Archiwa tagu: podsumowanie

ZEBLAZE THOR 4 PRO – miesiąc używania

Mija już około miesiąc od kiedy zacząłem używać Thora myślę więc, że warto napisać parę słów o tym jak sprawdza się on w codziennym i sportowym używaniu.

Smartwatch co najważniejsze działa 🙂 Nie spotkała go żadna awaria, nie zawiesza się czy wariuje. Trzyma się oczywiście w całości, nic nie raczyło odpaść czy przestać funkcjonować. Wrażenie mam tylko, że dolny przycisk (cofania) działa z mniejszym klikiem niż górny (ciszej?).

Wizualnie jest również ok. Na skórzanej części paska widać jakieś lekkie zagniotki w miejscu gdzie najczęściej zapinam, nic jednak wykraczającego poza normalne używanie. Ryski, zabrudzenia żadne na sprzęcie się nie pojawiły, chociaż to wiadomo, rzecz używania.

Czas pracy Thora to około 2 dni. Widać, że to smartwatch, nawet na wyłączonych wszystkich opcjach (gps, wifi) bateria leci co trochę w dół. Maksymalnego czasu pracy gps nie zmierzyłem, ale w ciągu jednego dnia zapisałem około 5 godzin (2 wyjścia na rower) i coś tam jeszcze zostało.

Skoro wizualnie i technicznie jest ok to jak z użytecznością?
Po pierwszym tygodniu byłem dość mocno zawiedziony czasem łapania sygnału GPS. Były dni, że myślał strasznie długo zanim coś złapał, co gorsze były i takie gdy przestał łapać w ogóle.

Zły byłem fest. W toku dyskusji ze sprzedawcą dał mi on jednak radę najprostszą z możliwych. Należy zaktualizować aplikacje – zwłaszcza google maps i google play. Ok… podłączając zegarek do netu sprawdzałem czy globalnie nie ma jakiegoś update-u softu, a nie wpadłem by zerknąć co z apkami.
Po wgraniu nowych wersji sprzęt ozdrowiał i znów zaczął łapać fixa.

Na ten moment czas łapania jest akceptowalny. Trwa to najczęściej od około 20-30 sekund do powiedzmy minuty. Wolno porównując do najnowszych sportowych urządzeń, ale ważne, że łapie za każdym razem.
W czasie aktywności Strava, gps-a trzyma dobrze, nie miałem gubienia sygnału ani na rowerze ani przy bieganiu, chodzeniu.
Zapisany ślad (co już sygnalizowałem we wcześniejszym opisie) nie jest rewelacyjny. Na przybliżeniach widać szarpania, nie prowadzi często po drodze a np. obok. Łączne dystanse wychodzą porównywalne z Suunto ale fani cyferek cudów po Zeblaze niech nie oczekują.
Być może inna apka umiałaby lepiej wykorzystać ten sprzęt, przyznaję się jednak nie chciało mi się nic testować. Mimo, że zainstalowałem program, o którym pisano w necie, że potrafi obsłużyć jednocześnie i gps i pulsometr. No nic, może kiedyś się skuszę.

Ogólnie reszta softu urządzenia robi swoją robotę. Wszystko działa, nie zawieszał mi się, nie trzeba było nic restartować.
Ewentualny problem warty zasygnalizowania to złośliwe przestawianie się godziny smartwatcha 🙂 Nie wiem czemu po sprawowaniu z tel. ustawia mi czas zawsze o 1 godzinę do przodu. Coś fiksuje biorąc czas sieci (T-mobile), chociaż to dziwne, w tel. niby mam dobre ustawienia. Nie rozgryzłem tego jeszcze 🙂

Podsumowując więc. Urządzenie użytkowane w celach codziennych i do awaryjnej (okazyjnej) rejestracji aktywności spełnia swoją rolę bardzo dobrze. Mi wystarczy – biegam z Suunto, ale np. chodzę, jeżdżę rowerem już z Thorem.
Jeśli jednak miałby to być Wasz jedyny, profesjonalny miernik do sportu to raczej nie. Za długo łapie fixa, bateria nie poraża, jakość śladu też pozostawia sporo do życzenia.

