Archiwa tagu: sport

Klasyka dla początkujących – Buty Kalenji

Kalenji Run Cushion – buty do biegania.

Od zawsze, na różnego rodzaju forach sportowych, pojawiają się pytania początkujących biegaczy jakie buty kupić. Jedną z najpopularniejszych (a przy tym bardzo mądrych odpowiedzi) jest – Kup sobie Kalenji za 50 zł, a jak polubisz/poznasz bieganie później będziesz już sam wiedział co potrzebujesz.

W moim przypadku na ten „klasyczny” but 🙂 zdecydowałem się po około 7 latach biegania. Czy należało go kupić wcześniej postaram się opisać poniżej.

Tytułem wstępu zwrócę uwagę tylko na fakt, że podstawowe buty Kalenji występują w 3 grupach cenowych. 49,99zł (Ekiden One) – 79,99zł (Run Cussion) – 99,99zł (Run Active). Na moje amatorskie oko największe różnice w nich to podeszwa. Im droższy tym solidniejsza, z dodatkiem gumy odpornej na ścieranie. Góra wygląda prawie identycznie (a przynajmniej bardzo podobnie). Ja wybrałem model ze środka stawki – Run Cussion, gdyż obawiałem się zbyt szybkiego wytarcia podeszwy w tych najtańszych (nie mają żadnych wstawek gumowych, tylko samą piankę).

Kalenji Run Cussion w kolorze blue 🙂

No to zaczynamy 🙂

Wygląd zewnętrzny buta to kwestia gustu. Według mnie wyglądają ładnie, sportowo. Skrojone dość zgrabnie ale bez żadnych dodatków upiększających, wzmocnień. Góra to sporo siateczki i tylko małe wstawki tworzywa z przodu, tyły i boku. Wybrać można kilka kolorów (męskie to szare, czarne, niebieskie) więc da się dobrać coś dla siebie.

Run Cussion przez swoją prostotę są bardzo lekkie. Rozmiar 46 jaki wybrałem waży 248 gram. Buty są dość elastyczne. Przód ładnie się ugina, zapiętek tylny mimo, że usztywniany to kamienny nie jest.
Krój buta jest dość wąski. Ja czuję to zwłaszcza przy zakładaniu. Albo trzeba mocno luzować sznurowadła albo ciągnąć by na nogę wlazł 🙂 Po włożeniu jest akceptowalnie – raczej wygodnie, mi nie przeszkadzają.

Całkiem zgrabnie patrząc z boku.

Lekkość, „minimalistyczność” przekłada się na całkiem przyjemne bieganie. Nie przeszkadzają na stopie, nie czuć zbędnej masy. Oddychalność raczej na dobrym poziomie. Noga nie gotowała się w środku.
Jak na ten moment (raczej początek ich używania) zauważyć trzeba, iż pianka całkiem dobrze amortyzuje nierówności jakie napotkamy na trasie. Mimo mojej prawie 90 kg masy, dystanse 5-10 km nie masakrowały mi kończyn dolnych 🙂 A to było jednym z powodu ich zakupów – po powrocie na asfalt starsze buty (innej marki jaką mam) ostro dały popalić moim nogom.
Jakościowo wszystko jest ok, strat w sprzęcie nie zanotowałem 🙂

Ciężko tu wymyślić coś jeszcze. But poprawny, przeznaczony raczej dla początkujących. Dla początkujących, bo wydaje mi się, że przez swoją „delikatność” i prostotę przy dłuższych dystansach całościowych po prostu szybko może stracić właściwości amortyzacyjne. W tych najtańszych pewnie też wytrze się podeszwa.
Niemniej, o ile dobierzemy dobrze jego rozmiar krzywdy nam nie zrobi, a pozwoli poznać co możemy potrzebować w przyszłości biegowej kariery. Polecam spróbować.

ZEblaze Thor 4 Pro

Natura nie lubi pustki. Po sprzedaży Huawei Watch GT zarzekałem się, że na ten moment „smartwatchy” mam dość i nie zamierzam iść w stronę kolejnego. Zegarki jednak uwielbiam i nie wytrzymałem w swoim postanowieniu zbyt długo 🙂
Jako, że doświadczenie nauczyło mnie już, iż kolejny smartwatch pewnie nie sprawdzi się jako zegarek stricte sportowy to warunki zakupowe określiłem dość sztywno – wydać na zabawkę w miarę mało, a eksport danych wymagany.
Przy tak postawionych wymaganiach wiadomym musi być, że sprzęt będzie z Chin i nie będzie to produkt mocno znanego producenta.
W ciemno założyłem, iż zegarki, które mają tylko soft wgrany przez wytwórcę, eksportu mieć nie będą, dlatego też postanowiłem spróbować kolejnej nowości dla mnie czyli smartwatcha posiadającego na pokładzie „pełny” system Android.
Jest tego mnóstwo. Niektóre marki całkiem egzotyczne, inne już w miarę znane (a przynajmniej da się znaleźć o nich testy, opisy). Pierwotnie myślałem o sprzęcie firmy Lemfo. Kosztowo jednak ciekawsze ich modele wchodzą bliżej 150$ i więcej, a to nie składało się z budżetem. Tym sposobem wybór mój padł na firmę Zeblaze.
Zeblaze dość mocno rozwija swoją linię Thor i jest w niej naprawdę sporo modeli. Dociekliwi pewnie spędzą mnóstwo czasu szukając, który z nich jest najlepszy. Jak dla mnie większość jest podobna, z zaawansowanych opcji GSM korzystał nie będę, więc mój wybór padł właśnie na Thor 4 Pro.

