założyć jej odwrotnie. Jak będziemy próbowali magnes odpycha ładowarkę od zegarka. Na plus, nie uszkodzimy sprzętu.
Uprzedzając trochę fakty, po naładowaniu i póżniejszym umiarkowanym używaniu zegarek wytrzymuje dość sporo (deklarowane 5 dni bez problemu). Pewnie przy włączonym non stop bluetooth i intensywnym korzystanie z opcji telefonu, gps będzie to mniej (nie testowałem niestety więc tu nie mogę podać dokładnych danych).
Producent podaje takie wartości: 6 godzin GPS, 1-2 dni normalnego używania, 5 dni czuwania.
Skoro to smartwatch to warto włożyć do niego kartę SIM i kartę pamięci. Służy do tego niezbyt wygodna metalowa tacka mieszcząca się pod gumową osłonką. Z jednej strony ładujemy SIM, z drugiej microSD. Jak pamiętam w instrukcji nie pisze, którą gdzie, ale po wcięciach udało mi się to zrobić dobrze. Memorki obsługuje do 32GB – działają.
Jeśli zdecydujecie się instalować kartę pamięci w trakcie używania sprzętu to trzeba go zgasić/włączyć. Inaczej karty nie zobaczy

Używanie – smartwatch
Po wciśnięciu i przytrzymaniu przycisku zegarek startuje witając nas swoim logo. Głośny jest 🙂 i warto później ustawić parametry kontrastu, dżwięku w menu jeśli nie chcemy wszystkich w koło wkurzać.

Makibes G05
Makibes G05 – tarcza zegara (jedna z trzech)

Pierwszym co widać po odpaleniu to tarcza zegara. Do wyboru są trzy (niezbyt piękne ale finalnie najbardziej przypasowała mi ta widoczna na zdjęciu). Zmienia się je klikając w środek wskazówek. Na plus Makibesa jest wyświetlacz – ekran jest ostry i czytelny. Dobrze widać napisy.

Po nacieszeniu się wyglądem tarczy zegara, można by coś w swoim smartwatchu ustawić, poużywać. Ma  on do tego 3 menu i ekrany główne „aplikacji” (na nich widać np. ilość kroków, czas snu, pulsometr, barometr).
Pierwsze skrócone menu uruchamia się przesuwając palec po ekranie w dół. Tu  można włączyć bluetooth, wyświetlić kod kreskowy aplikacji (by ją sobie ściągnąć), wyregulować kontrast i przełączyć między dżwiękiem a wibracjami, Z tego menu ruszając się góra / dół możemy przechodzić cyklicznie przez w.w ekrany główne (kroki, pulsometr itd).

Makibes G05
Makibes G05 – menu skrócone

Drugie menu (przesunięcie na zegarze palca w lewo) to opcje sportowe. Chodzenie, bieganie, rower, historia aktywności i ustawienie jednostek (km, mile itp).

Makibes G05
Makibes G05 – menu sport

Z powyższego menu (klikając w białe pole po prawej) przechodzimy do ostatniego, trzeciego menu (menu główne). Są w nim opcje smartwatchowe – wybieranie numerów, przeglądanie wiadomości, historii połączeń, odpalanie i szukanie bluetootha, alarm, kalendarz, kalkulator, czas światowy, odtwarzacz muzyki, przeglądarka plików, ustawienia (dzwięki, wyświetlacz, reset, czas).

Makibes G05
Makibes G05 – menu główne

Przewijanie wszystkich menu, działa dość płynnie i wygodnie. Zegarek nie zacina się, nie przymula. Gdy chcemy z czegoś wyjść używamy do tego przycisku z prawej strony (jedyny jaki jest).
Od strony „telefonicznej” też jest ok. Kartę sim widzi. Da się normalnie dzwonić (rozmówcę słychać jak pisałem wyżej głośno). Przeglądanie wiadomości, kontaktów – jest, działa. SMSy wpisuje się tak jak w starszych telefonach – wyświetlona jest na ekraniku klawiaturka i cyklicznie naciskając dany przycisk wybieramy literkę.
Bluetooth łączy (tylko z komórką próbowałem, nie używam i nie mam niestety słuchawek).
Z karty pamięci da się odpalać i słuchać mp3, można oglądać zdjęcia .JPG (jak ktoś lubi na takim ekraniku).

Uzywanie – sport
Po zabawie z ogólnymi opcjami zegarka spróbowałem wykorzystać go do zastosowań sportowych. W tej dziedzinie możemy użyć m.in.

– Stoper. Ma pauzę, 20 międzyczasów, które na końcu możemy przejrzeć, skasować.

– Barometr. Po odpaleniu po chwili na ekranie pokazuje aktualne ciśnienie hPa.

Makibes G05
Makibes G05 – barometr

– Krokomierz. Wskazuje dokonane dzisiaj kroki, szacunkową odległość jaką przebyliśmy i procent realizacji celu (cele można ustawiać w aplikacji). Drugi ekran krokomierza to statystyka tygodniowa. Jest to słupkowy diagram pokazujący procenty realizacji celu. Po kliknięciu na ekranie przenosi nas do szczegółowych statystyk każdego dnia. Tu widać liczbę kroków, dystans, spalone kalorie i % realizacji celu.