Podsumowanie – marzec 2019

Ani się człowiek nie obejrzał i już po marcu.
Tak jak spodziewałem się czas leci stanowczo za szybko. Trenuje się i owszem, ale skoro sam czuję niedosyt znaczy, że nie idzie w 100% tak jak powinno.
Spora w tym zasługa tyg.10 kiedy to rozłożyło mnie tak złośliwe choróbsko, że wypadł mi cały tydzień (brak jakichkolwiek aktywności). Osłabienie trzymało niestety i w kolejnym tygodniu. Zamiast „lecieć” do przodu mozolnie wracałem na ledwo co osiągnięty poziom.
Cóż, łącznie spowodowało to, że kilometraż, ilość treningów i reszta parametrów nie wyszła tak jak chciałem.
Widać to dobrze na wykresie:

Analizując poszczególne składowe miesiąca:

WAGA
Bez zmian. Dobrze, że chociaż w górę już nie leci 🙂

KILOMETRAŻ + ILOŚĆ/JAKOŚĆ TRENINGÓW
Poza nieszczęsnym tygodniem nr.10 dalej w miarę regularnie robię 4 treningi na tydzień. Dało to 101km, identycznie jak w lutym.

TRENING UZUPEŁNIAJĄCY
Średnio. Ćwiczenia coś nie są moim „konikiem”. Parę razy coś tam porobiłem ale dalej mocno w kratkę.
Ładnie za to ruszyłem do przodu z rowerem, co liczę okaże się dobre w ostatecznym rozrachunku. W lutym zrobiłem rowerem 16,85 km, w marcu już 151 km.

SAMOPOCZUCIE/MOTYWACJA/ZDROWIE
Nie wymyślę tu nic odkrywczego 🙂 wielkich zmian nie było. Ale… nie pogorszyło się nic więc w sumie ok.

Czyli…
Rozczarowany trochę jestem marcem. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie do końca to co się wydarzyło zależało tylko ode mnie. Nie miałem spadku motywacji, lenistwa.
W sumie to co najważniejsze wykonałem mimo, że liczyłem iż to właśnie marzec będzie już miesiącem, w którym osiągnę stabilny poziom wyjściowy. Z tego poziomu chciałem iść w górę.
No nic trzeba pogodzić się z sytuacją i jednak „powoli do przodu, staramy się”.



City Trail Wrocław 2018/19 – Podsumowanie Zawodów

Tak wyglądały tegoroczne medale.

Aktualny (2018-2019) cykl City Trail we Wrocławiu oficjalnie można uznać za zakończony.
26 marca 2019 odbyła się uroczysta gala podsumowująca wydarzenie. Opisano w liczbach to co udało się dokonać ekipie organizującej jak i biegaczom, rozdano nagrody.
O samej uroczystości wiele pisał nie będę bo była udana 🙂 Czas na niej minął mi szybko, dłużyzn nie było czyli wszystko ok. Krótko za to podsumuję moje dokonania w tegorocznej edycji biegu.

W bieżącym sezonie wystartowałem w 5 biegach z łącznej liczby 6. Zanotowałem w nich takie wyniki:
Bieg 1. Czas: x Miejsce generalnie: x (nie startowałem)
Bieg 2. Czas: 23:08 Miejsce generalnie: 229/581
Bieg 3. Czas: 23:53 Miejsce generalnie: 253/519
Bieg 4. Czas: 24:02 Miejsce generalnie: 248/486
Bieg 5. Czas: 23:28 Miejsce generalnie: 255/493
Bieg 6. Czas: 27:20 Miejsce generalnie: 259/374

Poza kompletnie nieudanym biegiem nr.6 w reszcie zawodów prezentowałem dość wyrównany (chociaż oczywiście nie najlepszy) poziom. Po szybkim porównaniu z biegami z poprzednich edycji widzę, że czasy miałem podobne do biegów w 2016/2017 i lepsze trochę niż w 2017/2018. Biegałem jednak równiej i w bieżącej edycji zanotowałem swój najlepszy wynik – 23:08 Porównując do edycji jeszcze starszych poprawa czasowa jest spora bo wtedy większość rezultatów oscylowała w zakresie 25-27 min. Niby nieźle, zdaję sobie sprawę jednak, iż stać byłoby mnie na dużo więcej gdyby poparte było to solidnym treningiem.
W każdym razie bieżąca dyspozycja pozwoliła mi na osiągnięcie rezultatu finalnego:
Miejsce 196 z 301 klasyfikowanych. W kategorii M40 – 41 z 79

Kategoria M40

Jako ciekawostkę podam zajęte przeze mnie miejsca we wszystkich cyklach.
Wyliczyłem też % miejsca jaki to dało mi w całości biegaczy (100% to najgorzej)