Po odliczeniu dwóch promocyjnych kuponów jakimi obdarowało mnie AliE udało mi się go utrafić poniżej 100$ więc i cena i potencjalne możliwości wydały mi się zadowalające.
Zapraszam więc do krótkiego opisu.

Przy okazji wszystkim zainteresowanym testami chińskich smartwatchy polecam kanał na YouTube – SmartWatch Ticks.
Dużo modeli jest pokazanych, porównanych. Testy raczej skupione na wyglądzie, możliwościach „smart” niż sporcie ale myślę, że pierwsze wrażenie co warto nabyć można sobie wyrobić.


Przed ewentualnymi zakupami warto też poczytać forum (anglojęzyczne):
Forum o chińskich zegarkach
Polecam to z takiego powodu, iż niektóre modele mają jednak słaby soft albo ograniczenia w instalacji apek. Szkoda wydać kasę i nie skorzystać z najważniejszych możliwości watcha.

Pozwolę sobie w opisie tym pominąć techniczne specyfikacje sprzętu. Większość da się wynaleźć na stronie producenta:
Zeblaze Thor4 Pro

Thor przybył do mnie spakowany w gustowne, niewielkie, czarne pudełeczko, posiadające na jednej ze ścianek wizualizację zegarka a na kilku innych nazwę producenta i zegarka.

Jeszcze w pudełeczku

Zawartość pudełka zwyczajowo (jak to teraz przyjęte) skromna. Zegarek zapakowany w ochronny woreczek, kabel USB do ładowania i malutka, skrócona instrukcja obsługi (po angielsku).

Instrukcja o dziwo dość dobra. Opisano w niej wszystko co najważniejsze, wiadomo jak włączyć watcha, jak wgrać apkę i jak to wszystko sparować.

Sam zegarek po wzięciu do ręki sprawia całkiem solidne wrażenie. Jest spory, ładnie sportowo cięty. Wszystko wygląda na spasowane dobrze, nie widzę niedoróbek. Koperta zegarka wykonana z tworzywa (nie jest to niestety klasa Huaweia GT). Bezel wokół ekranu za to już z jakiegoś stopu. Szkło ekranu zabezpieczone folią ochronną, na minus trzeba jednak uznać fakt, że ekran wystaje ponad pierścień. Rodzi to obawy o możliwość powstawania rys w przyszłości.

Tak sprzęt prezentuje się na żywo. Przód.
Tył zegarka.
Zeblaze Thor 4 Pro
Zeblaze Thor 4 Pro . Skóra na pasku.

Ciekawy jest pasek. Od strony ręki wykonany z tworzywa, zewnętrznie zaś pokryty warstwą skóry. To w mojej ocenie plus bo nie zniszczy się tak szybko. Warto jednak wiedzieć, że pasek ten jest nieodpinany. W środku z tego co wyczytałem są np. anteny więc uważajcie by nie wpaść na pomysł go wymienić 🙂
Sporym minusem paska jest uboga ilość dziurek do zapinania. Są rozmieszczone dość rzadko i niektórym ciężko może być trafić we właściwe „opięcie”. Mi w sumie brakuje takiego punktu po środku właśnie. Zegarek przez to albo jest na ręce ciut za luźno albo za ciasno.

Od strony wizualno-obsługowej Zeblaze ma 2 przyciski funkcyjne. Przycisk wyboru, przycisk cofania. Po środku między nimi umieszczono obiektyw aparatu. Na spodzie zegarka mamy czujnik tętna, klapkę pod która można umieścić kartę SIM oraz gniazdo ładowania. Po bokach znajdzie się jeszcze wycięcia mieszczące mikrofon i głośniczek no i to w sumie wszystko 🙂
Ładowarka podłącza się magnetycznie, nie ma oczywiście opcji złego podłączenia. Samo połączenie jest jednak dość słabe – w znaczeniu, iż ładuje się oczywiście ok, ale pociągając za kabelek da się to łatwo rozłączyć.

Ładowarka i gniazdo ładowania.

