TRENING (TYDZIEŃ 01+02/2018)

Trening Biegowy

Nowy rok, nowe możliwości jak to mówią. Pełen nadziei … bla, bla.
O planach i nadziejach może napiszę osobno. A teraz na szybkości 2 pierwsze tygodnie 2018r.

Tydzień 01
02/01/2018 – Dystans: 14,37 km, Czas: 1:26:21, Śr. tempo: 6:01 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.-Jugów-Sokolec)
04/01/2018 – Dystans: 12,24 km, Czas: 1:14:59, Śr. tempo: 6:07 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.-Sokolec)
06/01/2018 – Dystans: 4,72 km, Czas: 0:24:57, Śr. tempo: 5:17 – 4 Bieg City Trail (Wrocław)

4 Bieg City Trail’u we Wrocławiu to zwyczajowe w tej edycji błoto. Ale tym razem to mega błoto 🙂 Czepiało się to to do nóg nieziemsko i większość energii szła na pokonanie go a nie na szybki bieg. Mimo, że tym razem przygotowany w miarę się czułem to nie udało się przełamać 25 min. Oficjalnie 25:14, 59 w M40 i 296/569 Open. No szkoda.

07/01/2018 – Dystans: 11,17 km, Czas: 1:05:10, Śr. tempo: 5:50 – Bieg płaski, Oleśnica

Tydzień 02
10/01/2018 – Dystans: 8,05 km, Czas: 0:48:41, Śr. tempo: 6:03 – Bieg płaski, okolice Oleśnicy
11/01/2018 – Dystans: 11,11 km, Czas: 1:06:52, Śr. tempo: 6:01 – Bieg płaski, Oleśnica
13/01/2018 – Dystans: 12,28 km, Czas: 1:17:22, Śr. tempo: 6:18 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.-Sokolec)
14/01/2018 – Dystans: 13,14 km, Czas: 1:22:40, Śr. tempo: 6:17 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.-Jugów)

TRENING (TYDZIEŃ 51-52/2017) + podsumowanie roku

Trening Biegowy

Brak systematyczności to straszna cecha. Odpuściłem trochę pisanie na blogu (ale za to biega się :)) i teraz mam na tyle dużo danych by mi się nie chciało ująć to w zwyczajowe ramki. Ech… katastrofa 🙁
Trudno popracuję i nad tym, teraz w telegraficznym skrócie.

Tydzień 51
Pracowity tydzień pod względem poza biegowym. Z tego powodu zrobiłem tylko dwa treningi
23/12/2017 – Dystans: 5,36 km, Czas: 0:32:31, Śr. tempo: 6:04 – Bieg płaski, Oleśnica
24/12/2017 – Dystans: 9,15 km, Czas: 0:56:34, Śr. tempo: 6:11 – Bieg płaski, tereny pod Oleśnicą

Tydzień 52
Święta i 2 tygodnie urlopu. Większość w Górach Sowich, więc w końcu solidniejsze biegi.
26/12/2017 – Dystans: 9,15 km, Czas: 0:56:50, Śr. tempo: 6:13 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.)
27/12/2017 – Dystans: 12,28 km, Czas: 1:14:33, Śr. tempo: 6:04 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.-Sokolec)
30/12/2017 – Dystans: 9,97 km, Czas: 0:59:08, Śr. tempo: 5:56 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.-Jugów)
31/12/2017 – Dystans: 12,29 km, Czas: 1:14:15, Śr. tempo: 6:03 – Podgórskie tereny (Ludwikowice Kł.-Sokolec)

PODSUMOWANIE LICZBOWE 2017
Cóż, wiadomo było od dawna. 2017 nie był moim rokiem. Różne powody, różne sytuacje. Kilometrów nabiegałem dużo mniej niż w poprzednim roku. Nie było też mowy o jakości treningu – każdy bieg (zwłaszcza w 2 połowie roku) praktycznie na przeżycie. Spuśćmy więc zasłonę milczenia na to słabe widowisko.

Statystyka miesięczna w 2017r.
Statystyka miesięczna w 2017r.