Miejsce 196/301 2018/2019 (65% stawki)
Miejsce 192/307 2017/2018 (63% stawki)
Miejsce 177/285 2016/2017 (62%stawki)
Miejsce -/- 2015/2016 (nie startowałem)
Miejsce 172/211 2014/2015 (81% stawki)
Miejsce -/- 2013/2014 (nie startowałem)
Miejsce 75/81 2012/2013 (93% stawki)

Odrzucając stare, słabe wyniki widać, że lokuje się w drugiej połowie stawki przy czym dużą ciekawostką jest fakt, że poszedł do góry ogólny poziom biegu. Musicie mi uwierzyć na słowo ale patrzyłem na swoje czasy i o ile w 2018/2019 miałem je lepsze niż w 2 poprzednich latach to widać, że i tak % poleciałem w dół.

Cóż. Ogólnie należy cieszyć się, że udało się zaliczyć sezon. Mogło być lepiej (jak zwykle :)) niemniej jak na przygotowanie to wstydu nie ma.

Podsumowanie – luty 2019

Kolejny miesiąc roku 2019 za mną. Pewne rzeczy ruszyły w dobrą stronę, sporo jednak jeszcze do poprawy.
Pod koniec lutego sprecyzowały mi się w końcu plany startowe więc liczę, że teraz powinno być trochę łatwiej. Wiem na co się szykuję i co powinienem zrobić by cel mógł być osiągnięty. Ten temat poruszę pewnie i w jakimś kolejnym wpisie (bo zadowolony z niego jestem bardzo 🙂 ale na ten moment szybkie podsumowanie minionego miesiąca.

WAGA
Dalej słabo. Praktycznie nie drgnęło nic w dobrą stronę, a nawet co tydzień widzę jakies gramy na +.
To mnie martwi bo chciałem co miesiąc trochę zrzucać. Spokojnie, pomału ale miało iść w dół. Optymistycznie liczyłem na chociaż 1 kg mniej a tu nic 🙁

KILOMETRAŻ + ILOŚĆ/JAKOŚĆ TRENINGÓW
Tu jest ok. Regularnie biegałem 4 x na tydzień, przy czym delikatnie zacząłem zwiększać dystanse. Druga połowa miesiąca to celowanie w biegi po około 10 km i coś dłuższego w weekend.

TRENING UZUPEŁNIAJĄCY
Bardzo źle. Nie ćwiczyłem nic, jakieś pojedyncze rolowania robiłem po bieganiu.

SAMOPOCZUCIE/MOTYWACJA/ZDROWIE
Tak ogólnie, życiowo to wielkich zmian nie było 🙂 Nic się jednak nie pogorszyło, jakieś zaległe tematy powoli zamykam więc przyjmijmy okres za udany.
Wiosna powoli idzie, dzień coraz dłuższy to i widzę możliwości/chęci lepszego biegania. Więcej też czasu na jakieś aktywności dodatkowe (oprócz biegania ruszyłem też rower, były jakieś spacery) co trochę człowieka budzi z letargu.

Czyli…
Luty w skali 100 pkt. odbieram mimo wszystko jako zakres 0-50. Ciągle jestem „na rozruchu”, dużo spraw obiecanych sobie muszę dopiero ruszyć. Światło na końcu tunelu jednak jest 🙂

Podsumowanie – styczeń 2019

Mimo wielkiej 😉 chęci długo się zbierałem by napisać podsumowanie moich dokonań w styczniu 2019 r. Niestety odwlekanie tego smutnego momentu nie ma sensu, trzeba coś jednak z siebie wyskrobać.

Zacznę od wykresu, który będę uzupełniał w kolejnych tygodniach. Zawiera on aktualną wagę, pokonany w danym tygodniu kilometraż i ilość odbytych treningów (biegowych).
Ciężko oczywiście wysnuć na jego bazie jakieś bezpośrednie wnioski o formie (bo dużo może być innych zmiennych na nim nie ujętych) ale myślę, że mimo wszystko pewne wnioski da się wyciągnąć.
Na ten moment startuję z tak słabego poziomy, że w ciemno mogę założyć, że trend wzrostowy na wykresie (oprócz wagi oczywiście 🙂 :)) przełoży się na lepsze wyniki.