Makibes G05
Makibes G05 – krokomierz (ekran główny)

-Monitor snu. Wygląd i możliwości zbliżone do krokomierza. Ustawiamy ile chcemy spać, później można przeglądać statystki tygodniowe i szczegółowe.

– Pomiar tętna. Zegarek informuje na początku by ustawić go blisko ciała i kliknąć na ekranie. Po chwili otrzymujemy bieżące wartości tętna. Na końcu okresu pomiarowego klikamy i pomiar zostaje zapisany. Można wtedy przeglądać historię zapisanych pomiarów.

Makibes G05
Makibes G05 – pomiar tętna

Makibes G05
Makibes G05 – statystki tętna

– Chodzenie/Bieganie/Rower – to co najważniejsze 🙂 Przy starcie pyta czy włączyć GPS. Potwierdzamy lub nie i zegarek zaczyna odliczać do startu aktywności. Odliczanie ustawia się w aplikacji – może być 3,2,1, Start lub np. od 10. UWAGA – odliczenie nie równa się złapaniu sygnału GPS. To trwa z reguły dłużej – do około minuty. Wg. mnie to minus. W międzyczasie zegarek owszem nalicza kroki, dystans itp. ale dane bierze chyba tylko z żyroskopu/akcelerometru.  W dystansie pewnie się wiele nie pomyli, jeśli jednak trasa jaką pokonaliśmy była mocno kręta to tu pewnie będzie spora rozbieżność (w widoku).
Ekran aktywności sportowej (taki sam dla wszystkich typów) wygląda jak poniżej. Mieści sporo podstawowych danych. Cyferki nie są duże, w czasie biegu widoczność może być problematyczna.

Makibes G05
Makibes G05 – chodzenie, bieganie, rower

Bieżącą aktywność można zapauzować i przeglądać to co do tej pory dokonaliśmy – ślad, dystans, prędkości, tempo.

Makibes G05
Makibes G05 – dane aktywności

– Historia aktywności. Pokazuje całościowy dystans jak i można przeglądać osobno każdą z nich. Format danych jak na obrazku wyżej.

Makibes G05
Makibes G05 – historia aktywności

Dokładność
Nie prowadziłem skomplikowanych testów ale wygląda zadowalająco. Jeden z biegów dokonałem równolegle z Suunto Ambitem. Wyszło tak:
Suunto: dystans 5,48 km, tempo:5:48
Makibes:dystans 5,55 km, tempo:5:45

Aplikacja
Dane z zegarka synchronizować możemy na smartfona za pomocą aplikacji FunDo Pro. Łączymy się standardowo przez bluetooth

Makibes G05
Makibes G05 – FunDo Pro, apka na Androida

Apka podzielona jest na części główne odpowiedzialne za Sport/Kroki/Sen/Serce/BP/Sp02. Dodatkowo są tu jeszcze podstrony O mnie, statystyki, raporty, ustawienia.

Na głównych ekranach FunDo pokazuje dane zczytane z smartwatcha (bieżące jak pamietam). Klikając np. w opcji sportu na ikonkę zegara możemy przejść w listę wszystkich aktywności i oglądać każdą z osobna.

Makibes G05
Makibes G05 – historia

Wchodząc głębiej (klikając na interesującą nas pozycję) przechodzimy do mapy. Niestety u mnie działa to średnio. Na mapie pokazuje pozycję startu, mety i pkt kilometrowe. Nie widać śladu – dokładniej to przy przybliżaniu/oddalaniu pokazuje się on by za chwilę zniknąć. Coś tu nie dopracowano.

Makibes G05
Makibes G05 – widok trasy

Wspominałem również, że dostępne są statystyki (Analiza). Dotyczą one Kroków i Snu. Formę mają podobną jak w zegarku. Słupkowe wykresy dotyczące, tygodnia, miesiąca, półrocza, roku. Jest również coś co nazywa się Raport. Tu powinno być zebranie danych dziennych (sen, aktywność).

Najlepsze nawet rekordy nie cieszą tak jeśli nie można się nimi podzielić 🙂 FunDo teoretycznie umożliwia sporo możliwości dotarcia do znajomych. Od standardowego FB przez niespotykane Linkedln.

Makibes_G05
Makibes_G05 – udostępniamy

Wszystko fajnie ale… brakuje możliwości transferu swoich dokonań na jakąś platformę treningową (np. Endomondo). Z poziomu zegarka również nie da się wyeksportować pliku gpx. Dla mnie to duża niedogodność, wszystkie swoje treningi zbieram bowiem w wymienionym Endomondo. Bez tego Makibes jest dla mnie mało użyteczny do codziennego trenowania. Z palca przecież dokonanych biegów wpisywał nie będę. Oj wielki minus.

Podsumowanie
Co do zegarka mam mieszane uczucia.
Z jednej strony wykonany jest solidnie. Spasowanie, materiały bardzo dobre. Wygląd przypadł mi do gustu i noszę go codziennie.
Nie zauważyłem jakichś dużych dysfunkcji w działaniu wgranych programów/opcji. Wszystko działa płynnie bez zawiech.

Z drugiej strony sporo jest drobnych niedociągnięć Słabe tłumaczenie instrukcji, menu zegarka czy apki na telefon.

Zegarek aż taki „smart” też nie  jest. Nie dysponuje on chyba żadnym systemem (tak zresztą pisało w aukcjach). Czyli nie wgramy do niego żadnych nowych aplikacji androidowych by zwiększyć funkcjonalność (próbowałem, nie rozpoznaje plików apk). Musi nam wystarczyć to co załadował do niego producent.