Pierwsze odpalenie wymaga szybciutkiej konfiguracji sprzętu. Wybiera się m.in. język (polski oczywiście jest, tłumaczenie też ujdzie aczkolwiek sporo tekstów i tak pozostaje po angielsku), łączy zegarek z aplikacją. Standardowo dla androida trzeba też stworzyć albo wybrać konto na jakie będziemy się logować.
Po tym można już sprzęt normalnie używać.

Ekran wyświetla ładnie kolory, obraz jest ostry. Przynajmniej w pomieszczeniach/cieniu. W pełnym słońcu niestety już tak fajnie nie jest ale coś tam da się zobaczyć. Mały minusik screenu to fakt, iż w jego dole jest małe nieaktywne pole. Fajniej jednak prezentowałoby się pełne koło (niektóre zegarki z tej klasy takie ekrany mają).
Głośniczek działa solidnie. Słychać dobrze dźwięki (np. w Endomondo :))
Dotyk ekranu określiłbym jako średni. W większości działa znośnie, parę razy jednak zdarzyło mi się, że nie reagował. Trzeba było naciskać parę razy zanim załapał.

Mnóstwo tarcz zegarka do wyboru. W końcu znalazłem takie jakie mi się podobają.
Zmiana tarczy
I już mamy ustawioną kolejną.

Smartwach jak napisałem posiada na pokładzie „pełny” system android. Ma on z tego co wyczytałem pewne uproszczenia ale da się na nim normalnie instalować apki z google play (programy, gry). Obsługa systemu znana z komórek, nikt raczej problemów mieć nie będzie.

Menu zegarka.

Aplikacje, internet w sprzęcie pobiera się przez Wi-Fi (no chyba, że ktoś włoży kartę SIM). Połączenie z komórką w celu synchronizacji danych zaś przez bluetooth.

Aparat szału nie robi ale zdjęcie, film da się zrobić.
Apka do pogody.

No a jak z używalnością? Wgrane fabrycznie w sprzęt programy wg. mnie są słabej jakości.
Działają oczywiście stabilnie, nie zawieszają się ale ilość opcji/danych jakie zawierają jest delikatnie mówiąc mizerna.
Widać to np. w miarę dobrze przeglądając opcje fitness.
Po wybraniu rodzaju aktywności(bieg, rower, chodzenie itp) możemy wybrać jeszcze czy robimy bieg swobodny czy np. challenge z czasem, dystansem itp ale już plansza z wyświetlanymi danymi nie poraża. Jeden ekran tylko dostępny. Co gorsze, nie ma żadnych autolapów, podsumowań co kilometr. Słabo.
Po biegu specjalnie dużo danych też nie dostajemy. Ot czas, tętno, dystans, tempo średnie, kalorie. O rozbudowanych statystykach jak w Watch GT można zapomnieć.

Menu fitness.
Zanim wystartujemy można określić czy biegniemy swobodnie czy w określonym celu.
Lista dokonanych już aktywności sportowych.
Ekranik z danymi po aktywności.

Nie ma co ukrywać sytuację ratuje możliwość instalacji dedykowanych np. do sportu apek.
Tu mała dygresja. Nie wszystkie aplikacje dobrze wyglądają na okrągłym ekranie. Jeśli brakuje nam jakiegoś guzika, menu można przełączać widok – kwadrat lub koło. Sporo to ułatwia.

Strava. Widok okrągły i prostokąt.

Jako, że wiadomo będę biegał :), na pierwszy ogień rzuciłem Endomondo i Stravę.
Oba programy ładnie się zainstalowały, odpalały. Skonfigurowałem co trzeba no i …kurcze nie łapią mi w ogóle sygnału GPS. Czekam, czekam i nic. Zwątpiłem w końcu czy zegarek nie jest zepsuty. Zanim jednak rozpocząłem procedurę reklamacji spróbowałem zainstalować aplikację do testu GPS (inViu GPS). Aplikacja pokazała, że zegarek ładnie łapie satelity (sporo ich łapie) i wszystko powinno być ok.
Faktycznie przy następnym odpaleniu Stravy GPS łapie i da się nawet coś nagrać 🙂 Sprzęt kapryśny jest jednak na jakość sygnału, im gorsza pogoda tym dłużej fixa łapie 🙁
Z perspektywy paru użyć stwierdzam, że jakość zapisywanego sygnału nie poraża. Widać to np. na załączonych zdjęciach kiedy tor biegu jest mocno pofalowany i często prowadzi poza ścieżką.

Ten sam kawałek trasy zapisany w Suunto i w Zeblaze.

W Endomondo sygnał GPS też mi czasem rwie (ostatnio na biegu w lesie zgubił go po 3 km i aż do końca czyli około 7 km nie znalazł). Strava jakoś lepiej sobie z tym radzi, bo jak już ma to nie gubiła (jak do tej pory).
Zainstalowałem jeszcze jakieś inne programy do rejestracji trasy ale, że jeszcze nie testowałem ich to nie wypowiem się czy coś pomagają.