 

Makibes G05 – GPS Watch Sport

Logo strony Test Sprzetu

Korzystając z byłego już Black Friday (chińskiego) postanowiłem zakupić sobie smartwatcha. Założenia (i oczekiwania) jakie miałem:
1. w miarę dużo bajerów 🙂
2. możliwość wykorzystania autonomicznie tego urządzenia również do sportu.
3. niezbyt wygórowana cena,
Ze względu na pkt.2 szukałem zegarka, który może działać bez telefonu – czyli ma  wbudowany GPS. Jest w czym wybierać na Aliexpressie to fakt, można dostać mętliku w głowie od nazw, opcji i możliwości.

Po analizie ofert zdecydowałem się na sprzęt Makibes. Pewny dylemat miałem czy wziąść model G07 (stricte sportowy, droższy, reklamowany jako całkowicie wodoodpory i obsługujący GPS+Glonass) czy G05 (który wprawdzie nie dysponuje wodoodporności i glonassem ale sprawiał wrażenie bardziej nastawionego na opcje smart).
Ponieważ posiadam już zegarki biegowe (Suunto Ambit i A-Rival SpoQ) zwyciężył rozsądek i wziąłem model G05 (z dwóch dostępnych kolorów wybrałem cały czarny).

Makibes G05
Makibes G05 dostępne kolory

Po zwyczajowym oczekiwaniu na przesyłkę z chin (wcale nie tak długo szło) można było zacząć cieszyć się nowym zakupem.

Zawartość opakowania
W sumie niewiele – smartwatch, ładowarka magnetyczna wraz z kablem USB i 2 krótkie instrukcje (angielska i chińska).
Instrukcja angielska miejscami słabo tłumaczona (są błędy, ale sens idzie zrozumieć). Szkoda, że nie ma polskiej – to może być minus dla niektórych. Jeśli ktoś miał już jakiekolwiek doczynienie z dowolnym smartwatchem, to powinien sobie poradzić jednak i bez instrukcji.

Pierwsze wrażenie
Smartwatch przybył spakowany w solidne pudełeczko z przeźroczystą ścianką przednią.  Pudło w tonacji czarno, srebrno, czerwonej (jakby miało to jakieś większe znaczenie :)). Widać za to od razu zegarek i już na pierwszy rzut oka prezentuje się on fajnie (sorry dla dociekliwych ale na foto już go w środku nie ma, wyjąłem szybciej :)).
Małą, a miłą rzeczą są umieszczone po obu bokach „szybki” pudełka małe wypustki, za które możemy je otworzyć. Niby nic ale przydatne dla mężczyzn, którzy nie dysponują długimi paznokciami.

Makibes G05 box
Pudełko Makibes G05

Zegarek w pierwszym kontakcie sprawie solidne wrażenie (ale ciężki nie jest – około 82 gram wagi z kartami sim i pamięci). Obudowa masywna, plastikowa. Plastik jest matowy, nie widać na nim żadnych zabrudzeń więc dłużej powinien być jak nowy. „Ostre” kształty koperty nadają całości sportowego charakteru.
Szary (metaliczny) pierścień wokół szkła wykonany jest z jakiegoś stopu (a jeśli to plastik to naprawdę dobrze stop udaje).
Na obudowie umieszczono jeden przycisk sterujący (zegarek ma ekran dotykowy), z jednej strony kratka głośnika, z drugiej zabezpieczone gumową zatyczką wejście na kartę sim+pamięci i mikrofon.

Makibes G05
Makibes G05 – widok ogólny

Na spodzie zegarka umieszczony jest czujnik tętna i 4 styki do ładowania/komunikacji.

Makibes G05
Makibes G05 – spód

Trochę przyjemniejszy mógłby być pasek. Jest bardziej plastikowy niż gumowy a przez to sztywniejszy (miękki silicon przyjemniej by się dotykało). Na samym początku czasem miałem problem z zapięciem (bo pasek blokował się swoimi nacięciami na zapince). Po dojściu do wprawy już jest jednak ok.
Na ręce zegarek trzyma się dobrze. Nie przeszkadza, nie przesuwa się, nie uraża. Nie ma opcji by coś nas szarpało po włosach (jak ktoś ma ;)) Mimo swojej wielkości dobrze leży na nadgarstku.