Nie ma niestety też multitaskingu. Jednocześnie działa tylko jedna opcja. By włączyć coś innego, aktualnie działająca gasi się. Czyli np. nie da się trenować i słuchać jednocześnie mp3. A przynajmniej ja nie wpadłem jak to zrobić.

No i finalnie największy minus dla mnie. Zegarek jak pisałem noszę na codzień. Noszę ale nie używam do treningów z powodu braku możliwości eksportu gpx. Dopóki taka opcja nie pojawi się w aplikacji nie widzę sensu. Owszem w razie W mając go możemy zapisać naszą aktywność. Do długofalowych treningów i późniejszej analizy danych (w popularnych platformach sportowych) na ten moment nie nadaje się.

Jednym zdaniem więc – tani sprzęt dla mniej wymagających użytkowników. „Profesjonaliści” muszą pozostać przy dużo droższych, wyspecjalizowanych komputerkach sportowych (Garmin, Suunto, Polar).

TEST – SmartyFit Hykker (opaska inteligentna)

Logo strony Test Sprzetu

TEST – SmartyFit Hykker (opaska inteligentna)

Pozwolę sobie zaprezentować urządzenie nie do końca zgodne z biegami ale, że „zahacza” o tą tematykę może kogoś zaciekawi.

Ostatnimi czasy tzw. inteligentne opaski pozwalające monitorować naszą aktywność zdobywają coraz większą popularność. Praktycznie każdy producent oferuje coś w tym temacie (i to Ci bardziej znani np. Samsung jak i nieznane, chińskie firmy). Są urządzenia rozbudowane, z kolorowymi wyświetlaczami jak i proste opaski np. tylko z diodami.

Tytułowe urządzenie należy raczej do tej drugiej kategorii (mniej znanych i prostszych). Wykonane jest ono dla sieci sklepów Biedronka i kosztowało 59 zł. Podobno istnieją identyczne pod innymi logami ale ja nie miałem przyjemności ich widzieć.

Opaskę dostajemy w częściowo przeźroczystym plastikowym opakowaniu. Pudełeczko solidne, ładnie (wg mnie) zaprojektowane. W środku oprócz samej opaski mieści się kabel usb do ładowania, instrukcja obsługi po polsku i karta gwarancyjna. Jednym słowem wszystko co potrzeba do używania.

Opaska

Jesli kogoś interesują jednak jeszcze jakieś dodatkowe szczegóły może pooglądać i poczytać o opasce na stronie producenta. Da się z niej pobrać również instrukcję i aplikację:

http://www.hykker.com/produkty/smartfit-opaska-inteligentna/

Urządzenie ma takie parametry (ze strony producenta):

Krokomierz, pomiar przebytego dystansu
 
Licznik spalonych kalorii.
 
Wskaźnik daty i godziny. Możliwość ustawienia przypomnień alarmu
 
Akumulator Li-Ion 55mAh – czas czuwania do 7 dni
 
Wyświetlacz OLED o rozdzielczości 64×32 px
 
Kompatybilność: Android 4.3 lub nowszy
 
Synchronizacja i obsługa za pomocą dedykowanej aplikacji
 
Funkcja wyzwalania kamery smartfona
 
Pasek z wytrzymałego tworzywa dostępny w kilku kolorach : pomarańczowy, zielony, szary, czarny

SmartyFit po wyjęciu z opakowania należy przed pierwszym użyciem naładować. Później by moć cieszyć się w pełni z jego możliwości trzeba zainstalować na telefonie aplikację VeryFit 2.0. Bez aplikacji niestety nie możliwe jest ustawienie daty, godziny ale da się korzystać z opcji krokomierza, kalorii i monitora snu.

Opaska

Urządzenie wykonane jest z przyjemnego w dotyku silikonowo-gumowego tworzywa. Jest parę wersji kolorystycznych. Ja wybrałem tą opisaną – szary, chociaż dla mnie to ona wygląda na bardziej niebieską 🙂

Spasowanie elementów jest ok, chociaż w mojej ma się wrażenie, że silikon wokół ekranu miejscami lekko odstaje. Wyświetlacz (czarne tło i niebieskie cyfry) jest czytelny. Przycisk obsługi menu działa w właściwym oporem. Czuć kliknięcie gdy się go naciska.

Opaska

No to pora poużywać 🙂 Po sparowaniu opaski ze smartfonem, wskazuje ona ładnie czas. Wyczuwa ruch ręki kiedy chcemy sprawdzić godzinę i wtedy włącza się wyświetlacz.

Co do funkcji krokomierza/kalorii. Wrażenie mam mieszane. Ilości nalicza ona z ruchu ręki. Kiedy idziemy/biegniemy jest ok. Testowałem ją kiedyś przy 10 km biegu i wskazała 10000 kroków trochę wcześniej niż dystans wskazał GPS. Zważywszy na długość kroku można przyjąć tą dokładność za wystarczającą. Problem jest jednak kiedy np, siedzimy i pracujemy (np, pisząc na komputerze) czy jedziemy autem. Wstrząsy liczone są jako kroki i nie ruszywszy się ani na metr od biurka możemy zanotować przejście kilku ładnych km 🙂

Kalorie to wiadomo. Program wylicza je na podstawie podanych przez nas parametrów i ilości kroków. Ciężko podważyć czy ilość jest ok czy nie więc nawet nie próbuję.

