Bieg Firmowy 2019

Nietypowo trochę jak na mnie, ale mało startuję w bieżącym roku. „Wszelkie” siły swoje wkładam w przygotowania do startu docelowego i jakoś nie po drodze mi z innymi zawodami. Wielkiego sensu nie mają one zresztą bo jakie przełożenie można wysnuć ze startu na 5 km w porównaniu do 70 🙂
No ale… jako człowiek małej odporności na perswazję dałem się przekonać w robocie bym pobiegł w charytatywnym Biegu Firmowym.
Zawody mają charakter sztafety – 5 osób po 5 km. Startowałem już w tej imprezie w zeszłym roku co przeczytać można tutaj:

Bieg Firmowy – 2018

Idea, założenia, realizacja w sumie taka sama więc nie będę od nowa tego wypisywał. Ciekawostką może być tylko fakt olbrzymiego zainteresowania tym biegiem. We Wrocławiu były 2 tury startowe – rano i po południu, w których udział wzięło około 10000 osób. Wielka liczba biegaczy. Widać niemniej, że większość osób skupia się na aspekcie pomocy, a nie sportowym.
Organizacja imprezy była na wysokim poziomie – nie występowały żadne negatywne zjawiska na trasie czy w okolicy mety, co mnie cieszyło.

Moja firma załapała się w tym roku do biegu popołudniowego – o 14:00.
Jako, że ustalono spotkanie i odbiór numerów na 13:15-13:30 pojawiłem się jakoś tak przy wejściu na Stadion Olimpijski. Pakiet startowy więcej niż ubogi – torba/plecaczek a w środku numer, agrafki, bon rabatowy na jedzenie. Ogólnie to bym skrytykował to ale… przyjmijmy, że fundusze wpisowe poszły na pomoc a nie gadżety.

Grupa moja zadeklarowała się, że oczywiście każdy walczy do końca niemniej z opowieści wynikło, że wielkich przygotowań nikt z kolegów/koleżanek nie czynił. Regularnie po około 3-5 km biega jedna osoba a reszta tak z doskoku albo wcale.
Pechowo dla mnie startowałem ostatni co przełożyło się na długie oczekiwanie na start (około 108 minut uściślając). Stałem, pogadało się, stałem i czekałem 🙂 A nogi bolą coraz bardziej. Co gorsze ciepło się zrobiło i zacząłem się martwić, że w czasie biegu będzie męka – nie miałem bowiem nic do picia. Wydawało mi się, iż w zeszłym roku w pakiecie dawali wodę. Teraz zaś nic 🙁 Piłem w domu jeszcze z 1.5 godziny wcześniej czyli nieciekawie.

Życie jest trudne, jednak biec trzeba 🙂

Mój start przebiegł dość płynnie. Kolega przekazał mi pałeczkę i ochoczo ruszyłem do przodu. Liczbowy wyglądało to tak:
1km – 4:25 min/km
2km – 4:45 min/km
3km – 5:13 min/km
4km – 4:55 min/km
5km – 4:11 min/km

Niezbyt wiedziałem jak ustawić się z tempem. Dawno nie biegałem nic szybciej, a pamiętałem z kolei, że ostatnie biegi CityTrail szły mi słabo. Coś trzeba było jednak założyć no to uznałem, że spróbuję swojego maksa – tempa około 5 min/km (lepiej trochę poniżej).

Pierwszy kilometr zwyczajowo za szybko, ale siła jakaś jest to trzymałem później te ~5 min/km.
Odwodnienie zgodnie z obawami zaczęło mnie męczyć dość szybko i jak zbawienie wypatrzyłem wodę w okolicy 3 km. Kubeczek przepity i biegniemy dalej. O dziwo udało się wytrzymać do końca dystansu.

Metę osiągnąłem w 23:28 co z jednej strony jest rezultatem gorszym niż rok temu, z drugiej koresponduje z moją zakładaną formą (i wynikami z CT z początku roku). Jestem osobiście zadowolony z tego rezultatu. Dał mi potwierdzenie, że mogę pobiec „szybciej” i forma jest w miarę stabilna. Jeśli nawet nic nie podciągnąłem to chociaż wylazłem z dołka. Oby dobrze to rokowało na przyszłość.

Tyle w sumie. Ciężko tu podsumowywać nie wiadomo co. Impreza przyjemna, bardziej zwrócona w stronę zabawy, pomocy niż czystego biegu (aczkolwiek nie brakowało gigantów lecących po 15min/5km).
Zwyczajowo sceptyczny byłem do idei startu tu, ale wyszło całkiem dobrze. Czy pobiegnę za rok? A to zależy. Stać 2 godziny w słońcu trochę mi się nie chce kolejny raz 🙂 więc chyba musiałbym wynegocjować lepszą pozycję w sztafecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.