Analiza biegowa 2019

Moja ocena dokonań wygląda zaś następująco:

WAGA
Niestety słabo. Koniec roku przyniósł mi lekki wzrost wagi (święta i urlop to zawsze zły czas). Przez styczeń niestety nic nie udało się z tym zrobić. Co gorsze mam wrażenie, że waga ciągle leci w górę! Martwi mnie to, bo o dziwo zrobiłem pewien krok w celu poprawy diety – zrezygnowałem z picia coli (którą pochłaniałem w strasznych ilościach) i sporo ograniczyłem słodycze.
Wygląda, że to co zostało w jadłospisie + ilości jedzone, podjadanie wieczorami dalej są złe jak na moją aktualną sytuację.

KILOMETRAŻ + ILOŚĆ/JAKOŚĆ TRENINGÓW
Ilościowo (szt treningów na tydzień) źle nie jest. Biegam w dalszym ciągu systematycznie. Poza pierwszym tygodniem, kiedy byłem chory, zawsze są to 3-4 treningi.
Niestety, popsuło się dużo z kilometrami i jakością treningu. Wyjścia na biegi w sumie tylko po to by pobiegać. Żadnych specjalnych jednostek treningowych, dystanse max. pod 10 km.

TRENING UZUPEŁNIAJĄCY
Leży całkowicie. Może z raz czy dwa coś się w domu poruszałem 🙁

SAMOPOCZUCIE/MOTYWACJA/ZDROWIE
Słaby okres. Znużenie wykonywaną pracą zawodową, zimowa depresja (słońca nie ma ciągle) strasznie jakoś negatywnie rzutują na mnie w początku tego roku.
Psychicznie jestem zmęczony, robota mnie nudzi, siedzi się w domu dużo i bezcelowo przy komputerze. A jak się nudzi/siedzi to się je. I śpi zbyt mało…czyli regeneracji brak.
Do tego wyjścia na bieganie ciągle po ciemku (w lesie pod Oleśnicą) jakoś nie zachęcają do wartościowego biegania. Nie mogę powiedzieć, że strach mnie szybko goni do domu 🙂 ale jednak leśne warunki trochę utrudniają. Tu krzywo, tu jakieś kamienie. Niby czołówka świeci ale uważać trzeba i psychika podpowiada: dobra 5 km wystarczy wracamy 🙂 Kółko się więc zamyka. Mało km robię to każdy dodatkowy ciężej pokonać.
Mała dygresja tutaj. Nie chcę jednak na ten moment wracać z bieganiem do Oleśnicy, bo boję się trochę o stopę. Skarżyłem się chyba kiedyś w opisach, ze po mocnym treningu w zeszłym roku coś mnie bolała. Niby nie przy bieganiu, ale przy chodzeniu, wchodzeniu po schodach. W lesie jednak lepiej bo bardziej miękko.
Zdrowotnie szału nie było. Przyplątało się do mnie jakieś przeziębienie ostatnio (katar, gardło, zatoki) co dodatkowo zmniejszyło ilość biegów.

CZYLI….
Styczeń na minus. Wszystko w.w. mocno obniżyło moją aktualną formę. Więcej już nie chcę narzekać ale ewidentnie brakuje mi zapału do działań i jakiegoś biegowego celu (co w przeszłości mi dużo ułatwiało). Coś trzeba będzie podziałać w tym względzie bo jeszcze z drugi taki słaby miesiąc i totalnie będę w d…


Podsumowanie – sierpień i wrzesień 2018

Trening Biegowy

Minęły właśnie kolejne 2 miesiące treningów.  Solidny kawał czasu, warto więc krótko podsumować krótko swoje dokonania.
08/2018
BIEGANIE: 155 km
ROWER: 156 km