Monitor snu – jest, ale trzeba go ręcznie włączyć i wyłączyć więc użyteczność średnia.

Obsługa aparatu. Działa, da się robić zdjęcia klikając w opaskę 🙂

W opasce (przez aplikację) można ustalić tzw. dzienne cele. Np. przejście 5000 kroków. Po osiągnięciu ich opaska wibruje i wskazuje flagę sukcesu 🙂 Mała rzecz a cieszy.

VeryFit

Cóż więcej. Nasze rekordy dzienne prześlemy do komórki gdzie można pooglądać statystyki dzienne, miesięczne czy roczne.  Jeśli jednak nie robimy tego codziennie to przepadają. Urządzenie nie zapisuje w pamięci zeszłych dni.

Podsumowując.
SmartyFit jest w sumie adekwatny do swojej ceny. Szału nie ma ale za te pieniądze nie ma co narzekać. Możliwość popatrzenia ile się przeszło i spaliło kalorie motywuje do pracy nad sobą. Nie mając przy sobie zegarka z gps czy komórki z Endomondo możemy jednak określić jaki pokonaliśmy dystans. Ot fajny gadżet przed solidniejszym sprzętem.
Od strony technicznej/wizualnej jest ok. Działa i się nie psuje. Bateria trzyma parę dni (około 3, a jeśli opaski nie nosimy i leży na biurku to i z tydzień potrafi wytrzymać).
Jedyny minus Hykkera jaki zauważyłem to zapięcie. Dość słabe w specyficznych okazjach. W używaniu jest ok (biegałem, nosiłem i nie spadło) ale zakładając/ściągając bluzę czy kurtkę wystarczyło rękawem zahaczyć i opaska mi się odpinała. Oj, trzeba uważać bo łatwo zgubić (opaska lekka to nawet nie poczujemy kiedy spadła).

Zegarki z GPS – A-Rival SpoQ SQ100 (krótki opis)

Logo strony Test Sprzetu

Zegarki z GPS – A-Rival SpoQ SQ100

Zaczynając na przełomie 2014/2015 r przygotowania do Biegu Rzeźnika uznałem, że dobrze było by udokumentować ten wielki wyczyn w internecie 🙂 Garmin FR10, który używałem mimo, że spełniał wszystkie moje wymagania co do codziennych treningów, tu niestety pomóc nie mógł. Jego bateria ma po prostu zbyt małą pojemność by wystarczył na tak długi bieg.
Pomysł by ładować go powerbankiem w czasie biegu niestety upadł. Tak się nie da bo FR10 po podłączeniu ładowarki wychodzi z trybu treningu.

Cóź, chce się mieć zapis GPX to pozostało wyszukać urządzenie, które potrafi wytrzymać odpowiednio dłużej.

Urządzenia takie a i owszem są. Ich wybór limitowała mi jednak jeszcze jedna rzecz – pieniądze. Nie chcąc wydawać za dużo, krąg zegarków dostępnych znacznie się zawęził.
Szukałem, przeglądałem i w sumie prawie już zdecydowałem się na Garmina FR 310XT, kiedy to wyszukałem info o mało znanym u nas „czasomierzu” – SpoQ SQ100.

http://www.a-rival.de/pl/outdoor/gps-uhren/spoq#technische-daten

Większość jego opisów była zdecydowanie pozytywna, chęć spróbowania czegoś nowego i bodziec w postaci ceny o połowę mniejszej od Garmina zachęcił mnie finalnie do zakupu 🙂

Ciekawą sytuacją (o której warto wiedzieć) jest fakt, że A-rival SpoQ SQ100 jest bliżniaczym modelem zegarka GlobalSat GH-625XT. Oba nie różnią się praktycznie niczym (poza napisem na szybce). A-rival to po prostu model na rynek niemiecki, podczas gdy reszta świata ma Globalsat-a.

http://www.globalsat.com.tw/products-page.php?menu=2&gs_en_product_id=5&gs_en_product_cnt_id=32

Jeśli ktoś ma możliwość sciągnąć sobie SQ100 z Niemiec i nie zaleźy mu na polskiej gwarancji to warto.
Globalsat oferowany jest obecnie (koniec 2015) na rynku polskim za około 550zł podczas gdy SpoQ w Niemczech kosztuje około 70-80 Euro (wystarczy dobrze poszukać w necie). Czyli za ~320 zł otrzymujemy zegarek o największych chyba możliwościach (w tej cenie).

Zakup się dokonał, rodzina będąca w Niemczech zegarek mi przywiozła i można było już się nim bawić.

A-Rival SpoQ SQ100

SQ100 otrzymujemy w sporym czerwonym pudełeczku, w którym oprócz zegarka można znaleźć: pasek pulsometru, uchwyt rowerowy, dodatkowy pasek na rękę z urządzeniem do jego zmienienia i dokumentację (instrukcje obsługi, płyta CD z programem). Sporo tego i fajnie, że producent na kliencie nie oszczędzał.

