Archiwa tagu: smartwatch

XIAOMI AMAZFIT STRATOS 3 – CZĘŚĆ 4

Niewiele się zmieniło w moim postrzeganiu Stratosa 3 – dalej jestem zadowolony z jego używania. Tym razem nie będzie więc opisu a zdjęcia, prezentujące jak widać na jego ekranie w różnych warunkach. Wszystkie wykonane komórką, bez lampy błyskowej.
Nie komentuję, niech przemówią obrazki 🙂

Na poczatek – słoneczny dzień (cienie na ekranie to mój telefon :)).

Widok aktywności przy słonecznym dniu.

Warunki domowo-biurowe. Sztuczne oświetlenie o sporej jasności.

Przy sztucznym świetle też nie ma problemów z odczytem

Dom. Sztuczne oświetlenie (słabe) + odpalone podświetlenie tarczy.

Włączone podświetlenie zegarka.

Dom. Sztuczne oświetlenie (słabe). Bez podświetlenia.

Przy małej ilości światła ciężko już odczytać wszystko z tarczy Stratosa. Godzina dalej jednak widzialna.

Trening w nocy. Tarcza zegarka oświetlona czołówką. Fota tragiczna ale chodzi o to jak widać a nie o artyzm 🙂

Noc, ale jest ok. Czołówka pozwala czytać dane na zegarku bez najmniejszych problemów.

XIAOMI AMAZFIT STRATOS 3 – CZĘŚĆ 3

Tym razem krótki wpis ale w mojej ocenie ważny bo komfort sportowego używania smartwatcha znacząco wzrósł w ostatnim miesiącu.

Xiaomi Amazfit Stratos3

Producent na ten moment ogarnął dobrze kwestię synchronizacji danych.
Nie ma żadnych problemów z połączeniem i transmisją. Wszystko ładnie idzie w aplikację i do Stravy. W skutek tego należy przypuszczać, że i w drugą stronę (czyli np. aktualizacje A-GPS) systematycznie pojawiają się w zegarku.

Spowodowało to finalnie, że mój zegarek łapie fix w bardzo dobrym czasie. Praktycznie każde wyjście na trening to około 10 sekund (albo mniej) oczekiwania na fix.

Drugą rzeczą jaką zanotowałem to fakt, że nie psuje mi już miejsca startu (sygnalizowałem to w drugiej części testu). Wszystkie biegi z grudnia ładnie wskazują miejsce startu i mety.
Oglądając też zapis treningów odbytych w innych miejscówkach i tu jest ok. Nie widzę drastycznych przekłamań.

Przyglądając się całemu zapisowi ścieżki, ślad owszem trochę „krąży” wokół drogi ale przesunięcie jest akceptowalne. Nie ma tu dziwnych ścięć, skrótów.

W grudniu nie robiłem już porównań dystansu z Xiaomi do Suunto. Patrząc sobie jednak na identyczne biegi jakie zrobiłem, za każdym razem Stratos podaje podobny dystans. Są to np.
1. 6.62 km
2. 6.68 km
3. 6.67 km
Nieźle, to praktycznie żadne różnice jak na bieg po lesie.

Pod względem używalności codziennej zegarek jest bezproblemowy. Nie wariuje, nie zawiesza się. Baterię ładuję co 7 dni. Strona wizualna bez zastrzeżeń.
W przebytym okresie testowym była aktualizacja apki, soft w zegarku nie aktualizował się, jak pamiętam.

Cóż. Niewiele więcej mam do dodania. Zegarek stał się bardziej „dokładny”, zapisane trasy wyglądają realnie a to rzeczy ważne dla biegacza.
Ilość treningów bezproblemowych w grudniu – 11 więc nie może tu być mowy o przypadku. Dobrze to rokuje na przyszłość.
O ile w drugiej części testu trochę miałem obawy o przekłamania GPS teraz uważam, że jest bardzo dobrze. Jeśli producent nic tu nie popsuje produkt uważam za godny polecenia.

Xiaomi Amazfit Stratos 3 – część 2

Skoro już opowiedziałem trochę o stronie wizualnej Stratosa, to należałoby przyjrzeć się temu co potrafi on od strony sportowej.

Z wiadomych względów najbardziej interesowało mnie bieganie i z dedykowanych mu pozycji w menu korzystałem. Zestaw opcji sportowych jest oczywiście szerszy – producent dał nam możliwość uprawiania 19 dyscyplin 🙂

Odpalenie sportu (biegania) w Stratosie jest banalne. Wystarczy kliknąć 3 razy górnym przyciskiem (Potwierdzenia/Startu) i już. No, oczywiście między kliknięciami wypadałoby poczekać aż zegarek złapie fix.

Łapanie fixa nie jest procesem problematycznym. Wiadomo, zależy ono od warunków terenowych/meteorologicznych jak i regularnego aktualizowania urządzenia. Jeśli nie zaniedbujemy aktualizowania, to odczuciowo średni czas nie przekracza 30 sekund (nieraz jest to i szybciej). Co ważne, nie było też sytuacji by Stratos fixa kiedyś złapać nie mógł. To lubię, bo wcześniejsze chińskie wynalazki potrafiły jednak nic nie wyszukać.

Oczciwym będzie powiedzenie jednocześnie, iż moje wiekowe Suunto łapie GPS jednak trochę szybciej. Na dokonane do tej pory biegi Stratos tylko raz go wyprzedził, pozostałe próby należały do Ambita.

Korzystanie z Amazfita w czasie biegu jest zadowalające. Tętno mierzy. Jak ustawimy alerty o jego przekraczanie, sygnalizuje to. Zestaw wyświetlanych danych jest duży. Jest kilka ekranów, na których (w apce) ustawiamy co chcemy widzieć. Ja w czasie treningów nie analizuję zbyt wiele i w sumie korzystam tylko z pierwszego ekranu. Mam tam czas biegu, przebyty dystans, tętno, tempo chwilowe.
Czytelność cyfr/pól jest bardzo dobra. Nie mam kłopotu z odczytam ani w dzień ani w nocy. Uwaga, nocą biegam w czołówce i jej światło skierowane na ekran świetnie gwarantuje widoczność. Nie muszę odpalać podświetlenia w zegarku.
Zaliczenie ustalonego dystansu (autolap co 1 km, albo nasza wartość) sygnalizowane jest wibracją i ekranem na którym jest podany numer „kilometra” i średnie tempo. Tu cyfry mogłyby być większe ale i je da się odczytać.
W czasie sportu GPS w zegarku zachowuje się stabilnie. Sygnału jak do tej pory jeszcze ani razu mi nie stracił. Raz „czasomierz” pomylił się sporo na pierwszym kilometrze, w innych przypadkach wyglądało to dobrze. No, przynajmniej na pierwszy rzut oka, ale o tym będzie niżej.

Dokładność GPS – porównywane z Suunto Ambit 1.

W Stratosie mam ustawione GPS + Glonass. Tak na oko wielkiej różnicy między zegarkami nie ma. Oba pikały podobnie. Raz szybciej Stratos, raz Ambit.
Wyniki notują „akceptowalnie różne” dla amatora. Wychodziło mi np. tak:

Suunto1: 6.7 km / Stratos3: 6.67 km
Suunto1: 5,03 km / Stratos3: 5,13 km
Suunto1: 7,36 km / Stratos3: 7,45 km
Suunto1: 8,38 km / Stratos3: 8,83 km (to ten najbardziej nieudany bieg)
Suunto1: 10,27 km / Stratos3: 10,20 km

Gorzej jednak zaczyna się robić jak zaczniemy porównywać detale. Z historii w.w. biegów wyszło mi, że Stratos prawie zawsze jakiś problem miał. Najczęściej rozjeżdża mu się miejsce startu (widać przykład na obrazku poniżej). To później rzutuje na wynik.

Rozjazd startu w Stratosie 3

Patrząc też na ślad generowany na mapie, Stratos nie do końca trafia w drogę. Z reguły jest gdzieś w pobliżu. Tu Suunto jest lepsze.

Suunto lepiej trafia w drogę.