Porównanie odległości na tych samych trasach zarejestrowanych Thorem a np. Suunto nie wypada jakoś tragicznie ale jednak nie oczekujcie cudu. Rozbieżność jest. Dla przeciętnego użytkownika pewnie nie będzie miało to znaczenia, sprzętowi wariaci pewnie uznają to za wielką wadę.

Ten sam bieg. Wyniki trochę różne ale w sumie ujdzie.

„Lichość” sprzętu widać też np. przy odczycie pulsu. Na ręce dane wyglądają realistycznie można jednak zrobić myk jaki widzicie poniżej. Zegarek sobie leży a cały czas pokazuje jakieś tętno. Oj 🙁

Mierzymy tętno…

Skoro już o używaniu (zwłaszcza w kontekście GPS) to zegarek wytrzymuje około 1-3 dni. Wszystko zależy od tego oczywiście czy lecimy ciągle na BT, WiFi, GPS. Przy moim najbardziej umiarkowanym użyciu, czyli ładowałem na 100% około 08:00, w ciągu dnia tylko jako zegarek + aktywność z GPS na około 40 min to wieczorem o 21:00 miałem 77%. Przy jakichś dłuższych aktywnościach około 1 godzina = ~10% baterii.

Skoro coś tam dokonaliśmy to oczywiście synchronizujemy. Synchronizacja z aplikację WiiWatch2 działa ok. Po połączeniu wczytuje sobie ilość kroków, pokazuje stan baterii. Świetną opcją jest możliwość wczytywania do zegarka tarcz. W końcu mam takie jakie mi się podobają. Za to wielki plus 🙂
Na minus zaś fakt, że za każdym razem kiedy próbuje kliknąć na ikonki fitnessowe to apka się wywala i restaruje (na telefonie LG). Z tego powodu niezbyt mogę kategorycznie stwierdzić czy w programie są jakieś statystyki, ocen naszej formy. Patrząc na to co dostępne dla mnie to raczej nie.

Trzy ekrany z WiiWatch 2. Więcej chyba nie ma…

Hmm… no dobra, nie ma co się więcej nad sprzętem pastwić. Podsumujmy.
Wizualnie jest nieźle. Thor ładnie wygląda, nie razi „chińszczyzną”.
Technicznie/softowo? Gorzej. Nie oczekiwałem po nim cudów więc pod tym względem jakoś srodze się nie zawiodłem, ale odbiór mój jest jednak bardziej „na minus” Z suchej specyfiki sprzętowej urządzenie niby ma prawie wszystko i wszystko umożliwia. W użyciu te opcje są jednak takie „siermiężne”, ubogie. Wymagają wg, mnie dopracowania. Dla mnie personalnie, Thor najwięcej traci na słabej jakości rysowania tras z GPS i faktu, że fixa nie łapie super szybko i nie trzyma bardzo stabilnie. Szkoda.
Teza, iż smartwatche do sportu się nie nadają jest więc dalej aktualna 🙂

Sportowe rękawiczki zimowe – Aldi

Logo strony Test Sprzetu

Sportowe rękawiczki zimowe Dam/Męs – Aldi

Zaskoczyła mnie wiosna 🙂 bo poniższy tekst pisałem w ostatnich dniach zimy.  Nie będę już jednak wiele zmieniał –  będzie jak znalazł za rok.

Jako, że jest zima to musi być zimno (cytując klasyków). Mądrzejszy o doświadczenia z poprzednich sezonów dbam by jednak nie mrozić ważnych elementów siebie (szyja, ręce) i jednym ze standardów jakie używam są rękawiczki.
Nie jestem tu wybredny. Dawno temu podczas zimowych biegów używałem zwykłych wełnianych rękawiczek. Nie mogę powiedzieć o nich absolutnie złego słowa ale z czasem wymieniłem je na lekkie, biegowe rękawiczki z Lidla. To też mi pasowało i używałem je naprawdę w szerokim spektrum temperatur. Od kilku na plusie do  kilku stopni na minusie. Pewnie używałbym ich do tej pory ale w zeszłym roku uszkodziłem palec i niestety strasznie czuły zrobił się na temperatury. Gdy słupek rtęci termometrów zatrzymał się na minusie to marzł, sztywniał, przeszkadzał. Źle :(, szkoda zrobić mu krzywdę do końca, więc czym prędzej postanowiłem zainwestować w coś solidniejszego.

Jako, że w końcówce zeszłego roku rękawiczki pojawiły się w Aldi to uznałem, że je zakupię. Kosztowały coś koło 30 zł więc akceptowalnie. Solidny ich test wypadł w dobrej porze – bo przy okazji niedawnych mrozów. Jak było to przeczytacie poniżej.