Używanie – start
Przed pierwszym użyciem trzeba smartwatcha naładować. Zajmuje to około 2-3 godzin i trzeba do tego jakieś urządzenie z gniazdem usb (np. komputer), Ładowarka nie jest bowiem sieciowa – to tylko podstawa + kabel usb. Taki standard dzisiaj.
Ciekawostką jest za to podstawa ładowarki (stacja dokująca). Ma ona magnetyczną podstawę która po przytknięciu do zegarka sama wskakuje na właściwe miejsce. Odpada problem z celowaniem w  styki. Dodatkowo, nie ma opcji założyć jej odwrotnie. Jak będziemy próbowali magnes odpycha ładowarkę od zegarka. Na plus, nie uszkodzimy sprzętu.
Uprzedzając trochę fakty, po naładowaniu i póżniejszym umiarkowanym używaniu zegarek wytrzymuje dość sporo (deklarowane 5 dni bez problemu). Pewnie przy włączonym non stop bluetooth i intensywnym korzystanie z opcji telefonu, gps będzie to mniej (nie testowałem niestety więc tu nie mogę podać dokładnych danych).
Producent podaje takie wartości: 6 godzin GPS, 1-2 dni normalnego używania, 5 dni czuwania.
Skoro to smartwatch to warto włożyć do niego kartę SIM i kartę pamięci. Służy do tego niezbyt wygodna metalowa tacka mieszcząca się pod gumową osłonką. Z jednej strony ładujemy SIM, z drugiej microSD. Jak pamiętam w instrukcji nie pisze, którą gdzie, ale po wcięciach udało mi się to zrobić dobrze. Memorki obsługuje do 32GB – działają.
Jeśli zdecydujecie się instalować kartę pamięci w trakcie używania sprzętu to trzeba go zgasić/włączyć. Inaczej karty nie zobaczy

Używanie – smartwatch
Po wciśnięciu i przytrzymaniu przycisku zegarek startuje witając nas swoim logo. Głośny jest 🙂 i warto później ustawić parametry kontrastu, dżwięku w menu jeśli nie chcemy wszystkich w koło wkurzać.

Makibes G05
Makibes G05 – tarcza zegara (jedna z trzech)

Pierwszym co widać po odpaleniu to tarcza zegara. Do wyboru są trzy (niezbyt piękne ale finalnie najbardziej przypasowała mi ta widoczna na zdjęciu). Zmienia się je klikając w środek wskazówek. Na plus Makibesa jest wyświetlacz – ekran jest ostry i czytelny. Dobrze widać napisy.

Po nacieszeniu się wyglądem tarczy zegara, można by coś w swoim smartwatchu ustawić, poużywać. Ma  on do tego 3 menu i ekrany główne „aplikacji” (na nich widać np. ilość kroków, czas snu, pulsometr, barometr).
Pierwsze skrócone menu uruchamia się przesuwając palec po ekranie w dół. Tu  można włączyć bluetooth, wyświetlić kod kreskowy aplikacji (by ją sobie ściągnąć), wyregulować kontrast i przełączyć między dżwiękiem a wibracjami, Z tego menu ruszając się góra / dół możemy przechodzić cyklicznie przez w.w ekrany główne (kroki, pulsometr itd).

Makibes G05
Makibes G05 – menu skrócone

Drugie menu (przesunięcie na zegarze palca w lewo) to opcje sportowe. Chodzenie, bieganie, rower, historia aktywności i ustawienie jednostek (km, mile itp).

Makibes G05
Makibes G05 – menu sport

Z powyższego menu (klikając w białe pole po prawej) przechodzimy do ostatniego, trzeciego menu (menu główne). Są w nim opcje smartwatchowe – wybieranie numerów, przeglądanie wiadomości, historii połączeń, odpalanie i szukanie bluetootha, alarm, kalendarz, kalkulator, czas światowy, odtwarzacz muzyki, przeglądarka plików, ustawienia (dzwięki, wyświetlacz, reset, czas).