Aktywnosci - 08/2018
Aktywnosci – 08/2018

09/2018
BIEGANIE: 134 km
ROWER: 205 km

Aktywnosci - 09/2018
Aktywnosci – 09/2018

Hmmm… ciężko tak naprawdę wysnuć mi konkretne/jednoznaczne wnioski z podanych powyżej numerków. Postaram się jednak wyartykułować chociaż   kilka moich przemyśleń na ten temat.
Ostatnie dwa miesiące to naprawdę niezwykła ilość treningów jakie wykonałem. Duża w tym zasługa roweru bo i zdarzały się dni z dwoma lub więcej jazdami. Nie ukrywam są to zawsze jazdy rekreacyjne, w spokojnym tempie, niemniej aktywność jest i finalnie ma ona pozytywny wpływ.
Łącznie biegania i jazdy było dużo (widać na obrazkach) i ośmieliłbym się stwierdzić, że pomogło mi to ruszyć z wagą w dół. Ciągle jeszcze sporo kilo na plus mam ale waga stanęła na około 85. I lekkość już jest 🙂 To (i sygnalizowane w relacjach z biegów wzmocnienie psychiczne) z kolei rzutuje raczej na lepsze tempa biegów.  Strasznie mi się to podoba 🙂
Martwi mnie natomiast tendencja biegowa. Jak widać sporo jest tygodni  tylko z 3 treningami. W dalszym ciągu brakowało długich wybiegań (maksymalnie biegałem po 15 km).  Słabo 🙁 Ponieważ za 2 tygodnie pobiegnę Łemko Maraton 48 czuję, że będzie boleć, o i to mocno 🙁

Cóż. Wydźwięk całościowy jest na plus. Forma ruszyła w górę, rekordy na 10 km trasach się sypią (dobra, poniosło mnie… :)) Zwyczajowo, jak to u mnie, zabrakło kropeczki na i.  Czyli finalnie  wyjdzie pewnie jak zwykle.  Ze poczuciem niedosytu.

Co w 2018 i dalej…

Pasja uczy pokory… widzę ten napis biegając w swoich górach. Dużo w tym prawdy.

Koniec starego roku i rozpoczęcie nowego to z reguły czas podsumowań.
Miałem i ja napisać takie podsumowanie zeszłego roku ale może i dobrze, że długo się do tego zbierałem (suche liczby można znaleźć parę postów poniżej). Pierwotnie były to bardzo zgorzkniały tekst. Teraz też nie jest mi wesoło, niemniej, kiedy biegam w miarę regularnie widzę światełko w tunelu 🙂
Długo przynudzał nie będę, ot parę przemyśleń bardziej dla mnie.

2017
Zeszły rok niewiele dobrych rzeczy przyniósł mi od strony biegowej. Sporo zawaliłem sam, swoje dołożył splot nieszczęśliwych wydarzeń (wypadek w sierpniu).  Ogólnie stracony czas – życiówek chyba żadnych, większość biegów jak w początku „kariery”.
Spirala powoli się nakręcała – im gorzej szło, tym mniej się chciało biegać czyli każdy kolejny trening słabszy.
Co za tym idzie brak ciekawych wyników/zawodów itd. zniechęcał też do pisania. Sporo wpisów dałem mocno skrótowych, słabo pewnie zredagowanych.  Nieładnie względem samorozwoju jak i ewentualnych czytelników.
Cóż rok się skończył nie warto roztrząsać już dalej co było.

2018
Nie powiem, sporo pracy kosztowało mnie znalezienie motywacji by się podnieść po 2017. Ciągle moja stabilizacja treningowa jest krucha ale powoli wyznaczam sobie nowe cele i wyzwania. Gdyby nie one, pewnie dalej tuptałbym po parę kilometrów, rozpamiętując minione  lata chwały (dobra poniosło mnie ;)).
W 2018 r. z jednej strony postawiłem sobie ambitne wyzwania. Z drugiej pewne rzeczy odpuściłem.
Odpuściłem np. maraton. Wszystkie do tej pory pobiegłem tragicznie. Dołuje mnie jak słucham, iż ludzie biegają pół roku i lecą maraton w 3:30 (jak nie lepiej). Kurcze ja męczę się 5 lat! i najlepiej co ubiegłem to koło 4:07.  Wiem, brak talentu można zastąpić tu sumienną pracą (zawsze mi jej coś chyba brakuje). Jednak chwilowo coś mi nie po drodze z maratonem. Może z treningu jaki zrobię do wyzwań 2018 on mi w końcu wyjdzie, ale będzie to skutek uboczny a nie zaplanowane działanie.
A co będzie/ma wyjść?
Gdy zakosztowało się górskiego biegania ciężko z tego zrezygnować. Góry mnie nakręcają, walka z dystansem, samym sobą. I tu chcę spróbować znów swoich sił. Nie będą to mega killery ale biegi ciekawe, coś w sobie mające.
Chcę sprawdzić się zwłaszcza w dwóch z nich. Bieg 3xŚnieżka = 1xMontBlanc na dystanie 2xŚnieżka. Drugi z biegów w jakim wystartuję to Łemkowyna Ultra Trail – Łemko Maraton. Powinno być fajnie a o to chyba najbardziej chodzi w amatorskim bieganiu 🙂
A no i 🙂 nie byłbym sobą bym nie wymyślił czegoś szalonego. To proszę – Bieg Kreta 110km. Co lepsze to będzie pierwsze z tegorocznych ultra 🙂 Jak wyjdzie zobaczymy, pobiegnę/przejdę go ot tak dla siebie bez presji na wynik.
Oprócz biegów długich będzie też parę stałych pkt. programu. Z dwie, trzy lokalne 10-ki, Bieg na Wielką Sowę, Półmaraton Wałbrzych.
Na pewno biegów będzie mniej. Nie ma co zapisywać się na coś co tydzień a później żałować, iż ciągle nie w formie. Zawody też coraz mniej zaczynają mi się podobać – dużo imprez masowych, nastawionych na golenie frajerów (czytaj biegaczy, a niech płacą $$ jak chcą startować).