Obrazek z tym co pisze o nich sam producent:

Rękawiczki Aldi - ulotka
Rękawiczki Aldi – ulotka

Pierwsze wrażenie
Rękawiczki prezentują się faktycznie sportowo. Czarne z żółtymi wstawkami i odblaskowym paskiem na grzbiecie dłoni. Od środka mają pseudo skórzane naszywki, w jednej z nich mieści się żelowa wkładka.  Materiał całości przyjemny, lekko śliski – ot taki jak wiele softshellowych ciuchów. Dla kontrastu kciuk wykończony jest od środka dłoni materiałem w fakturze zamszu.
Wkładka wewnętrzna wykonana jest w podobnym stylu jak wykończenie kciuka.  Sprawia to przyjemne wrażenie, jest miłe w dotyku.
Rękawice posiadają plastikowy karabinek (często jest coś takiego w rękawiczkach narciarskich) pozwalający złączyć je razem. Ot by ich nie zgubić.
Na mankietach mamy rzepowy ściągacz którym można ułatwić sobie zakładanie ich, jak i później dopasować rękawicę do przedramienia.

Rękawice zimowe Aldi
Rękawice zimowe Aldi

Rękawice zimowe Aldi
Rękawice zimowe Aldi

Wykonanie
Solidne.  Wszystko zszyte równo i mocno. Żadnych niedoróbek, uszkodzeń nie zanotowałem.

Test – użytkowanie
Rękawiczki są wyraźnie grubsze i sztywniejsze niż leciutkie biegowe rękawice z Lidla (jakie mam). Po wciśnięciu ich na rękę czuć ich grubość. O precyzyjnych pracach można zapomnieć ale przy odrobinie wprawy da się nacisnąć guziki w Suunto Ambit więc tragedii nie ma.
Użytkowanie w mocnych mrozach (ponad -10) wypadło znakomicie. Było mi ciepło w ręce/palce w całym czasie biegu (od około 1 do 1,5 godziny). Ba, nawet ręka w środku była lekko spocona.
Wiatroodporność wypadła dobrze, nic z czynników zewnętrzynych mi nie przeszkadzało.
W sumie same plusy. A minusy? Zanotowałem jeden związany z potliwością rąk w rękawicy. Dopóki mamy je na dłoni jest ok. Jeśli jednak przyjdzie nam do głowy je zdjąć to późniejsze założenie to już męka. Wewnętrzna rękawiczka trochę wyłazi i trzeba się zmęczyć by palce znów trafiły na swoje miejsce.

Podsumowanie
Rękawiczki przez zastowowane w nich patenty najbardziej kojarzą mi się z rękawicami narciarskimi i pewnie takie jest ich właściwe przeznaczenie. Nie jest to jednak żaden minus i podczas biegania też sprawdzają się bardzo dobrze.
Są ciepłe, nie czuć w nich wiatru. „Mobilność” ręki akceptowalna. Odblaskowe paski świecą mocno co pozwoli zwiększyć nasze bezpieczeństwo np. podczas biegów po zmroku. Polecam.

Makibes G05 – GPS Watch Sport

Logo strony Test Sprzetu

Korzystając z byłego już Black Friday (chińskiego) postanowiłem zakupić sobie smartwatcha. Założenia (i oczekiwania) jakie miałem:
1. w miarę dużo bajerów 🙂
2. możliwość wykorzystania autonomicznie tego urządzenia również do sportu.
3. niezbyt wygórowana cena,
Ze względu na pkt.2 szukałem zegarka, który może działać bez telefonu – czyli ma  wbudowany GPS. Jest w czym wybierać na Aliexpressie to fakt, można dostać mętliku w głowie od nazw, opcji i możliwości.

Po analizie ofert zdecydowałem się na sprzęt Makibes. Pewny dylemat miałem czy wziąść model G07 (stricte sportowy, droższy, reklamowany jako całkowicie wodoodpory i obsługujący GPS+Glonass) czy G05 (który wprawdzie nie dysponuje wodoodporności i glonassem ale sprawiał wrażenie bardziej nastawionego na opcje smart).
Ponieważ posiadam już zegarki biegowe (Suunto Ambit i A-Rival SpoQ) zwyciężył rozsądek i wziąłem model G05 (z dwóch dostępnych kolorów wybrałem cały czarny).

Makibes G05
Makibes G05 dostępne kolory

Po zwyczajowym oczekiwaniu na przesyłkę z chin (wcale nie tak długo szło) można było zacząć cieszyć się nowym zakupem.

Zawartość opakowania
W sumie niewiele – smartwatch, ładowarka magnetyczna wraz z kablem USB i 2 krótkie instrukcje (angielska i chińska).
Instrukcja angielska miejscami słabo tłumaczona (są błędy, ale sens idzie zrozumieć). Szkoda, że nie ma polskiej – to może być minus dla niektórych. Jeśli ktoś miał już jakiekolwiek doczynienie z dowolnym smartwatchem, to powinien sobie poradzić jednak i bez instrukcji.