A-Rival SpoQ SQ100

Sam zegarek po wyjęciu z pudełka prezentuje się solidnie. Jest spory, masywny i co ciekawe o dość nietypowym kształcie.  Widać, że to urządzenie treningowe. Ja tam na ulicy bym w nim nie chodził ale dla mnie to nie problem. Ważne, że wszystko w nim spasowane jest ok, nie ma się wrażenia taniej chińszczyzny.
Trochę obawiałem się jak na moich chudym nadgarstku będzie się trzymać taka „busola” ale i to poszło dobrze. Wygięty kształt ładnie stabilizuje go na ręce i zegarek nie lata, nie przekręca się.

A-Rival SpoQ SQ100

Zaczynamy więc 🙂 Pierwsze ładowanie jak pamiętam trwa jakieś 2-3 godziny. SpoQ ładuje się po podłączeniu kabla USB do komputera  (nie ma sieciowej ładowarki). Sam kabel ma nietypową wtyczką od strony zegarka więc warto o niego dbać i nie zgubić. Jak kojarzę nowy jest dość drogi jak na cenę samego urządzenia.
Gniazdo ładowania w zegarku jest zabezpieczone gumową zaślepką więc nie trzeba martwić się, że od potu coś nam zaśniedzieje i będzie brak kontaktu. Dodatkowo jest bolec stabilizujący wtyczkę czyli odpada strach przed złym podłączeniem przewodu.

W międzyczasie ładowania zainstalowałem na PC program. Działa on stabilnie na wszystkich systemach (uruchamiałem na Win XP, 7, 8, 10).
Polecam tutaj mimo posiadania programu w zestawie ściągnąć sobie wersję ze strony Globalsatu. Jest nowsza i można w niej eksportować pliki GPX wraz ze wszystkimi danymi (tętno) by wrzucać je np, do Endomondo. Starsze oprogramowanie SpoQ eksportowało tylko sam ślad bez tętna.
Resztę fixów, updatów itp można bez obaw ściągać ze strony SpoQ o ile odkryjecie, że są nowsze niż w Waszej wersji zegarka.

Pierwsze uruchomienie SQ100 następuje sprawnie. Warto od razu przełączyć język zegarka z niemieckiego na angielski (no chyba, że ktoś zna i lubi). Polskiego niestety nie ma uprzedzając ewentualne pytania. W mojej ocenie menu jest dość intuicyjne i nawet po angielsku da się ustawić najważniejsze parametry. Język warto oczywiście znać by w pełni okiełznać GPS.

Z najistotniejszych rzeczy wartych do ustawienia przed biegiem trzeba zwrócić uwagę na dane osobiste, częstotliwość próbkowania sygnału GPS (co 1 sek, co 2 itp), autolapy, podświetlanie i spersonalizowanie ekranów. W zegarku można bowiem ustawić 4 ekrany ze swoimi danymi. Danych może być na ekranie po 4 pola czyli 16 różnych pół do wykorzystania.

Skoro mamy ustawione to co chcemy pora pobiegać. Łapanie fixa GPS w zależności od warunków trwa od paru sekund do minuty. Akceptowalny czas. Sporadycznie w bardzo złych warunkach (gęste drzewa, domy itp) zdarzyła mi się sytuacja, że nie mógł złapać sygnału i parę minut. Niemniej to nic strasznego Garmin też tak czasem robił.
SpoQ gdy ma już nasza pozycję to po ponownym uruchomieniu znajduje satelity błyskawicznie. Czyli przed ważnymi zawodami warto odpalić urządzenie odpowiednio wcześniej by się odnalazło, można zgasić i później przed startem ponownie włączyć bez stresu.
Jest robię tak zawsze bo zauważyłem pewnien minus. Gdy mój zegarek jest włączony i nie używany po dłuższym czasie nie reaguje na przyciski. Nie pamiętam czy to rodzaj wygaszacza czy jakiś błąd. W każdym razie nieźle mnie raz zestresował przed zawodami tą zawiechą, więc teraz wolę go spokojnie włączyć niż w panice naciskać przyciski by go ożywić 🙂

Zegarek w używaniu spisuje się bezproblemowo. Złapanego sygnału nigdy mi nie zgubił, nie przekłamuje trasy. Z perspektywy roku używania wydaje mi się, że ma niewielką tendencją do zwiększania dystansu. Garmin FR10, który cechuje się bardzo dobrym modułem GPS na tej samej drodze pokazuje trochę mniej kilometrów. Różnica nie jest jakaś porażająca więc tu nie widzę tragedii.

Napomnę tu jeszcze o pasku pulsu. Wprawdzie sygnał wysyłany z niego nie jest kodowany ale u mnie działa dobrze. Nie ma żadnych dziwnych odczytów. Sparowanie z tym elementem jest szybkie. Zanim złapie fix GPS tętno już pokazuje ok.
Sam pasek poprawny. Trzyma się na klatce piersiowej, nie obciera.

Po treningu dobrze wiedzieć jak zapisać swoje dokonania. Początkowo miałem z tym problem i nawet czytanie instrukcji jakoś mi nie pomogło. Pomogli dobrzy ludzie na forum o bieganiu i teraz już jest ok. Dla ciekawych jak.. Należy nacisnąć przycisk OK, który właczy Pauze. Czekamy aż napis PAUSE na ekranie zniknie i dopiero wtedy naciskamy ESC/LAP. Pojawi się komunikat czy chcemy zapisać i jest już wszystko ok.