Ale cóż… Do takiego „dreptania” jak ja robię da się to przeżyć. Nie jest to jakaś wada krytyczna. Oczywiście jeśli ktoś potrzebuje bardziej dokładnego urządzenia może być rozczarowany.
Dużo wad jakie ma jeszcze Xiaomi są jednak szybko poprawiane, miejmy nadzieję, że poprawią i to w kolejnych aktualizacjach.

Po treningu.

Bezpośrednio po zakończeniu i zapisaniu aktywności, już w zegarku dostajemy spory zestaw danych potreningowych. Są słupki, wykresy, ślad trasy, analiza formy i czas regeneracji 🙂 To wszystko (a nawet i więcej) możemy też zobaczyć w aplikacji na komórce, kiedy zsynchronizujemy nasze dokonania.
Synchronizacja w sumie idzie dość dobrze. Szybko (w miarę) i stabilnie (na ten moment). W którejś poprzedniej wersji softu był problem. Proces się zapętlał i w kółko wczytywało, potwierdzało, że już i od nowa 🙂 Różnie ludzie sobie z tym radzili – mi pomagało kliknięcie ręcznego synchronizowania w zegarku, a nie w aplikacji.
Jak już nasze dane wylądują w apce, to za chwilkę pojawiają się też w Stravie. Oczywiście wcześniej oba programy trzeba powiązać.
Do Stravy idzie chyba pełny zestaw danych. Jest np. tętno, a to nie zawsze standard.

W sytuacji awaryjnej jest też ciekawa opcja rezerwowa. W zegarku naciskamy przycisk Eksportuj trening. W urządzeniu zostaje zapisany plik *.gpx. Podłączając później zegarek do komputera możemy go sobie skopiować i robić z nim co chcemy. Super 🙂

Bajery

Zasygnalizuję tylko, bo jeszcze zbytnio nie analizowałem i używałem 🙂
Oprócz prostego biegnięcia można także potrenować 🙂 Są do wyboru opcje celów (np. czas, dystans itp). Można też stworzyć (w aplikacji) swoje treningi interwałowe i je wysyłać do zegarka. Da się ustawić kilka różnych interwałów (personalizowanych np. względem czasu, dystansu).
Fani muzyki maja w Stratosie 2 GB miejsca na mp3. Można sobie wgrać swoje utwory i oczywiście słuchać w czasie aktywności.

Podsumowanie

Stratos 3 w świetle powyższych informacji jest zegarkiem na którym mi właśnie zależało.
Stylowo wygląda, da się go nosić na co dzień. Jakość wykonania, spasowanie, działanie i możliwości są bardzo dobre. Nie widać tu taniości i bylejakości, system chodzi płynnie, stabilnie. Bateria pozwala na długie używanie (wiadomo zależy kto i co, ale codziennie ładować go nie trzeba 🙂 )
Smartwatch w akceptowalny sposób wspiera też sport. Zestaw danych treningowych, dokładność dla większości będą więcej niż wystarczające. Trochę bardziej zaawansowani z pewnością docenią możliwość eksportu danych w celu dalszych porównań, analiz.

Oczywiście okres jaki go mam jest jeszcze zbyt krótki by wypowiedzieć się o trwałości ale pierwsze wrażenie jest więcej niż dobre 🙂

Xiaomi Amazfit Stratos 3 – część 1.

Jako, że niedawno miała miejsce premiera nowego (nowej wersji dokładniej bo to raczej rozwinięcie wersji 2) sportowego smartwatcha od Xiaomi myślę, że warto przyjrzeć mu się bliżej.

Suche parametry sprzętu można wyszukać w necie. Ot chociażby tu:
Stratos 3

Wstępne recenzje, filmy na youtubie już są, ale w żadnym chyba za bardzo nie skupiano się na przydatności sportowej tego sprzętu. Myślę, że poniżej uda się to i owo przybliżyć. Proszę mieć jednak na uwadze, że nie będzie to opis rozkładający urządzenie „na czynniki pierwsze” Opisuję to co sam używam, co mi potrzebne.
Artykuł ten jest kompilacją moich odczuć umieszczonych na forum Bieganie.pl więc proszę wybaczyć jeśli wyszło mniej składnie – tam podzielone było to na większą ilość wpisów.

ZAKUP
Sprzęt zamówiłem przy okazji chińskiego Dnia Singla (jak to się chyba fachowo nazywa) – 11/11. Aby zminimalizować ryzyko długiego czekania na paczkę i ewentualnych opłat celnych wybrałem opcję z wysyłką z Hiszpanii. Szybko wysłali i już 14/11 kurier przybył do mnie z paczką.

UNBOXING
W środku przesyłki otrzymujemy czarne eleganckie pudełeczko. W czarnym pudełeczku zaś jest białe pudłeczko 🙂

Pudełeczka dwa

Gdy już otworzymy w.w. pudełeczka w środku znajduje się to co na obrazku:

Zawartość pudełeczek

Dokładniej zaś mamy zegarek, podstawkę ładującą, instrukcję obsługi (biała, gruba książeczka) oraz małą czarną książeczkę, która przybliża nam sztukę biegania „Beginners Guide to Running”.
Ciekawostka, pokazująca chyba, kto jest najczęstszym odbiorcą tego urządzenia 🙂

WIZUALNIE
Nie książki i instrukcje są jednak tym na co czekaliśmy więc zerknijmy na Stratosa. Urządzenie wykonane jest wg mnie solidnie. Wszystko spasowane, nie ma tu mowy o żadnych szczelinach, niedokładnościach. Koperta to mix tworzywa w stylu karbonu, stali. Producent pisze jeszcze o ceramicznym bezelu.
Na środku spodu mamy okienko z diodami do pomiaru pulsu, przy boku 4 styki do ładowania. Styki nie są niczym osłonięte, ale to w sumie standard i u innych producentów.

Stratos3 – diody pulsometru i styki ładowania.

Stratos z prawej swojej strony ma 4 przyciski. 2 większe, osobne i na środku mniejszy, podwójny. Wszystkie pracują z wyczuwalnym oporem, czuć delikatne „kliknięcie” potwierdzające, że coś nacisnęliśmy.

Stratos 3. Przyciski

Patrząc na górę sprzętu mamy metalowy pierścień (delikatny, nie jest jakoś mocno masywny) no i ekran. Ekran umieszczony jest trochę głębiej niż pierścień więc jest szansa, że rysował się mega nie będzie.
Zegarek ma odłączany, silikonowy pasek z systemem quick fit. Pasek przyjemny w dotyku, miękki. Dobrze dopasowuje się do ręki. Jego dużym plusem jest fakt, że ma sporo dziurek i nie ma problemu z dopasowaniem zegarka do nadgarstka.

Pierwsze odczucia po założeniu Stratosa są dobre. Przyjemnie leży na nadgarstku. Nie przesuwa się, nie podrażnia niczym. Wagowo sprzęt jest raczej lekki. Dokładniej to waży 60 gr. Mojego starutkie Suunto 1 zaś 77 gr. Różnica nie porażająca ale zawsze to parę gram mniej.

Żeby nie było, iż same plusy widzę nie podobają mi się uszy koperty. W swojej zewnętrznej części są one puste (dokładniej to wgłębione). Nie wiem co ma to na celu, wg. mnie pełne wyglądałyby ładniej. Tu mam wrażenie, że może się zbierać syf, brud i fajne to nie będzie.

UŻYWANIE – OGÓLNIE
Startując pierwszy raz, należy rozpocząć od zainstalowania apki na komórce, a później odpalać zegarek i synchronizować go z telefonem. Skanujemy kod QR z zegarka i sprzęty są połączone.
Odpalenie zegarka trochę trwa, no ale nie robi się tego co chwilę (no chyba, że ktoś lubi gasić i włączać 🙂 )

Co rzuciło mi się w oczy gdy już sprzęt działa i wyświetla. Ekran jest specyficzny. Wyświetla on (w stonowany sposób) dane cały czas. W ciemnym pomieszczeniu widoczność jest słaba. Trzeba posiłkować się podświetleniem (brzydkim, po jego włączeniu kolory ekranu robią się niebieskawe/fioletowe). Jeśli jednak na ekran pada światło albo jest jasno (np. na zewnątrz, w dzień) widoczność jest bardzo dobra. Nie miałem problemów z odczytem nawet przy mocnym słońcu. Biegając w nocy i świecąc na tarczę czołówką też spokojnie możemy wszystko odczytać.
Trzeba się do tego przyzwyczaić. Ogólnie wyświetlacz jest czytelny, napisy, ikonki ok, widoczne. Zakres jasności/podświetlenia wystarczający. Dotykowy ekran pracuje dobrze, reaguje na dotyk raczej problemów nie miałem, że dotykam i nic. W chińskim Zeblaze jaki miałem wcześniej działało to oporniej.