Pierwsze wrażenie
Smartwatch przybył spakowany w solidne pudełeczko z przeźroczystą ścianką przednią.  Pudło w tonacji czarno, srebrno, czerwonej (jakby miało to jakieś większe znaczenie :)). Widać za to od razu zegarek i już na pierwszy rzut oka prezentuje się on fajnie (sorry dla dociekliwych ale na foto już go w środku nie ma, wyjąłem szybciej :)).
Małą, a miłą rzeczą są umieszczone po obu bokach „szybki” pudełka małe wypustki, za które możemy je otworzyć. Niby nic ale przydatne dla mężczyzn, którzy nie dysponują długimi paznokciami.

Makibes G05 box
Pudełko Makibes G05

Zegarek w pierwszym kontakcie sprawie solidne wrażenie (ale ciężki nie jest – około 82 gram wagi z kartami sim i pamięci). Obudowa masywna, plastikowa. Plastik jest matowy, nie widać na nim żadnych zabrudzeń więc dłużej powinien być jak nowy. „Ostre” kształty koperty nadają całości sportowego charakteru.
Szary (metaliczny) pierścień wokół szkła wykonany jest z jakiegoś stopu (a jeśli to plastik to naprawdę dobrze stop udaje).
Na obudowie umieszczono jeden przycisk sterujący (zegarek ma ekran dotykowy), z jednej strony kratka głośnika, z drugiej zabezpieczone gumową zatyczką wejście na kartę sim+pamięci i mikrofon.

Makibes G05
Makibes G05 – widok ogólny

Na spodzie zegarka umieszczony jest czujnik tętna i 4 styki do ładowania/komunikacji.

Makibes G05
Makibes G05 – spód

Trochę przyjemniejszy mógłby być pasek. Jest bardziej plastikowy niż gumowy a przez to sztywniejszy (miękki silicon przyjemniej by się dotykało). Na samym początku czasem miałem problem z zapięciem (bo pasek blokował się swoimi nacięciami na zapince). Po dojściu do wprawy już jest jednak ok.
Na ręce zegarek trzyma się dobrze. Nie przeszkadza, nie przesuwa się, nie uraża. Nie ma opcji by coś nas szarpało po włosach (jak ktoś ma ;)) Mimo swojej wielkości dobrze leży na nadgarstku.

Używanie – start
Przed pierwszym użyciem trzeba smartwatcha naładować. Zajmuje to około 2-3 godzin i trzeba do tego jakieś urządzenie z gniazdem usb (np. komputer), Ładowarka nie jest bowiem sieciowa – to tylko podstawa + kabel usb. Taki standard dzisiaj.
Ciekawostką jest za to podstawa ładowarki (stacja dokująca). Ma ona magnetyczną podstawę która po przytknięciu do zegarka sama wskakuje na właściwe miejsce. Odpada problem z celowaniem w  styki. Dodatkowo, nie ma opcji założyć jej odwrotnie. Jak będziemy próbowali magnes odpycha ładowarkę od zegarka. Na plus, nie uszkodzimy sprzętu.
Uprzedzając trochę fakty, po naładowaniu i póżniejszym umiarkowanym używaniu zegarek wytrzymuje dość sporo (deklarowane 5 dni bez problemu). Pewnie przy włączonym non stop bluetooth i intensywnym korzystanie z opcji telefonu, gps będzie to mniej (nie testowałem niestety więc tu nie mogę podać dokładnych danych).
Producent podaje takie wartości: 6 godzin GPS, 1-2 dni normalnego używania, 5 dni czuwania.
Skoro to smartwatch to warto włożyć do niego kartę SIM i kartę pamięci. Służy do tego niezbyt wygodna metalowa tacka mieszcząca się pod gumową osłonką. Z jednej strony ładujemy SIM, z drugiej microSD. Jak pamiętam w instrukcji nie pisze, którą gdzie, ale po wcięciach udało mi się to zrobić dobrze. Memorki obsługuje do 32GB – działają.
Jeśli zdecydujecie się instalować kartę pamięci w trakcie używania sprzętu to trzeba go zgasić/włączyć. Inaczej karty nie zobaczy

Używanie – smartwatch
Po wciśnięciu i przytrzymaniu przycisku zegarek startuje witając nas swoim logo. Głośny jest 🙂 i warto później ustawić parametry kontrastu, dżwięku w menu jeśli nie chcemy wszystkich w koło wkurzać.

Makibes G05
Makibes G05 – tarcza zegara (jedna z trzech)

Pierwszym co widać po odpaleniu to tarcza zegara. Do wyboru są trzy (niezbyt piękne ale finalnie najbardziej przypasowała mi ta widoczna na zdjęciu). Zmienia się je klikając w środek wskazówek. Na plus Makibesa jest wyświetlacz – ekran jest ostry i czytelny. Dobrze widać napisy.