Dane z zegarka wrzuca się do PC w program Training Gym Pro (niestety też nie po polsku). Można w nim przejrzeć szereg informacji o treningach. Eksportować je do plików GPX. Z poziomu programu zarządzamy również zegarkiem (można kasować dane, wczytywać do zegarka trasy po których chcemy biec, aktualizować swoje dane osobiste, wczytywać aktualizacje). Możliwości jest sporo, bez programu nie da się skorzystać z pełni możliwości SpoQ.

A-Rival SpoQ SQ100

Cóź, pora na podsumowanie. Zegarek mam już prawie rok czasu. Działa mi przez ten czas stabilnie. Nigdy nie musiałem go resetować. Nie miałem problemu z zapisem biegów. Bateria zgodnie z danymi trzyma długo (mi do tej pory nigdy nie udało się go rozładować więcej niż do 60% :). Jestem bardzo zadowolony i polecam wszystkim.

UWAGA
Zegarek ma naprawdę dużo zaawansowanych opcji, które przydadzą się nawet wymagającym użytkownikom. Można wgrać do niego ślad GPX i nawigować po nim, jest opcja powrotu do domu (do tyłu po przebiegnietej trasie), wirtualny trener. Ja osobiście jeszcze z nich nie korzystałem więc nie będę wymyślał jak działaja ale dobrze wiedzieć, że wraz ze wzrostem wymagań ma się pewne rezerwy opcji 🙂

Zegarki z GPS – Garmin Forerunner 10 (krótki opis)

Test_sprzetu

Zegarki z GPS – Garmin Forerunner 10 (krótki opis)

Po awarii swojego OnMove 500 uznałem, że pora przetestować coś innego. W świecie biegaczy dużo słyszy się o zegarkach firmy Garmin i taki też sprzęt nabyłem (dokładniej to wymieniłem w Decathlonie uszkodzony OnMove na FR10).
Trochę zastanawiałem się czy ten model (najprostszy z oferty Garmina) nie będzie dla mnie ubogi ale, że jednym z priorytetów był też fakt by do wymiany nic (albo niewiele) nie dokładać to zaryzykowałem 🙂

garmin_fr10_00

Zegarek otrzymujemy w eleganckim (ale bardzo małym) pudełku z szybką. Oprócz „czasomierza” dostaje się również klips USB do ładowania, skróconą instrukcję obsługi i kilka różnojęzycznych kart gwarancyjnych.
Niby wszystko co potrzeba jest, ale jako człowiek starej daty 😉 trochę tęsknię za czasami dużych pudeł i większej liczby książeczek, wyposażenia itp.

Sam zegarek spodobał mi się. Jest to jedyny GPS (jaki posiadałem do tej pory), który można nosić na ręce jak zwykły zegarek i ani wielkością ani kształtem nie odbiega od normalnych, sportowych zegarków.
Sam wprawdzie nie używam w codziennej eksploatacji zegarków biegowych niemniej dla wielu osób może to być spory plus.

garmin_fr10_02

Pierwsze przejrzenie instrukcji, ładowanie, szybka konfiguracja FR10 (prosta bo prowadzi nas sam przez właściwe menu w języku polskim) i już można biegać.

Łapanie sygnału GPS w sprzęcie Garminina czasowo nie odbiega od innych urządzeń. W słabszych warunkach, nowej dla zegarka lokalizacji trzeba się trochę naczekać. Fajną funkcją w tym modelu jest jego umiejętność zapamiętywania lokalizacji – oznacza to, że jeśli codziennie startujemy w podobnym czasie, w tym samym miejscu to lokalizacja sygnału trwa dużo krócej. Potrafi złapać satelitę nawet po par-parunastu sekundach.
Trzeba być jednak sprawiedliwym i powiedzieć, że gdy coś mu nie pasuje to oczekiwanie na satelitę potrafi być i kilkuminutowe. Parę razy nie wiedziałem czy dalej szuka czy się zwiesił.
Dla własnego spokoju ducha, przed ważnym biegiem polecam go uruchomić odpowiednio wcześniej (w miarę możliwości na odkrytym terenie) i pozwolić mu satelitę złapać. Później zegarek można wyłączyć, wyjść z opcji startowych i właściwe już odpalenie będzie momentalne.

Model ten charakteryzuje się bardzo dobrym mechanizmem GPS. Rysowana trasa jest bardzo dokładna, sygnału nie gubi i jak pamiętam nigdy też nie wariował mi na początkowych kilometrach. Pod tym względem duży plus dla Forerunnera.

Garmin FR10 jako prosty model ma tylko podstawowe opcje biegowe. Do dyspozycji mamy 2 ekrany na których możemy ustawić po 2 dane (możemy je miksować z kilkunastu dostępnych opcji – czas, dystans, prędkość, średnie tempo).
Z opcji treningowych zegarek zapewnia nam do dyspozycji 3 funkcje:
– Interwały biegania/chodzenia. Raczej wiadomo o co chodzi 🙂 Podajemy czas biegu i czas spaceru (odpoczynku),
– Virtual Pacer (czyli wirtualny partner biegowy). Zachęca nas do biegu w ustawionym tempie dając informację, że biegniemy np. za wolno,
– AutoLap. Zegarek automatycznie po 1km (albo 1 mili) podaje nam nasze czasy. Oczywiście lapować można też ręcznie.