Producent urządzenia jako jedną z jego największych zalet podaje długie czasy działania – czy to w normalnym użyciu, czy z GPS.
Faktycznie jest dobrze.
Sprzęt odpaliłem pierwszy raz w czwartek wieczorem. Miał na starcie około 85 % baterii. W kolejną środę wieczór zostało mi 10%. Przez ten czas wykonałem 2 biegi z GPS (około 1:50 łącznie), instalował się update, synchronizowałem go codziennie przynajmniej raz z tel. no i jak to przy nowościach trochę się nim pobawiłem, poklikałem. Nieźle, prawie tydzień wytrwał 🙂 W mojej ocenie, oszczędnie go używałem, jakbym leciał cały dzień na BT, pewnie dużo szybciej by się rozładował.
Ten „tydzień” przy moim używaniu (podobnym jak wyżej) to taki standard. Tyle mi wytrzymuje.

Menu zegarka zawiera standardowy zestaw smartwatchowo-sportowy. Są opcje do muzyki, stopery, alarmy, budziki, tętno, kompas itp. itd. Sporo opcji związanych ze sportem – od historii aktywności przez wybór tego co chcemy uprawiać. Jest też analiza snu.
Nawigacja po menu nie jest problemowa. Nic się nie zacina, przymula. Przyjemnie to działa.
Nawigować można albo używając dotykowego ekranu albo posiłkując się przyciskami. Dwa, te najważniejsze, pełnią funkcję Startu (górny) i Powrotu/Wyjścia (dolny).

Personalizację menu/ustawień zegarka dokonujemy z poziomu aplikacji instalowanej na smartfonie.

APLIKACJA
Nieodłącznym elementem smartwatcha jest apka. W przypadku Stratosa zwie się ona Amazfit 🙂

Na pierwszy rzut oka nie wygląda ona okazale ale zyskuje przy dłuższym używaniu. Co ważne, działa stabilnie – do tej pory mi się nigdy nie zawiesiła, wysypała. Były oczywiście momenty, że szwankowała synchronizacja ale producent w miarę szybko poprawia błędy. Teraz np. wszystko działa już ok.

Za pomocą programu możemy dodawać do zegarka nowe funkcjonalności (np. tarcze, wgrywać utworzone treningi), konfigurować co ma wyświetlać na ekranie (np. przy danym typie sportu), jak i przeglądać to co w zegarku powstało. Czyli zapis naszych treningów, kroków, snu, tętna itp. Jeśli będą update-y systemu tu też możecie to sprawdzić. Ale… zegarek można aktualizować i bez włączania apki. Wystarczy mieć wifi i sam sobie sprawdzi czy są nowości 🙂

Danych „aktywnościowych” jest mnóstwo. Jest co oglądać i analizować. Są wykresy, są liczby 🙂 I to duży plus dla maniaków statystyk.

Nasze konto da się też zsynchronizować z aplikacjami zewnętrznymi. Mi najbardziej zależało na Stravie (bo z niej przerzucałem dane do Endomondo). Powiem, że działa i jestem z tego bardzo zadowolony 🙂

Pierwsze moje wrażenia z używania Stratosa 3 są pozytywne. Podoba mi się, noszę go codziennie i używam też do biegania. Mam już trochę treningów zapisanych więc w kolejnej części podam jak sprawuje się właśnie przy sporcie.

ZEBLAZE THOR 4 PRO – miesiąc używania

Mija już około miesiąc od kiedy zacząłem używać Thora myślę więc, że warto napisać parę słów o tym jak sprawdza się on w codziennym i sportowym używaniu.

Smartwatch co najważniejsze działa 🙂 Nie spotkała go żadna awaria, nie zawiesza się czy wariuje. Trzyma się oczywiście w całości, nic nie raczyło odpaść czy przestać funkcjonować. Wrażenie mam tylko, że dolny przycisk (cofania) działa z mniejszym klikiem niż górny (ciszej?).

Wizualnie jest również ok. Na skórzanej części paska widać jakieś lekkie zagniotki w miejscu gdzie najczęściej zapinam, nic jednak wykraczającego poza normalne używanie. Ryski, zabrudzenia żadne na sprzęcie się nie pojawiły, chociaż to wiadomo, rzecz używania.

Czas pracy Thora to około 2 dni. Widać, że to smartwatch, nawet na wyłączonych wszystkich opcjach (gps, wifi) bateria leci co trochę w dół. Maksymalnego czasu pracy gps nie zmierzyłem, ale w ciągu jednego dnia zapisałem około 5 godzin (2 wyjścia na rower) i coś tam jeszcze zostało.

Skoro wizualnie i technicznie jest ok to jak z użytecznością?
Po pierwszym tygodniu byłem dość mocno zawiedziony czasem łapania sygnału GPS. Były dni, że myślał strasznie długo zanim coś złapał, co gorsze były i takie gdy przestał łapać w ogóle.

Zły byłem fest. W toku dyskusji ze sprzedawcą dał mi on jednak radę najprostszą z możliwych. Należy zaktualizować aplikacje – zwłaszcza google maps i google play. Ok… podłączając zegarek do netu sprawdzałem czy globalnie nie ma jakiegoś update-u softu, a nie wpadłem by zerknąć co z apkami.
Po wgraniu nowych wersji sprzęt ozdrowiał i znów zaczął łapać fixa.

Na ten moment czas łapania jest akceptowalny. Trwa to najczęściej od około 20-30 sekund do powiedzmy minuty. Wolno porównując do najnowszych sportowych urządzeń, ale ważne, że łapie za każdym razem.
W czasie aktywności Strava, gps-a trzyma dobrze, nie miałem gubienia sygnału ani na rowerze ani przy bieganiu, chodzeniu.
Zapisany ślad (co już sygnalizowałem we wcześniejszym opisie) nie jest rewelacyjny. Na przybliżeniach widać szarpania, nie prowadzi często po drodze a np. obok. Łączne dystanse wychodzą porównywalne z Suunto ale fani cyferek cudów po Zeblaze niech nie oczekują.
Być może inna apka umiałaby lepiej wykorzystać ten sprzęt, przyznaję się jednak nie chciało mi się nic testować. Mimo, że zainstalowałem program, o którym pisano w necie, że potrafi obsłużyć jednocześnie i gps i pulsometr. No nic, może kiedyś się skuszę.

Ogólnie reszta softu urządzenia robi swoją robotę. Wszystko działa, nie zawieszał mi się, nie trzeba było nic restartować.
Ewentualny problem warty zasygnalizowania to złośliwe przestawianie się godziny smartwatcha 🙂 Nie wiem czemu po sprawowaniu z tel. ustawia mi czas zawsze o 1 godzinę do przodu. Coś fiksuje biorąc czas sieci (T-mobile), chociaż to dziwne, w tel. niby mam dobre ustawienia. Nie rozgryzłem tego jeszcze 🙂

Podsumowując więc. Urządzenie użytkowane w celach codziennych i do awaryjnej (okazyjnej) rejestracji aktywności spełnia swoją rolę bardzo dobrze. Mi wystarczy – biegam z Suunto, ale np. chodzę, jeżdżę rowerem już z Thorem.
Jeśli jednak miałby to być Wasz jedyny, profesjonalny miernik do sportu to raczej nie. Za długo łapie fixa, bateria nie poraża, jakość śladu też pozostawia sporo do życzenia.