Po nacieszeniu się wyglądem tarczy zegara, można by coś w swoim smartwatchu ustawić, poużywać. Ma  on do tego 3 menu i ekrany główne „aplikacji” (na nich widać np. ilość kroków, czas snu, pulsometr, barometr).
Pierwsze skrócone menu uruchamia się przesuwając palec po ekranie w dół. Tu  można włączyć bluetooth, wyświetlić kod kreskowy aplikacji (by ją sobie ściągnąć), wyregulować kontrast i przełączyć między dżwiękiem a wibracjami, Z tego menu ruszając się góra / dół możemy przechodzić cyklicznie przez w.w ekrany główne (kroki, pulsometr itd).

Makibes G05
Makibes G05 – menu skrócone

Drugie menu (przesunięcie na zegarze palca w lewo) to opcje sportowe. Chodzenie, bieganie, rower, historia aktywności i ustawienie jednostek (km, mile itp).

Makibes G05
Makibes G05 – menu sport

Z powyższego menu (klikając w białe pole po prawej) przechodzimy do ostatniego, trzeciego menu (menu główne). Są w nim opcje smartwatchowe – wybieranie numerów, przeglądanie wiadomości, historii połączeń, odpalanie i szukanie bluetootha, alarm, kalendarz, kalkulator, czas światowy, odtwarzacz muzyki, przeglądarka plików, ustawienia (dzwięki, wyświetlacz, reset, czas).

Makibes G05
Makibes G05 – menu główne

Przewijanie wszystkich menu, działa dość płynnie i wygodnie. Zegarek nie zacina się, nie przymula. Gdy chcemy z czegoś wyjść używamy do tego przycisku z prawej strony (jedyny jaki jest).
Od strony „telefonicznej” też jest ok. Kartę sim widzi. Da się normalnie dzwonić (rozmówcę słychać jak pisałem wyżej głośno). Przeglądanie wiadomości, kontaktów – jest, działa. SMSy wpisuje się tak jak w starszych telefonach – wyświetlona jest na ekraniku klawiaturka i cyklicznie naciskając dany przycisk wybieramy literkę.
Bluetooth łączy (tylko z komórką próbowałem, nie używam i nie mam niestety słuchawek).
Z karty pamięci da się odpalać i słuchać mp3, można oglądać zdjęcia .JPG (jak ktoś lubi na takim ekraniku).

Uzywanie – sport
Po zabawie z ogólnymi opcjami zegarka spróbowałem wykorzystać go do zastosowań sportowych. W tej dziedzinie możemy użyć m.in.

– Stoper. Ma pauzę, 20 międzyczasów, które na końcu możemy przejrzeć, skasować.

– Barometr. Po odpaleniu po chwili na ekranie pokazuje aktualne ciśnienie hPa.

Makibes G05
Makibes G05 – barometr

– Krokomierz. Wskazuje dokonane dzisiaj kroki, szacunkową odległość jaką przebyliśmy i procent realizacji celu (cele można ustawiać w aplikacji). Drugi ekran krokomierza to statystyka tygodniowa. Jest to słupkowy diagram pokazujący procenty realizacji celu. Po kliknięciu na ekranie przenosi nas do szczegółowych statystyk każdego dnia. Tu widać liczbę kroków, dystans, spalone kalorie i % realizacji celu.

Makibes G05
Makibes G05 – krokomierz (ekran główny)

-Monitor snu. Wygląd i możliwości zbliżone do krokomierza. Ustawiamy ile chcemy spać, później można przeglądać statystki tygodniowe i szczegółowe.

– Pomiar tętna. Zegarek informuje na początku by ustawić go blisko ciała i kliknąć na ekranie. Po chwili otrzymujemy bieżące wartości tętna. Na końcu okresu pomiarowego klikamy i pomiar zostaje zapisany. Można wtedy przeglądać historię zapisanych pomiarów.

Makibes G05
Makibes G05 – pomiar tętna

Makibes G05
Makibes G05 – statystki tętna

– Chodzenie/Bieganie/Rower – to co najważniejsze 🙂 Przy starcie pyta czy włączyć GPS. Potwierdzamy lub nie i zegarek zaczyna odliczać do startu aktywności. Odliczanie ustawia się w aplikacji – może być 3,2,1, Start lub np. od 10. UWAGA – odliczenie nie równa się złapaniu sygnału GPS. To trwa z reguły dłużej – do około minuty. Wg. mnie to minus. W międzyczasie zegarek owszem nalicza kroki, dystans itp. ale dane bierze chyba tylko z żyroskopu/akcelerometru.  W dystansie pewnie się wiele nie pomyli, jeśli jednak trasa jaką pokonaliśmy była mocno kręta to tu pewnie będzie spora rozbieżność (w widoku).
Ekran aktywności sportowej (taki sam dla wszystkich typów) wygląda jak poniżej. Mieści sporo podstawowych danych. Cyferki nie są duże, w czasie biegu widoczność może być problematyczna.