W sumie to wszystko. Niby niewiele ale większości pewnie wystarczy. Ja z zestawu funkcji byłem zadowolony. Ustawiłem sobie dane, które mnie interesowały na pierwszym ekranie, włączyłem autolap i więcej do szczęścia nie potrzebowałem.

garmin_fr10_01

Sam bieg z zegarkiem jest przyjemny. Garmin jest lekki, zgrabny. Dobrze trzyma się na ręce i w biegu nie przeszkadza. Z powodu małej wielkości nie dysponuje on wielkim akumulatorem czyli i długim czasem działania. Ja biegłem jednak z nim maraton w czasie około 5 godzin i to jeszcze nie był koniec jego baterii. Troszkę więcej by wytrzymał. Myślę, że 90% populacji to wystarczy. Fani biegów ultra jednak nie  będą z niego zadowoleni. Nie starczy na cały dystans a z tego co wiem, nie ma możliwości ładowania go np. powerbankiem w czasie działania. Po podłączeniu ładowarki wychodzi bowiem z opcji biegu.

Jak narazie raczej podawałem same plusy zegarka. Czy są minusy? Samego zegarka może nie ale mówię wprost, że w pierwszym momencie po zakupie zawiodłem się bardzo na firmie Garmin pod względem oprogramowania.
Po podłączeniu zegarka do komputera i próbach zainstalowania sterowników napotykałem błąd jakiego nie mogłem zrozumieć. Spędziłem nad tym sporo czasu szukając różnych wersji programów, instalując, przestawiając ustawienia. Finalnie co okazało się? … okazało się, że Garminowskie oprogramowanie nie działa już na Windowsie XP jakiego miałem. No trochę katastrofa 🙁 Wkurzyło mnie to mocno bo jednak zmiany komputera czy systemu operacyjnego by obsłużyć zegarek to w planach nie miałem.

Z problemem tym poradziłem sobie na 2 sposoby. Oprogramowanie do Garmina zainstalowałem na nowszym laptopie (jaki na szczęście w domu posiadaliśmy) a treningi z zegarka na swoim komputerze wgrywałem do Endomondo. Bo posiada ono wtyczkę do Garmina i ta z XP działa.
W sumie ze wszystkich swoich zegarków treningi zgrywam do Endomondo (bo umożliwia mi to przejrzenie historii nawet przy padzie PC) więc uznałem to za wystarczające.
W tym momencie używam już PCta z Win 8.1 i tu programy działają bardzo dobrze. Nie ma problemu z wgrywaniem wyników na stronę Garmina, aktualizacjami i inną komunikacją z komputerem.

Powiem szczerze, że w przypadku osób które komfortu używania nowego systemu Win 7,8 nie mają jest to jednak spory problem. Na stronie Garmina można jednak parę opcji personalizujących GPS ustawić, no a bez pełnej komunikacji z PC to tracimy. Dziwna polityka. XP mimo, że stary jednak dalej chyba na większości PC na świecie egzystuje.

Innych istotnych wad FR10 (może poza kilkoma treningami kiedy bardzo długo szukał sygnału GPS) nie widziałem. Nigdy się nie zwiesił, nie musiałem go resetować.

Czy polecam go do zakupu? Tak, jeśli jesteśmy świadomi jego ograniczeń (czasu działania, braku mnogości ustawień, treningów i oczywiście braku możliwości podłączenia pasku pulsometru). Pulsometr obsługuje dopiero FR15.

W chwili obecnej Garmin dałem swojej żonie i używa go z powodzeniem dalej. Mimo, że to model męski, czarny (są damskie trochę mniejsze i kolorowe) to i na jej ręce wygląda i działa ok.

 

Zegarki z GPS – Geonaute OnMove 500 (krótki opis)

Test_sprzetu

Zegarki z GPS – Geonaute OnMove 500 (krótki opis)

Kontuzjowana nóżka dalej nie pozwala biegać to kilka najbliższych wpisów będzie „testowych”. Postaram sie opisać trochę biegowego sprzętu jaki mam/miałem.

Na pierwszy ogień pójdzie OnMove 500. Zegarek z GPS, który używałem jakieś 1,5-2 lata temu.

onmove-500_01

Tytułowy czasomierz był moją pierwszą poważna inwestycją w bieganie 🙂 Do czasu jego zakupu używałem telefonu z Endomondo. Jednak noszony na ramieniu telefon nie jest szczytem wygody (a i jakość łapania sygnału też nie powala na kolana) więc zakup zegarka to tak naturalna ewolucja 🙂 którą większość biegaczy z czasem podąża.

OnMove będący jedną z marek Decathlonu zachęcił mnie niedużą ceną zakupu a sporymi możliwościami jakie oferował.

Producent wymiania takie jego zalety (podając za stroną Decathlonu):