ZEblaze Thor 4 Pro

Natura nie lubi pustki. Po sprzedaży Huawei Watch GT zarzekałem się, że na ten moment „smartwatchy” mam dość i nie zamierzam iść w stronę kolejnego. Zegarki jednak uwielbiam i nie wytrzymałem w swoim postanowieniu zbyt długo 🙂
Jako, że doświadczenie nauczyło mnie już, iż kolejny smartwatch pewnie nie sprawdzi się jako zegarek stricte sportowy to warunki zakupowe określiłem dość sztywno – wydać na zabawkę w miarę mało, a eksport danych wymagany.
Przy tak postawionych wymaganiach wiadomym musi być, że sprzęt będzie z Chin i nie będzie to produkt mocno znanego producenta.
W ciemno założyłem, iż zegarki, które mają tylko soft wgrany przez wytwórcę, eksportu mieć nie będą, dlatego też postanowiłem spróbować kolejnej nowości dla mnie czyli smartwatcha posiadającego na pokładzie „pełny” system Android.
Jest tego mnóstwo. Niektóre marki całkiem egzotyczne, inne już w miarę znane (a przynajmniej da się znaleźć o nich testy, opisy). Pierwotnie myślałem o sprzęcie firmy Lemfo. Kosztowo jednak ciekawsze ich modele wchodzą bliżej 150$ i więcej, a to nie składało się z budżetem. Tym sposobem wybór mój padł na firmę Zeblaze.
Zeblaze dość mocno rozwija swoją linię Thor i jest w niej naprawdę sporo modeli. Dociekliwi pewnie spędzą mnóstwo czasu szukając, który z nich jest najlepszy. Jak dla mnie większość jest podobna, z zaawansowanych opcji GSM korzystał nie będę, więc mój wybór padł właśnie na Thor 4 Pro.

Po odliczeniu dwóch promocyjnych kuponów jakimi obdarowało mnie AliE udało mi się go utrafić poniżej 100$ więc i cena i potencjalne możliwości wydały mi się zadowalające.
Zapraszam więc do krótkiego opisu.

Przy okazji wszystkim zainteresowanym testami chińskich smartwatchy polecam kanał na YouTube – SmartWatch Ticks.
Dużo modeli jest pokazanych, porównanych. Testy raczej skupione na wyglądzie, możliwościach „smart” niż sporcie ale myślę, że pierwsze wrażenie co warto nabyć można sobie wyrobić.


Przed ewentualnymi zakupami warto też poczytać forum (anglojęzyczne):
Forum o chińskich zegarkach
Polecam to z takiego powodu, iż niektóre modele mają jednak słaby soft albo ograniczenia w instalacji apek. Szkoda wydać kasę i nie skorzystać z najważniejszych możliwości watcha.

Pozwolę sobie w opisie tym pominąć techniczne specyfikacje sprzętu. Większość da się wynaleźć na stronie producenta:
Zeblaze Thor4 Pro

Thor przybył do mnie spakowany w gustowne, niewielkie, czarne pudełeczko, posiadające na jednej ze ścianek wizualizację zegarka a na kilku innych nazwę producenta i zegarka.

Jeszcze w pudełeczku

Zawartość pudełka zwyczajowo (jak to teraz przyjęte) skromna. Zegarek zapakowany w ochronny woreczek, kabel USB do ładowania i malutka, skrócona instrukcja obsługi (po angielsku).

Instrukcja o dziwo dość dobra. Opisano w niej wszystko co najważniejsze, wiadomo jak włączyć watcha, jak wgrać apkę i jak to wszystko sparować.

Sam zegarek po wzięciu do ręki sprawia całkiem solidne wrażenie. Jest spory, ładnie sportowo cięty. Wszystko wygląda na spasowane dobrze, nie widzę niedoróbek. Koperta zegarka wykonana z tworzywa (nie jest to niestety klasa Huaweia GT). Bezel wokół ekranu za to już z jakiegoś stopu. Szkło ekranu zabezpieczone folią ochronną, na minus trzeba jednak uznać fakt, że ekran wystaje ponad pierścień. Rodzi to obawy o możliwość powstawania rys w przyszłości.

Tak sprzęt prezentuje się na żywo. Przód.
Tył zegarka.
Zeblaze Thor 4 Pro
Zeblaze Thor 4 Pro . Skóra na pasku.

Ciekawy jest pasek. Od strony ręki wykonany z tworzywa, zewnętrznie zaś pokryty warstwą skóry. To w mojej ocenie plus bo nie zniszczy się tak szybko. Warto jednak wiedzieć, że pasek ten jest nieodpinany. W środku z tego co wyczytałem są np. anteny więc uważajcie by nie wpaść na pomysł go wymienić 🙂
Sporym minusem paska jest uboga ilość dziurek do zapinania. Są rozmieszczone dość rzadko i niektórym ciężko może być trafić we właściwe „opięcie”. Mi w sumie brakuje takiego punktu po środku właśnie. Zegarek przez to albo jest na ręce ciut za luźno albo za ciasno.

Od strony wizualno-obsługowej Zeblaze ma 2 przyciski funkcyjne. Przycisk wyboru, przycisk cofania. Po środku między nimi umieszczono obiektyw aparatu. Na spodzie zegarka mamy czujnik tętna, klapkę pod która można umieścić kartę SIM oraz gniazdo ładowania. Po bokach znajdzie się jeszcze wycięcia mieszczące mikrofon i głośniczek no i to w sumie wszystko 🙂
Ładowarka podłącza się magnetycznie, nie ma oczywiście opcji złego podłączenia. Samo połączenie jest jednak dość słabe – w znaczeniu, iż ładuje się oczywiście ok, ale pociągając za kabelek da się to łatwo rozłączyć.

Ładowarka i gniazdo ładowania.

Pierwsze odpalenie wymaga szybciutkiej konfiguracji sprzętu. Wybiera się m.in. język (polski oczywiście jest, tłumaczenie też ujdzie aczkolwiek sporo tekstów i tak pozostaje po angielsku), łączy zegarek z aplikacją. Standardowo dla androida trzeba też stworzyć albo wybrać konto na jakie będziemy się logować.
Po tym można już sprzęt normalnie używać.

Ekran wyświetla ładnie kolory, obraz jest ostry. Przynajmniej w pomieszczeniach/cieniu. W pełnym słońcu niestety już tak fajnie nie jest ale coś tam da się zobaczyć. Mały minusik screenu to fakt, iż w jego dole jest małe nieaktywne pole. Fajniej jednak prezentowałoby się pełne koło (niektóre zegarki z tej klasy takie ekrany mają).
Głośniczek działa solidnie. Słychać dobrze dźwięki (np. w Endomondo :))
Dotyk ekranu określiłbym jako średni. W większości działa znośnie, parę razy jednak zdarzyło mi się, że nie reagował. Trzeba było naciskać parę razy zanim załapał.

Mnóstwo tarcz zegarka do wyboru. W końcu znalazłem takie jakie mi się podobają.
Zmiana tarczy
I już mamy ustawioną kolejną.

Smartwach jak napisałem posiada na pokładzie „pełny” system android. Ma on z tego co wyczytałem pewne uproszczenia ale da się na nim normalnie instalować apki z google play (programy, gry). Obsługa systemu znana z komórek, nikt raczej problemów mieć nie będzie.

Menu zegarka.

Aplikacje, internet w sprzęcie pobiera się przez Wi-Fi (no chyba, że ktoś włoży kartę SIM). Połączenie z komórką w celu synchronizacji danych zaś przez bluetooth.

Aparat szału nie robi ale zdjęcie, film da się zrobić.
Apka do pogody.

No a jak z używalnością? Wgrane fabrycznie w sprzęt programy wg. mnie są słabej jakości.
Działają oczywiście stabilnie, nie zawieszają się ale ilość opcji/danych jakie zawierają jest delikatnie mówiąc mizerna.
Widać to np. w miarę dobrze przeglądając opcje fitness.
Po wybraniu rodzaju aktywności(bieg, rower, chodzenie itp) możemy wybrać jeszcze czy robimy bieg swobodny czy np. challenge z czasem, dystansem itp ale już plansza z wyświetlanymi danymi nie poraża. Jeden ekran tylko dostępny. Co gorsze, nie ma żadnych autolapów, podsumowań co kilometr. Słabo.
Po biegu specjalnie dużo danych też nie dostajemy. Ot czas, tętno, dystans, tempo średnie, kalorie. O rozbudowanych statystykach jak w Watch GT można zapomnieć.