Makibes G05
Makibes G05 – menu główne

Przewijanie wszystkich menu, działa dość płynnie i wygodnie. Zegarek nie zacina się, nie przymula. Gdy chcemy z czegoś wyjść używamy do tego przycisku z prawej strony (jedyny jaki jest).
Od strony „telefonicznej” też jest ok. Kartę sim widzi. Da się normalnie dzwonić (rozmówcę słychać jak pisałem wyżej głośno). Przeglądanie wiadomości, kontaktów – jest, działa. SMSy wpisuje się tak jak w starszych telefonach – wyświetlona jest na ekraniku klawiaturka i cyklicznie naciskając dany przycisk wybieramy literkę.
Bluetooth łączy (tylko z komórką próbowałem, nie używam i nie mam niestety słuchawek).
Z karty pamięci da się odpalać i słuchać mp3, można oglądać zdjęcia .JPG (jak ktoś lubi na takim ekraniku).

Uzywanie – sport
Po zabawie z ogólnymi opcjami zegarka spróbowałem wykorzystać go do zastosowań sportowych. W tej dziedzinie możemy użyć m.in.

– Stoper. Ma pauzę, 20 międzyczasów, które na końcu możemy przejrzeć, skasować.

– Barometr. Po odpaleniu po chwili na ekranie pokazuje aktualne ciśnienie hPa.

Makibes G05
Makibes G05 – barometr

– Krokomierz. Wskazuje dokonane dzisiaj kroki, szacunkową odległość jaką przebyliśmy i procent realizacji celu (cele można ustawiać w aplikacji). Drugi ekran krokomierza to statystyka tygodniowa. Jest to słupkowy diagram pokazujący procenty realizacji celu. Po kliknięciu na ekranie przenosi nas do szczegółowych statystyk każdego dnia. Tu widać liczbę kroków, dystans, spalone kalorie i % realizacji celu.

Makibes G05
Makibes G05 – krokomierz (ekran główny)

-Monitor snu. Wygląd i możliwości zbliżone do krokomierza. Ustawiamy ile chcemy spać, później można przeglądać statystki tygodniowe i szczegółowe.

– Pomiar tętna. Zegarek informuje na początku by ustawić go blisko ciała i kliknąć na ekranie. Po chwili otrzymujemy bieżące wartości tętna. Na końcu okresu pomiarowego klikamy i pomiar zostaje zapisany. Można wtedy przeglądać historię zapisanych pomiarów.

Makibes G05
Makibes G05 – pomiar tętna
Makibes G05
Makibes G05 – statystki tętna

– Chodzenie/Bieganie/Rower – to co najważniejsze 🙂 Przy starcie pyta czy włączyć GPS. Potwierdzamy lub nie i zegarek zaczyna odliczać do startu aktywności. Odliczanie ustawia się w aplikacji – może być 3,2,1, Start lub np. od 10. UWAGA – odliczenie nie równa się złapaniu sygnału GPS. To trwa z reguły dłużej – do około minuty. Wg. mnie to minus. W międzyczasie zegarek owszem nalicza kroki, dystans itp. ale dane bierze chyba tylko z żyroskopu/akcelerometru.  W dystansie pewnie się wiele nie pomyli, jeśli jednak trasa jaką pokonaliśmy była mocno kręta to tu pewnie będzie spora rozbieżność (w widoku).
Ekran aktywności sportowej (taki sam dla wszystkich typów) wygląda jak poniżej. Mieści sporo podstawowych danych. Cyferki nie są duże, w czasie biegu widoczność może być problematyczna.

Makibes G05
Makibes G05 – chodzenie, bieganie, rower

Bieżącą aktywność można zapauzować i przeglądać to co do tej pory dokonaliśmy – ślad, dystans, prędkości, tempo.

Makibes G05
Makibes G05 – dane aktywności

– Historia aktywności. Pokazuje całościowy dystans jak i można przeglądać osobno każdą z nich. Format danych jak na obrazku wyżej.