1 Moduł GPS
Sirf Star 3.
2 Wodoszczelność
IPX7 – odporność na skropienie wodą.
3 Czas działania
16 godzin użytkowania (przy wyłączonym alarmie wibracyjnym i podświetleniu) – 5 dni czuwania (tryb eco) – Całkowity czas ładowania: 3h30.
4 Tryb treningowy
Trening interwałowy 30/30, łagodny opór, piramida, stopniowe przyśpieszanie, trening personalny, piramida personalna.
5 Tryb wyzwanie
Tryb wyzwanie symuluje współzawodnictwo z wirtualnym przeciwnikiem. Proponujemy 3 rodzaje wyzwań: pokonanie pewnej trasy, na określonym dystansie lub nieograniczone. Możliwe jest również wykonanie testu VMA.
6 Tryb rozciąganie
16 pozycji rozciągających angażujących 5 grup mięśni.
7 Tryb nawigacja
Możliwość ściągnięcia trasy z Geonaute Software lub użycia poprzedniej sesji.
8 Strefa docelowa
Określanie docelowej strefy prędkości. Wskazanie na wyświetlaczu, alarm dźwiękowy i/lub wibracyjny informują o przekroczeniu strefy.
9 Informacje o okrążeniu
Informacje dotyczące okrążenia są oparte na dystansie (np. co km) lub czas (np. co 5 min). Za każdym razem otrzymujesz informację o czasie, dystansie, liczbie okrążeń i średniej prędkości.
10 Widok „mój rytm”
Ta funkcja zapewnia bardzo czytelny obraz strefy docelowej. Wskaźnik oznacza strefę docelową, po której przesuwa się kursor pokazujący bieżącą prędkość.

onmove-500_02

Model 500 różnił się od swojego starszego brata 700 tylko brakiem paska do mierzenia tętna. Po jego osobnym dokupieniu zyskiwał wszystkie funkcjonalności 700. Pasek taki kupiłem sobie osobno i kosztowo jak pamiętam wyszło to i tak lepiej niż 700. Ale nie ukrywam, że zegarek oferowano wtedy w promocyjnej cenie.

Nowe modele (oferowane teraz w Decathlonie 510 i 710) praktycznie nie róznią się niczym od poprzednich. Jedyną istotną ich cechą jest fakt, że treningi ładuje się na stronę internetową podczas gdy do 500/700 dołączany był program do instalowania na PC.
Ciekawostką jest również fakt, że 500/700 w pewnym momencie po aktualizacji oprogramowania transferują się w 510/710 czyli pozostaje nam używać już tylko strony www do ładowania swoich wyników.

O ile w momencie kiedy ja używałem swój GPS wielu użytkowników odradzało dokonanie tej aktualizacji – bo strona www była uboga w porównaniu do programu PC, to obecnie serwis www dopracowano i już bez strachu można się uaktualniać (o ile ktoś jeszcze zakupi stary systemowo OnMove 500/700).

Sam zegarek jest duży i typowo treningowy. Na miasto to bym raczej w nim nie wyszedł.

onmove-500_03

Na ręce trzymał się jednak dobrze. Mimo, że duży rozmiarem to wagą nie przeszkadzał i w czasie biegu żadnego dyskomfortu się nie czuło.

W pudełku z zegarkiem jak dobrze pamiętam był sam zegarek, klips z kablem usb bo komunikacji/ładowania, instrukcje obsługi.

Personalizacja zegarka, ustawienie danych było w miarę intuicyjne, nie pamiętam jakichś swoich większych problemów z nim.
Również soft komputerowy spokojnie dało się ogarnąć.

Mnogość oferowanych w nim opcji pozwala na dość skomplikowane trenowania ja jednak nie będę ściemniał, że z tego korzystałem. Od zegarków GPS oczekuję podstawowych funkcjonalności – by podawały interesujące mnie czas, dystans, prędkość, średnie tempo na km no i dobrze zapisywały trasę (do przejrzenia później na PC). Geonaute wszystkie te możliwości spełniał więc tu muszę go pochwalić. Myśląc jednak przyszłościowo dobrze mieć więcej możliwości czyli OnMove jest rozwojowy również dla zaawansowanego biegacza.

W biegowym używania należy powiedzieć co następuje. Po włączeniu zegarka następuje poszukiwanie satelity, które w tym modelu potrafi trochę trwać.
Parę razy (zwłaszcza gdy podejrzanie szybko zgłosił znalezienie satelitów) pierwszy kilometr wychodził przekłamany.
Później już podczas kolejnych kilometrów biegu nie zdarzało się jednak by stracił sygnał czy podał złą trasę.

W tym momencie opisu można by podsumować już, iż zegarek generalnie jest dobry i warto go kupić. Niestety okazało się, że ma on jednak często wystepującą wadę polegającą na rozszczelnianiu się obudowy. U mnie wystąpiło to po przypadkowym upadku zegarka z komody na dywan. Wiadomo, że jest to pewnego rodzaju zdarzenie losowe jednak od sprzętu sportowego należałoby oczekiwać większej wytrzymałości. Upadek z 80 cm, nie powinien naruszać jego konstrukcji. Przecież podczas biegu w terenie przypadkowe uderzenie w gałąź, zahaczenie o coś może zdarzyć się nie raz i nie dwa.
Po tym rozszczelnieniu podczas kolejnego biegu w większej wilgotności powietrza mój OnMove błyskawicznie zaparował w środku i zwariował. Pikał, nic nie wskazywał a ekran nawet po wyschnięciu pozostał pomarszczony (jakby folia podeszła powietrzem).
Sporo osób na forumach dyskusyjnych również podawało podobny koniec swoich zegarków (i to często nawet bez żadnego „urazu mechanicznego”) dlatego ośmielam się pisać, że może to być wada tego modelu wynikająca z jego sporej wielkości.

Wielki plus należy się jednak Decathlonowi, który zareklamowany zegarek przyjął i zaoferował zwrot pieniędzy lub wymianę na coś innego.

Wziałem Garmin Forerunner 10 ale o nim opowiem w kolejnym teście 🙂