Menu fitness.
Zanim wystartujemy można określić czy biegniemy swobodnie czy w określonym celu.
Lista dokonanych już aktywności sportowych.
Ekranik z danymi po aktywności.

Nie ma co ukrywać sytuację ratuje możliwość instalacji dedykowanych np. do sportu apek.
Tu mała dygresja. Nie wszystkie aplikacje dobrze wyglądają na okrągłym ekranie. Jeśli brakuje nam jakiegoś guzika, menu można przełączać widok – kwadrat lub koło. Sporo to ułatwia.

Strava. Widok okrągły i prostokąt.

Jako, że wiadomo będę biegał :), na pierwszy ogień rzuciłem Endomondo i Stravę.
Oba programy ładnie się zainstalowały, odpalały. Skonfigurowałem co trzeba no i …kurcze nie łapią mi w ogóle sygnału GPS. Czekam, czekam i nic. Zwątpiłem w końcu czy zegarek nie jest zepsuty. Zanim jednak rozpocząłem procedurę reklamacji spróbowałem zainstalować aplikację do testu GPS (inViu GPS). Aplikacja pokazała, że zegarek ładnie łapie satelity (sporo ich łapie) i wszystko powinno być ok.
Faktycznie przy następnym odpaleniu Stravy GPS łapie i da się nawet coś nagrać 🙂 Sprzęt kapryśny jest jednak na jakość sygnału, im gorsza pogoda tym dłużej fixa łapie 🙁
Z perspektywy paru użyć stwierdzam, że jakość zapisywanego sygnału nie poraża. Widać to np. na załączonych zdjęciach kiedy tor biegu jest mocno pofalowany i często prowadzi poza ścieżką.

Ten sam kawałek trasy zapisany w Suunto i w Zeblaze.

W Endomondo sygnał GPS też mi czasem rwie (ostatnio na biegu w lesie zgubił go po 3 km i aż do końca czyli około 7 km nie znalazł). Strava jakoś lepiej sobie z tym radzi, bo jak już ma to nie gubiła (jak do tej pory).
Zainstalowałem jeszcze jakieś inne programy do rejestracji trasy ale, że jeszcze nie testowałem ich to nie wypowiem się czy coś pomagają.

Porównanie odległości na tych samych trasach zarejestrowanych Thorem a np. Suunto nie wypada jakoś tragicznie ale jednak nie oczekujcie cudu. Rozbieżność jest. Dla przeciętnego użytkownika pewnie nie będzie miało to znaczenia, sprzętowi wariaci pewnie uznają to za wielką wadę.

Ten sam bieg. Wyniki trochę różne ale w sumie ujdzie.

„Lichość” sprzętu widać też np. przy odczycie pulsu. Na ręce dane wyglądają realistycznie można jednak zrobić myk jaki widzicie poniżej. Zegarek sobie leży a cały czas pokazuje jakieś tętno. Oj 🙁

Mierzymy tętno…

Skoro już o używaniu (zwłaszcza w kontekście GPS) to zegarek wytrzymuje około 1-3 dni. Wszystko zależy od tego oczywiście czy lecimy ciągle na BT, WiFi, GPS. Przy moim najbardziej umiarkowanym użyciu, czyli ładowałem na 100% około 08:00, w ciągu dnia tylko jako zegarek + aktywność z GPS na około 40 min to wieczorem o 21:00 miałem 77%. Przy jakichś dłuższych aktywnościach około 1 godzina = ~10% baterii.

Skoro coś tam dokonaliśmy to oczywiście synchronizujemy. Synchronizacja z aplikację WiiWatch2 działa ok. Po połączeniu wczytuje sobie ilość kroków, pokazuje stan baterii. Świetną opcją jest możliwość wczytywania do zegarka tarcz. W końcu mam takie jakie mi się podobają. Za to wielki plus 🙂
Na minus zaś fakt, że za każdym razem kiedy próbuje kliknąć na ikonki fitnessowe to apka się wywala i restaruje (na telefonie LG). Z tego powodu niezbyt mogę kategorycznie stwierdzić czy w programie są jakieś statystyki, ocen naszej formy. Patrząc na to co dostępne dla mnie to raczej nie.

Trzy ekrany z WiiWatch 2. Więcej chyba nie ma…

Hmm… no dobra, nie ma co się więcej nad sprzętem pastwić. Podsumujmy.
Wizualnie jest nieźle. Thor ładnie wygląda, nie razi „chińszczyzną”.
Technicznie/softowo? Gorzej. Nie oczekiwałem po nim cudów więc pod tym względem jakoś srodze się nie zawiodłem, ale odbiór mój jest jednak bardziej „na minus” Z suchej specyfiki sprzętowej urządzenie niby ma prawie wszystko i wszystko umożliwia. W użyciu te opcje są jednak takie „siermiężne”, ubogie. Wymagają wg, mnie dopracowania. Dla mnie personalnie, Thor najwięcej traci na słabej jakości rysowania tras z GPS i faktu, że fixa nie łapie super szybko i nie trzyma bardzo stabilnie. Szkoda.
Teza, iż smartwatche do sportu się nie nadają jest więc dalej aktualna 🙂

Huawei Watch GT – Finał

O swoich wrażeniach z używania sprzętu pisałem już w 2 artykułach. Pierwsze wrażenia można było znaleźć tu:
Pierwsza część testu

Wraz z używaniem zauważyłem kolejne plusy, minusy urządzenia i krótko o nich można poczytać poniżej:
Druga część testu

Zdaję sobie sprawę, że oba opisy nie wyczerpują w żaden sposób wszystkiego co sprzęt ten potrafi i pozostawiają sporo do życzenia jeśli chodzi o jego niuanse i niuansiki.
Cóż, nie jestem zakręconym fanem elektroniki. Często zadowala mnie w sprzęcie pierwsze wrażenie, ogólna prezencja. Jeśli ma to na czym mi w danym momencie zależy, to mi wystarczy. Tym sposobem wiele opcji traktuję zdawkowo albo niestety nawet nie zauważę.
Tak było np. z dostępnymi w urządzeniu planami treningowymi. Nie wspomniałem chyba o nich w ogóle a mimo, że mają pewne ograniczenia, to jednak są i to w miarę rozbudowane. To może być dla wielu osób plus.

No nic, tym przydługim wstępem chciałem trochę usprawiedliwić fakt porozbijania opisu tego zegarka na części i fakt, że pewnie i tak o tym czy tamtym nie napisałem 🙂

Finalnie chciałem dopisać jeszcze kilka zdań z używania Watch GT i opisać co dalej 🙂

Dobrą sprawą są aktualizacje sprzętu ciągle dodawana przez producenta. Oprócz rzeczy małych a miłych (np. dodatkowe tarcze) usprawniane/poprawiane są błędy działania. Czy apki czy zegarka.

Zegarek naprawdę zasługiwał na mój podziw przy łapaniu fixa GPS. Poza pierwszym użyciem później robił to momentalnie. 10 sek i jest. Złapanie sygnału było przy tym stabilne. Nie było żadnych zawirowań na początku śladu (gdy oglądało się go po treningu na telefonie). Wielki szacun.

Bateria to faktycznie mocna strona smartwatcha. W różnych konfiguracjach wytrzymuje bez problemu czasy deklarowane przez producenta. A może i sporo dłużej.

Bezawaryjność/solidna jakość. Wiem, używałem go krótko ale przez ten czas nie zanotowałem żadnej zawiechy, awarii. Wygląda również dalej jak nowy.

Wygląda to wszystko dobrze ale… no niestety nie dałem rady 🙁 Nie pojawiła się możliwość eksportu aktywności na platformy sportowe (czy zapisu GPX). Rozumiem, że dla większości może to być marginalne ale mnie nieziemsko denerwowało. Jednak wpisywanie danych „z palca” to nie to co chciałoby się robić w XXI wieku. Brak możliwości zerknięcia sobie na mapkę aktywności na 24″ monitorze PC też dołuje 🙂
Przy tej okazji zauważyłem też kolejną denerwującą mnie cechę Huawei-a (związaną z w.w.). Podaje on w swojej apce dużo danych o naszym postępie/formie. Niby duży plus. Aby mieć jednak te dane realne wymusza on na nas używanie tylko tego zegarka przez cały czas.
Chodzi mi o fakt, że robiąc np. 2 treningi z Huaweiem i później 2 kolejne z innym zegarkiem Huawei będzie pisał, że: słabo, trenujesz za mało. Oczywista oczywistość 🙂 Ale nie zrobi się nic 🙁 Do Huaweia nie dograsz plików z innych źródeł, z niego nie wyeksportujesz. Jednym zdaniem – nie wiesz wtedy na jakim poziomie sportowym jesteś.