Poza sportowo – pewne zmiany wprowadzę też na blogu. Miałem aspiracje kiedyś, że ruszy to prężnie. Wpisy, komentarze, zainteresowani przesyłający sprzęt do testów. Fantazja… teraz co drugi to bloger. A wielu reprezentuje poziom o wiele klas lepszy ode mnie. Nie ma sensu się scigać. Nie mam czasu ani chęci. Będzie więc kameralnie. Pisałem kiedyś we wstępie, że to bardziej dla mnie. I tak niech będzie. Po prostu ku pamięci 🙂

A co dalej?
E, co za rok to za wcześnie. Wszystko może się zdarzyć. Chciałbym jednak by rok 2018 był dla mnie rokiem przełomowym.
Doszło do mnie, iż biegam już prawie 6 lat. Kawał czasu, wyniki jednak nie porażają. W sumie wiem czemu (w skrócie – za duża waga, brak „prawdziwego” treningu a przynajmniej solidnej bazy). Muszę to odmienić w 2018. Głodny jestem sukcesu. Może nie miejsc w czołówce bo to mało realne, ale zadowolenia z siebie samego na mecie. Jeśli nie sprężę się tym razem, później już się chyba nie uda. Wtedy pozostanie raczej zakończyć szarpanie się z marzeniami. Trzeba będzie wyluzować i po prostu sobie biegać. A ciągle to kocham 🙂
Jak więc będzie? Zobaczymy w styczniu 2019 🙂

Podsumowanie roku 2015

Nie będę się specjalnie rozpisywał ale tytułem kronikarskim szybkie podsumowanie roku 2015.

W całym roku nabiegałem 1724 km. W mojej dotychczasowej „karierze” to najlepszy wynik.
Spokojnie jeszcze parę kilometrów więcej dałoby się zrobić gdyby nie kontuzja w czerwcu.

Statystyki biegowe 2015

Miesięcznie, przebiegi dalej nie porażały. Ani razu nie udało mi się osiągnąć ponad 200 km. Widać więc, że mam tu tyły i jak pisałem wcześniej będę starał się to zwiększać.
Jestem bowiem taką osobą, że jak solidnie okresu nie przepracuję to wynik się sam nie zrobi. Chcąc więc w końcu ładnie „zrobić” maraton i DFBG 130 km trzeba biegać, biegać i biegać….

Podsumowanie – Listopad 2015 + plany treningowe

Mimo, że sezon startowy 2015 już praktycznie zakończony (nie wiem czy wystartuje w jakichś zawodach) to wykrystalizowały mi się konkretne plany na 2016 🙂

Oprócz „zwyczajowych” 10 km, półmaratonu i maratonu Orlenu zmierzę się z ultramaratonem. W ramach Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich pragnę pokonać Super Trail 130 km.

W 2015 ultra mi nie wyszło (kontuzja przed Rzeźnikiem) więc liczę, że tym razem będzie lepiej.

A, że plany całkiem spore więc treningów nie zawieszam 🙂 i całą zimę trzeba będzie solidnie przepracować. Mam już w głowie wizję jak stopniowo zwiększać kilometraż + dodać ćwiczenia ogólnorozwojowe (z tym jeszcze idzie mi gorzej ale od tygodnia powoli zaczynam coś się ruszać).

Aby w późniejszym okresie łatwiej skontrolować progres podsumowanie listopada:

LISTOPAD 2015
Pokonany dystans: 145 km

Można przyjąć, że to taki mój średni poziom. Miałem wprawdzie miesiące lepsze (październik 185 km) ale były i gorsze czyli startujemy 🙂