Makibes G05
Makibes G05 – chodzenie, bieganie, rower

Bieżącą aktywność można zapauzować i przeglądać to co do tej pory dokonaliśmy – ślad, dystans, prędkości, tempo.

Makibes G05
Makibes G05 – dane aktywności

– Historia aktywności. Pokazuje całościowy dystans jak i można przeglądać osobno każdą z nich. Format danych jak na obrazku wyżej.

Makibes G05
Makibes G05 – historia aktywności

Dokładność
Nie prowadziłem skomplikowanych testów ale wygląda zadowalająco. Jeden z biegów dokonałem równolegle z Suunto Ambitem. Wyszło tak:
Suunto: dystans 5,48 km, tempo:5:48
Makibes:dystans 5,55 km, tempo:5:45

Aplikacja
Dane z zegarka synchronizować możemy na smartfona za pomocą aplikacji FunDo Pro. Łączymy się standardowo przez bluetooth

Makibes G05
Makibes G05 – FunDo Pro, apka na Androida

Apka podzielona jest na części główne odpowiedzialne za Sport/Kroki/Sen/Serce/BP/Sp02. Dodatkowo są tu jeszcze podstrony O mnie, statystyki, raporty, ustawienia.

Na głównych ekranach FunDo pokazuje dane zczytane z smartwatcha (bieżące jak pamietam). Klikając np. w opcji sportu na ikonkę zegara możemy przejść w listę wszystkich aktywności i oglądać każdą z osobna.

Makibes G05
Makibes G05 – historia

Wchodząc głębiej (klikając na interesującą nas pozycję) przechodzimy do mapy. Niestety u mnie działa to średnio. Na mapie pokazuje pozycję startu, mety i pkt kilometrowe. Nie widać śladu – dokładniej to przy przybliżaniu/oddalaniu pokazuje się on by za chwilę zniknąć. Coś tu nie dopracowano.

Makibes G05
Makibes G05 – widok trasy

Wspominałem również, że dostępne są statystyki (Analiza). Dotyczą one Kroków i Snu. Formę mają podobną jak w zegarku. Słupkowe wykresy dotyczące, tygodnia, miesiąca, półrocza, roku. Jest również coś co nazywa się Raport. Tu powinno być zebranie danych dziennych (sen, aktywność).

Najlepsze nawet rekordy nie cieszą tak jeśli nie można się nimi podzielić 🙂 FunDo teoretycznie umożliwia sporo możliwości dotarcia do znajomych. Od standardowego FB przez niespotykane Linkedln.

Makibes_G05
Makibes_G05 – udostępniamy

Wszystko fajnie ale… brakuje możliwości transferu swoich dokonań na jakąś platformę treningową (np. Endomondo). Z poziomu zegarka również nie da się wyeksportować pliku gpx. Dla mnie to duża niedogodność, wszystkie swoje treningi zbieram bowiem w wymienionym Endomondo. Bez tego Makibes jest dla mnie mało użyteczny do codziennego trenowania. Z palca przecież dokonanych biegów wpisywał nie będę. Oj wielki minus.

Podsumowanie
Co do zegarka mam mieszane uczucia.
Z jednej strony wykonany jest solidnie. Spasowanie, materiały bardzo dobre. Wygląd przypadł mi do gustu i noszę go codziennie.
Nie zauważyłem jakichś dużych dysfunkcji w działaniu wgranych programów/opcji. Wszystko działa płynnie bez zawiech.

Z drugiej strony sporo jest drobnych niedociągnięć Słabe tłumaczenie instrukcji, menu zegarka czy apki na telefon.

Zegarek aż taki „smart” też nie  jest. Nie dysponuje on chyba żadnym systemem (tak zresztą pisało w aukcjach). Czyli nie wgramy do niego żadnych nowych aplikacji androidowych by zwiększyć funkcjonalność (próbowałem, nie rozpoznaje plików apk). Musi nam wystarczyć to co załadował do niego producent.

Nie ma niestety też multitaskingu. Jednocześnie działa tylko jedna opcja. By włączyć coś innego, aktualnie działająca gasi się. Czyli np. nie da się trenować i słuchać jednocześnie mp3. A przynajmniej ja nie wpadłem jak to zrobić.

No i finalnie największy minus dla mnie. Zegarek jak pisałem noszę na codzień. Noszę ale nie używam do treningów z powodu braku możliwości eksportu gpx. Dopóki taka opcja nie pojawi się w aplikacji nie widzę sensu. Owszem w razie W mając go możemy zapisać naszą aktywność. Do długofalowych treningów i późniejszej analizy danych (w popularnych platformach sportowych) na ten moment nie nadaje się.

Jednym zdaniem więc – tani sprzęt dla mniej wymagających użytkowników. „Profesjonaliści” muszą pozostać przy dużo droższych, wyspecjalizowanych komputerkach sportowych (Garmin, Suunto, Polar).