W świetle wszystkiego tego dałem spokój. Sprzedałem go.

Szkoda trochę bo bardzo mi się podobał wizualnie, jakościowo niemniej jednak używanie smartwatcha zamiast zegarka stricte sportowego na ten moment mnie nie przekonało. Za dużo ograniczeń.
Widzę po nowościach sprzętowych, że są już projekty (w takim klimacie i cenie), które chyba pozwalają zapisywać aktywność. Może warto im się przyjrzeć? Niemniej ja chwilowo robię pas 🙂 Pozostanę przy swoim starutkim Suunto/A-rivalu 🙂 Bo mają to co mi potrzeba i wystarczy.

Huawei Watch GT testu ciąg dalszy (+ import danych do Endomondo)

Logo strony Test Sprzetu

Mimo, że osłabł mi trochę zapał do Huaweia (z powodu braku możliwości prostego eksportu aktywności) postanowiłem zegarka nie skreślać całkowicie a dać mu jeszcze szansę. Noszę go codziennie, do sportu zaś używam od czasu do czasu.
Liczę, że z czasem Huawei jednak doda możliwości eksportu danych i wtedy będzie można poszaleć.

Co ciekawego udało mi się zaobserwować po 2 tygodniach używania:

Akumulator faktycznie wytrzymuje sporo. Po 15 dniach używania (4 aktywności z GPS na około 3-4 godziny, wyłączony całodzienny pulsometr, synchronizacja danych raz dziennie) zostało mi około 22 % baterii.
Po tym okresie naładowałem go i teraz patrzę ile wytrzyma z całodniowym monitoringiem tętna 🙂

Widoczność ekranu w nocy. Pewnie to nic odkrywczego ale strasznie podoba mi się fakt, że świetnie widać wszystko co pokazuje kolorowy ekran GT. W „normalnych” zegarkach sportowych nie widać nic i trzeba włączać podświetlanie. W moim Suunto jest ono bardzo mocne i przez to też widoczność szału nie robi (tło zlewa się z cyframi). Mała rzecz a cieszy.

Dokładność GPS. Zrobiłem w końcu dłuższy bieg, starając się dokładnie i szybko startować Huaweia/Suunto. Wyszło tak:

SUUNTO Ambit
Dystans: 9,98 km
Czas: 00:59:45
Średnia tempo: 5:59
Tempo średnie najlepszy km: 5:35.01
Kalorie:

HUAWEI Watch GT
Dystans: 9,80 km
Czas: 00:59:47
Średnia tempo: 6:06
Tempo maksymalne:  5:38
Tempo średnie najlepszy km: 5:38
Kalorie: 919

Porównywałem też wyniki na mojej stałej trasie do rodziców. Z Suunto wychodziło mi ~8.09-8:36 km (dane archiwalne z zeszłych miesięcy), Huawei zanotował 8.04 km.

Wstępnie przyjąć można, iż GT pokazuje trochę mniej niż Suunto. Dla mnie różnice są pomijalne i nie wchodząc w rozważanie, który pokazuje trafniej, zadowala mnie taka dokładność.

Na ten moment dalszych zaawansowanych testów robić nie będę. Do biegów jednak używam Suunto (lub inne zegarki typowo sportowe jakie mam). Dlaczego? Z lenistwa bo nie chce mi się bawić w ściaganie danych z Huaweia czy wpisywanie ich w Endo ręcznie. Huawei jest używany na co dzień. Rezerwowo jak przyjdzie mi chęć na sport a nie będę miał ze sobą nic innego to mierzył będę nim.

TRANSFER DANYCH z SMARTWATCHa

Finalnie chciałem podać skrócony sposób transferu danych z Watch GT do Endomondo (lub na inną platformę treningową). W ogarnięciu pliku tcx pomógł mi kolega Jarek (Keiw z forum bieganie.pl, za co mu bardzo dziękuję)

  1. Instalujemy na smartfonie aplikację Huawei Health (Zdrowie)
  2. Instalujemy na smartfonie aplikację Google Fit
  3. Wiązemy Huawei Health z Google Fit. Jest do tego opcja w HH. Jeśli wszystko poszło ok, to mając dane sportowe w HH po odpaleniu GFit powinny nam pokazywać się i tu. Mi początkowo nie przenosiło danych z komórki na komputer, ale zezwoliłem google na  większość zgód na szpiegowanie i analizowanie mnie 😉 i poszło.
  4. Do transferu potrzebujemy komputer na którym logujemy się do swojego konta Google.
  5. Dokładny opis jak ściągnąć dane z GFit do pliku tcx jest na poniższej stronie:

    Eksport z Google Fit do pliku TCX

Opis jest tam wprawdzie po angielsku ale są obrazki, myślę, że nikt nie powinien mieć problemu.
Po zastosowaniu się do procedury otrzymamy link do pobrania danych (spakowane archiwum). Gotowe.

6. Poprawki w pliku TCX

Ponieważ sygnalizowałem problem z danymi – dostaje się ciąg 60 sekundowych, osobnych aktywności trzeba je połączyć w całość.
* Najpierw walczyłem z konwerterami online, programami na PC (GPS Babel, TCX Konwerter) ale niestety nie dały one rady.
* Później okazało się, że w Endomondo można łączyć po 3 aktywności w 1 plik. Tym sposobem mozolnie klikając po 3 części da się złączyć je w całość. Opcja dla cierpliwych.
* Najbardziej banalne jest jednak użycie dowolnego edytora (np. WordPad czy Notepad2 i poprawki ręczne. Postępujemy jak poniżej:

Otwieramy plik w jakimś edytorze tekstowym (ja używałem WordPada). 

Na początku pliku jest: 
<?xml version=”1.0″ encoding=”UTF-8″?> 
<TrainingCenterDatabase 
xmlns=”http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabase/v2″ 
xmlns:ns2=”http://www.garmin.com/xmlschemas/UserProfile/v2″ 
xmlns:ns3=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ActivityExtension/v2″ 
xmlns:ns4=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ProfileExtension/v1″ 
xmlns:ns5=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ActivityGoals/v1″ 
xmlns:xsi=”http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance” xsi:schemaLocation=”http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabase/v2 http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabasev2.xsd”> 
<Activities> 
<Activity Sport=”Running”> 

Te pierwsze Activity musi zostać. Zostać musi też na samym końcu: 

</Activity> 
</Activities> 
<Author xsi:type=”Application_t”> 
<Name>Google Fit</Name> 
<Build> 
<Version> 
<VersionMajor>0</VersionMajor> 
<VersionMinor>0</VersionMinor> 
<BuildMajor>0</BuildMajor> 
<BuildMinor>0</BuildMinor> 
</Version> 
</Build> 
<LangID>en</LangID> 
<PartNumber>000-00000-00</PartNumber> 
</Author> 
</TrainingCenterDatabase> 

W zaznaczonych pogrubieniem fragmentach ja sobie dołożyłem cyferkę „2” do tego  (za chwilę napiszę dlaczego). Po modyfikacji te wpisy na początku i na końcu będą wyglądać tak: 

Początek: 

<?xml version=”1.0″ encoding=”UTF-8″?> 
<TrainingCenterDatabase 
xmlns=”http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabase/v2″ 
xmlns:ns2=”http://www.garmin.com/xmlschemas/UserProfile/v2″ 
xmlns:ns3=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ActivityExtension/v2″ 
xmlns:ns4=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ProfileExtension/v1″ 
xmlns:ns5=”http://www.garmin.com/xmlschemas/ActivityGoals/v1″ 
xmlns:xsi=”http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance” xsi:schemaLocation=”http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabase/v2 http://www.garmin.com/xmlschemas/TrainingCenterDatabasev2.xsd”> 
<Activities> 
<Activity2 Sport=”Running”> 

Koniec: 

</Activity2> 
</Activities> 
<Author xsi:type=”Application_t”> 
<Name>Google Fit</Name> 
<Build> 
<Version> 
<VersionMajor>0</VersionMajor> 
<VersionMinor>0</VersionMinor> 
<BuildMajor>0</BuildMajor> 
<BuildMinor>0</BuildMinor> 
</Version> 
</Build> 
<LangID>en</LangID> 
<PartNumber>000-00000-00</PartNumber> 
</Author> 
</TrainingCenterDatabase> 

Teraz w menu edytora wybieramy opcję „Zamień …” – często to skrót CTRL+H 
W pozycji „Szukaj:” wpisujemy </Activity> a w „Zamień na:” nie wpisujemy nic i wybieramy „Zamień wszystko”. 
To samo powtarzamy dla <Activity Sport=”Running”> w przypadku roweru będzie to <Activity Sport=”Biking”>. 
Wszystkie wpisy zostaną usunięte, oprócz tych do których dopisaliśmy „2”.
Teraz te dwójki usuwamy i plik taki zapisujemy.