Makibes G05
Makibes G05 – historia aktywności

Dokładność
Nie prowadziłem skomplikowanych testów ale wygląda zadowalająco. Jeden z biegów dokonałem równolegle z Suunto Ambitem. Wyszło tak:
Suunto: dystans 5,48 km, tempo:5:48
Makibes:dystans 5,55 km, tempo:5:45

Aplikacja
Dane z zegarka synchronizować możemy na smartfona za pomocą aplikacji FunDo Pro. Łączymy się standardowo przez bluetooth

Makibes G05
Makibes G05 – FunDo Pro, apka na Androida

Apka podzielona jest na części główne odpowiedzialne za Sport/Kroki/Sen/Serce/BP/Sp02. Dodatkowo są tu jeszcze podstrony O mnie, statystyki, raporty, ustawienia.

Na głównych ekranach FunDo pokazuje dane zczytane z smartwatcha (bieżące jak pamietam). Klikając np. w opcji sportu na ikonkę zegara możemy przejść w listę wszystkich aktywności i oglądać każdą z osobna.

Makibes G05
Makibes G05 – historia

Wchodząc głębiej (klikając na interesującą nas pozycję) przechodzimy do mapy. Niestety u mnie działa to średnio. Na mapie pokazuje pozycję startu, mety i pkt kilometrowe. Nie widać śladu – dokładniej to przy przybliżaniu/oddalaniu pokazuje się on by za chwilę zniknąć. Coś tu nie dopracowano.

Makibes G05
Makibes G05 – widok trasy

Wspominałem również, że dostępne są statystyki (Analiza). Dotyczą one Kroków i Snu. Formę mają podobną jak w zegarku. Słupkowe wykresy dotyczące, tygodnia, miesiąca, półrocza, roku. Jest również coś co nazywa się Raport. Tu powinno być zebranie danych dziennych (sen, aktywność).

Najlepsze nawet rekordy nie cieszą tak jeśli nie można się nimi podzielić 🙂 FunDo teoretycznie umożliwia sporo możliwości dotarcia do znajomych. Od standardowego FB przez niespotykane Linkedln.

Makibes_G05
Makibes_G05 – udostępniamy

Wszystko fajnie ale… brakuje możliwości transferu swoich dokonań na jakąś platformę treningową (np. Endomondo). Z poziomu zegarka również nie da się wyeksportować pliku gpx. Dla mnie to duża niedogodność, wszystkie swoje treningi zbieram bowiem w wymienionym Endomondo. Bez tego Makibes jest dla mnie mało użyteczny do codziennego trenowania. Z palca przecież dokonanych biegów wpisywał nie będę. Oj wielki minus.

Podsumowanie
Co do zegarka mam mieszane uczucia.
Z jednej strony wykonany jest solidnie. Spasowanie, materiały bardzo dobre. Wygląd przypadł mi do gustu i noszę go codziennie.
Nie zauważyłem jakichś dużych dysfunkcji w działaniu wgranych programów/opcji. Wszystko działa płynnie bez zawiech.

Z drugiej strony sporo jest drobnych niedociągnięć Słabe tłumaczenie instrukcji, menu zegarka czy apki na telefon.

Zegarek aż taki „smart” też nie  jest. Nie dysponuje on chyba żadnym systemem (tak zresztą pisało w aukcjach). Czyli nie wgramy do niego żadnych nowych aplikacji androidowych by zwiększyć funkcjonalność (próbowałem, nie rozpoznaje plików apk). Musi nam wystarczyć to co załadował do niego producent.

Nie ma niestety też multitaskingu. Jednocześnie działa tylko jedna opcja. By włączyć coś innego, aktualnie działająca gasi się. Czyli np. nie da się trenować i słuchać jednocześnie mp3. A przynajmniej ja nie wpadłem jak to zrobić.

No i finalnie największy minus dla mnie. Zegarek jak pisałem noszę na codzień. Noszę ale nie używam do treningów z powodu braku możliwości eksportu gpx. Dopóki taka opcja nie pojawi się w aplikacji nie widzę sensu. Owszem w razie W mając go możemy zapisać naszą aktywność. Do długofalowych treningów i późniejszej analizy danych (w popularnych platformach sportowych) na ten moment nie nadaje się.

Jednym zdaniem więc – tani sprzęt dla mniej wymagających użytkowników. „Profesjonaliści” muszą pozostać przy dużo droższych, wyspecjalizowanych komputerkach sportowych (Garmin, Suunto, Polar).