Endomondo zaimportuje bieg/rower… teraz bez podziału. Naprawdę robi się to bardzo szybko, co osobiście potwierdzam 🙂

Na koniec zaś małe zniechęcenie 🙂
Huawei Zdrowie do Google Fit transferuje bardzo mało danych. Na obecną chwilę są to tylko:
– rodzaj ćwiczenia,
– czas trwania treningu,
– liczba kroków,
– przebyty dystans,
– liczba spalonych kalorii,
– dane dotyczące snu

Co to dla nas oznacza? Oznacza to, że mapy, międzyczasów, tętna nie będzie ani w G-Fit ani później w Endo. Więc…. te parę danych to można w sumie wpisać w Endo ręcznie nie bawiąc się w żadne transfery. Wychodzi na to samo albo i szybciej 🙂 🙂
Szkoda ale cóż… Jest przynajmniej metoda transferu, być może przyda się w przyszłości.

Huawei Watch GT – smartwatch ze sportowym zacięciem

Logo strony Test Sprzetu
Przy początku listopada w sprzedaży pojawił się ciekawie zapowiadający się smartwatch – Huawei Watch GT. Producent w stylowym „opakowaniu” obiecywał solidne parametry, długą pracę na baterii i mocne zorientowanie na funkcje sportowe.

Huawei Watch GT w wersji sport

Taki mix spowodował moje zainteresowanie. Zegarki stricte sportowe mam. Wprawdzie nie najnowsze, ale oferujące wszystko co mi potrzebne na ten moment (i dużo więcej funkcji, z których nie korzystam) .  Z tego powodu nie potrzebuję kolejnego mimo, że są teraz dostępne naprawdę mega maszyny. Bardziej szukam właśnie sprzętu tańszego, który można używać na co dzień a w przypadku chęci posportowania się 🙂 można to uczynić bez konieczności zmieniania urządzenia na nadgarstku.
Ponieważ recenzji, opisów GT w sieci jest już mnóstwo w moim artykule postaram się skupić bardziej na odpowiedzi czy ten smartwatch jest już tym czego szukałem. Kwestie techniczne raczej odpuszczę (no może jakiś ogólny zarys będzie :)).

Huawei występuje w dwóch wersjach – sportowej (cały w czerni) i bardziej eleganckiej w stali, ze skórzanym paskiem. Oba wykonane są z solidnych materiałów (stal nierdzewna, ceramiczna osłona szkiełka, które pokryte jest dodatkowo diamentową powłoką zapobiegającą zarysowaniom). Przyznać trzeba prezentują się elegancko.
Dużym plusem zegarka jest fakt, że paski w nim są wymienialne. Dodatkowo odbywa się to w systemie „quick release” czyli da się to zrobić łatwo i szybko. Fajnie, w niektórych czasomierzach uszkodzenie paska powoduje koniec możliwości używania go. Tu  zużycie nie będzie problemem. Co więcej, pojawią się pewnie paski w różnym stylu co pozwoli nam dostosować zegarek do naszych upodobań (np. stalowa bransoleta, mesh czy skórzane paski w różnych kolorach).

Tak to wygląda – sportowo lub elegancko.

Smartwatcha dostajemy w gustownym czarnym pudełeczku. Jego zawartość niestety szału nie robi. Poza zegarkiem jest tam tylko stacja ładująca z kablem USB i parę karteczek z gwarancja.
Ładowarka jest magnetyczna – sama przylega do podstawy GT. Nie da się jej założyć źle. To plus. Osobiście nie podoba mi się jej kolor – jest biała. Rozumiem biały elegancki, kontrast do czerni (?) ale do czarnego zegarka to słabo pasuje wizualnie wg mnie.
Dołączone książeczki rozczarowują podwójnie. Nic w sumie w nich nie ma napisane. Żadnej instrukcji. Co lepsze, słabo mi szło wyszukanie jakiejkolwiek w necie. Na oficjalnej stronie producenta nie widzę żadnej do tej pory. Ok…

Cóż, pozostało liczyć, że start i obsługa będzie łatwa i iść na żywioł 🙂

Zegarek podłączyłem do PC by się naładował. Wystartował, wskazał ładowanie i grzecznie czekał 🙂 aż zainstaluję na telefonie aplikację Huawei Zdrowie (używam telefonów z Androidem). Tu plus dla Huaweia, apka instaluje się na sprzęcie innych producentów. Ja używam jej na budżetowym smartfonie myPhone i nie mam żadnych problemów z połączeniem parowaniem itp.

Od razu po instalacji aplikacji i sparowaniu z smartwatchem następuje aktualizacja oprogramowania zegarka. Pierwsza poszła szybko. Druga, która odbyła się za chwilę, to droga przez mękę. Plik jest duży. Wysyłał się i instalował w GT (przez bluetooth bo nie ma innego połączenia z zegarkiem) ponad godzinę 🙁 Naprawdę dla cierpliwych.

Zaktualizowane, można używać. Jak to większości smartwatchy część parametrów można sobie ustawić w zegarku (np. tarcze) ale większość ustawia się w apce i po synchronizacji ładują się do czasomierza. O aplikacji opowiem więcej później bo czas na pierwsze wrażenia.

W użyciu
Zegarek na ręce leży dobrze. Jest przyjemny wizualnie. Silikonowy pasek mięciutki, miły w dotyku i nie uraża. Jakość wykonania całości bardzo dobra.
Ekran GT jest czytelny, wyraźny. Jego obsługa – przewijanie, dotykania działa ok, ja nie zauważyłem jakichś problemów. Menu działa płynnie, nie zacina się.
W pamięci urządzenia jest do wyboru 11 tarcz. Niby ładne ale aż takiego wow nie zrobiłem. Szkoda, że nie ma możliwości jeszcze jakichś sobie ściągnąć z netu.

Przykładowa tarcza i kawałek menu

Samo menu i nawigacja po urządzeniu prosta. Pierwsze naciśnięcie  (górnym lub dolnym przyciskiem) i włączamy ekran jeśli jest wygaszony. Drugie naciśnięcie górnego przycisku przenosi nas do menu. Kolejne z kolei powraca z wybranej opcji. Dolny przycisk przenosi użytkownika do wyboru aktywności sportowych. Nim też odpala się wybraną aktywność.
Resztę dokonujemy dotykając lub scroll-ując ekran (oczywiście dotykowy :)).

Po kilku pierwszych dniach mogę powiedzieć iż urządzenie jest dokładne w zliczaniu kroków. Faktycznie liczy je jak się idzie. Siedząc przy komputerze np. i ruszając rękami naliczania nie ma. Na plus.

Bardzo czułe za to było wzbudzanie ekranu przy obróceniu ręki (gest patrzenia na zegarek). Świecił się jak dla mnie za często i szybko to wyłączyłem.
Samo zaświecenie trwa około 4-5 sekund. Wydawało mi się momentami, że jest ono na tyle inteligentne, że przy przypadkowym ruchu ekran zaświecił się i zgasł w czasie krótszym. Niemniej to tylko moje wrażenie, nie poparte żadną analizą.

Huawei chwali się w GT monitorowaniem tętna w czasie rzeczywistym. Działa to, fakt. Uznałem jednak, że nie potrzebuję aż tak się analizować i wyłączyłem tą funkcjonalność w apce. Tu wychodzi pewien minus, bo po zgaszeniu w.w. mimo przejścia na ekran tętna w zegarku nic on nie pokazuje. Pisze tylko by włączyć funkcjonalność w aplikacji. Dla mnie to niedociągnięcie. Wg. mnie jak włączam opcję w zegarku to powinna działać w tej chwili, a po wyjściu z niej przestać.
Tętno pokazuje za to przy odpaleniu aktywności – bieganie, rower itp.

Powiadomienia z telefonu o połączeniach, sms są. Oczywiście by działały trzeba mieć w telefonie włączony ciągle BT.  Ja raczej włączam go okazyjnie, oszczędzając baterię w zegarku i phonie więc ciężko się nad tym rozwodzić (mimo, że to w sumie podstawowa funkcja smartwatch-y).

Sport
Skoro na co dzień jest ok no to pora poćwiczyć 🙂 Pierwszy test zrobiłem w porównaniu z Suunto Ambit i do niego będę porównywał rezultaty.

W zegarku jest sporo typów aktywności do wyboru – dokładniej to 11. Część z nich dotyczy sportu na zewnątrz, część aktywności w pomieszczeniach. Sporo jest więc biegania (z podpowiedziami, na bieżni, w terenie, przełajowe), roweru, pływania, wspinaczki, spacerów. Jak nic nam zaś nie pasuje to ostatnie jest „inne” czyli mamy wszystko 🙂

Pierwszy bieg wieczorny. Dzień dość pochmurny ale w korzystnym terenie (w znaczeniu teren otwarty, bez budynków). Suunto łapie satelitę momentalnie (kilka sekund), Huawei niestety myśli i myśli. Aż przez moment myślałem czy wszystko działa ok ale ufff… złapał.

Przy okazji napomknę, że kolejne dwa wyszukiwanie satelit (w inne dni) też trwało długo. Szybciej niż za pierwszym razem ale jednak to czas bliżej minuty niż sekund. Za to czwarte weszło momentalnie. W międzyczasie miałem aktualizację zegarka, może to jej zasługa. Niemniej do sprawdzenia w kolejnych biegach.

Wracając na ziemię 🙂 GPS działa, można startować i biegać.
Biegłem częściowo po łąkach a większości w lesie. Dystans około 5 km. Przez pierwsze 2 Ambit i GT lecą równo. Później Suunto wyszło trochę na prowadzenie, a Huawei zgłaszał kilometry później o kilkanaście metrów.

Podoba mi się info o ” okrążeniu”.  Automatycznie co 1 km zegarek wibruje i na chwilę włącza się podświetlenie ekranu. Widać wtedy numer pokonanego kilometra, średnie tempo i czas biegu (od początku). Czy lapować można ręcznie to niestety nie próbowałem jeszcze bo ja w sumie w żadnym czasomierzu tego nie używam 🙂

Po biegu wyszło mi tak:

AMBIT
Dystans: 5,16 km
Czas: 0:32’38.4
Tempo max: 6:17 min/km
Podejście: +13m
Zejście: -15m

GT
Dystans: 5,07 km
Czas: 0:34’09 (skiepściłem coś. Czas inny bo pierwsze włączałem Suunto)
Tempo max: 6:44 min/km (duża różnica ale patrz wyżej, słabo czas złapałem)
Podejście, Zejście: Nie pokazuje w apce ani zegarku. Różnica wysokości jest za to: 34,7m (z Suunto wychodzi 28m).

Nie chciałbym jeszcze wypowiadać sądów o różnicy dystansu (90 metrów). Spróbuję na dłuższym dystansie i wtedy będzie widać jakie są tendencje. Na ten moment, bo biegałem z nim jeszcze parę razy ale już bez porównań z innym zegarkiem, to dane wyglądają akceptowalnie. „Moje” trasy pokazuje w miarę realnie (w znaczeniu, że dystans nie odbiega znacząco od znanych mi wartości). Mi ta dokładność wystarczy.

Po biegu i zatrzymaniu aktywności dostajemy już w zegarku naprawdę dużą porcję danych.  Są takie pola:
Rodzaj aktywności, data, czas
Efekt treningu (wydajność)
Ogólne (dystans, czas, kalorie
Prędkość (średnie tempo, prędkość średnia i maksymalna)
Kroki (kroki, średnia kadencja, średnia długość kroku)
Wysokość (wejścia i zejścia łącznie, największa wysokość)
Wykres tętna, info o min, max i średnim
Strefy tętna i ich czas trwania
Wykres kadencji
Wykres tętna
Wykres wysokości
VO2max

Zestaw czytelny i naprawdę bogaty. W żadnym z zegarków jaki mam nie ma aż tylu danych. By je zobaczyć trzeba logować się na platformę powiązaną np. Movescount. Jestem tu więc naprawdę zadowolony 🙂

Acha, jeśli w czasie dnia, aktywności dokonamy jakiegoś niezwykłego osiągnięcia np. pokonamy 10000 kroków, ubiegniemy 5 km itp. to zegarek wibruje i wyświetla zdobytą przez nas odznakę sprawności. Mała rzecz a miła 🙂

Trochę o aplikacji – Zdrowie.
Skrótowo bo opis robi się mega 🙂
Aplikacja w mojej ocenia dobra. Zawiera zestaw wszystkich danych sportowych (w.w.) Widoczność oczywiście lepsza bo większy ekran. Dodatkowo widać mapkę gdzie biegaliśmy. Jest przegląd historii aktywności. Są pola o śnie, tętnie, wadze, krokach. Mamy też sugestie o ilości treningów i podpowiedzi np. czy trzeba ćwiczyć więcej czy wystarczy.

Kilka przykładowych ekranów apki

Z jej poziomu dokonujemy też konfiguracji zegarka. Aktualizujemy go, włączamy/wyłączamy opcje.
Jest tu też opcja udostępnienia treningu np. na FB, no bo jak bez tego się obejść 🙂
Dane z apki da się też wyeksportować do:
– UP by Jawbone
– Google Fit
– MyFitnessPal

Napominam o tym bo finalnie zbliżamy się najczęściej poruszanego minusa zegarka.

Wielki minus 🙂
Mimo pozycjonowanie GT jako smartwatch sportowy nie ma na ten moment opcji wyeksportować treningów w postaci plików *.gpx, *.tcx. Nie da się też bezpośrednio wrzucić ich w żadną aplikację/platformę treningową w stylu np. Endomondo.
Dla mnie to katastrofa bo swoje dane historyczne trzymam własnie w ENDO.
Początkowo strasznie zraziło mnie to do Huaweia. Zrobiłem solidne poszukiwania netu co można zrobić i hurrraaa… da się radzić sobie mocno na okrętkę. Robimy tak:
1. Wiążemy Huawei Zdrowie z Google Fit.
2. Z Google Fit (z poziomu komputera i swojego konta google) można eksportować dane aktywności do pliku *.tcx
3. No i finalnie ten plik można dodać do Endomondo. Ale uwaga. Mi na ten moment wyeksportowany plik wczytuje jako ciąg 60 sekundowych aktywności. Da się je w Endomondo połączyć w całość, niemniej traci się wtedy sporo danych. Nie pokazuje mapy, odcinków. Walczę z tym ciągle jak to dokonać by wgrany plik był „pełniejszy. Jak mi się uda to opiszę dokładniej procedurę transferu.
Naprawdę szkoda, że aż tak trzeba kombinować 🙁

Podsumowanie.
Z zegarka jestem w miarę zadowolony. Solidny, stylowy. W czasie aktywności nie gubi sygnału GPS, dane podaje wiarygodne. Deklarowany czas działania jest raczej realny. Przy umiarkowanym łączeniu z bluetoothem, wyłączonym tętnie, 4 dokonanych aktywnościach używam go już 9 dni i mam dalej około 40% baterii.
Na ten moment najbardziej wkurza mnie zaznaczony wyżej brak eksportu plików z aktywnościami. Jeśli uda się to zrobić prościej albo producent doda taką opcję to będzie to dla mnie sprzęt wystarczający w 100% do używania sportowo-codziennego.