TRENING (TYDZIEŃ 50/2017)

Trening Biegowy

Tydzień 50 to też 3 dokonane biegi. Poza niewielkimi przebiegami  🙂 nie mam jednak sobie nic do zarzucenia, bo sobotę solidnie przepracowałem przy aucie. Prawie  cały dzień spędziłem na stojąco i później ciężko już było znaleźć siły i czas na bieganie. No trudno, przynajmniej nie leniłem się jak to zwykle.
Wybiegając w przyszłość także tydzień 51 będzie problematyczny biegowo.  Muszę dokończyć parę pilnych spraw ale później powinno być już tylko lepiej. Mam 2 tyg. odpoczynku i będzie się sporo biegać w górach.
A  jak było obecnie:

Data: 12/12/2017
Dystans: 5,85 km
Czas: 00:32:30
Średnie tempo: 5:33 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Oleśnica. Jedno zwyczajowe kółeczko.

Data: 14/12/2017
Dystans: 7,87 km
Czas: 00:46:28
Średnie tempo: 5:54 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Oleśnica.  Półtora kółeczka 🙂

Data: 17/12/2017
Dystans: 10,92 km
Czas: 01:4:39
Średnie tempo: 5:55 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Oleśnica.  Na niedzielny bieg udałem się z mocnym postanowieniem nadrobienia paru km. Strasznie nie chce mi się ostatnio biegać dwóch takich samych kółek po mieście to wymyśliłem, że pobiegnę nad stawy i tam zrobię jedną albo dwie duże pętle (po 3 km). Plan jednak uległ zmianie. Szybko zrobiło się ciemno i z dużej pętli musiałem zrezygnować. Biegnie się jej połowę między drzewami, po mniej uczęszczanych ścieżkach. Nie ma co kusić losu, ludzie mają dziwne pomysły i kto wie kogo się tam spotka.
Po dobiegnięciu nad stawy postanowiłem więc zrobić 3 kółka mniejsze (po 1,5 km). Ale… na przeszkodzie stanęła jednak pogoda. Około 0 stopni + mokre powietrze znad wody spowodowały, że chodnik tam przypominał lodowisko. No nie, szkoda się wyłożyć. Ostrożnie obleciałem jedno okrążenie i chcąc nie chcąc wróciłem do miasta.
Finalnie tyle kilometrów co planowałem nie wyszło ale przynajmniej 1 z przodu się pojawiła 🙂

Najlepszy…

w bieganiu to bym chciał być 🙂 ale tym razem nie o tym. O filmie raczej 🙂

„Najlepszy” (2017)
reżyseria: Łukasz Palkowski
scenariusz:  Agatha Dominik, Maciej Karpiński
Obsada:
Jakub Gierszał (Jerzy Górski),
Kamila Kamińska (Ewa Meller),
Anna Próchniak (Grażyna),
Arkadiusz Jakubik (Kierownik basenu),
Janusz Gajos (Marek Kotański),
Artur Żmijewski (Ojciec Jerzego),
Magdalena Cielecka (Matka Jerzego),
Adam Woronowicz (Ojciec Grażyny).

Najlepszy film

O „Najlepszym” wyczytałem w internetach trochę (miesiąc-dwa) przed jego premierą. Tematyka (pokrewna z bieganiem, dużo biegaczy zresztą w którymś momencie zwraca się ku triathlonowi) zainteresowała mnie i nie ukrywam czekałem aż film trafi na ekrany. Wybrałbym się na niego szybciej, ale czaiłem się trochę aż zaczną go grać w kinie gdzie z reguły chodzimy z Żoną. No niestety, jednak nie zanosiło się by zaczęli go wyświetlać w tym roku, to pozostało odwiedzić multipleks 🙂

Film opowiada historię Jerzego Górskiego – sportowca, który dzięki uporowi i hartowi ducha od narkomana staje się mistrzem świata Double Ironman. Ciekawe, że postać Górskiego jest w Polsce faktycznie mało znana (ja  nic o nim nie wiedziałem przynajmniej). Tak chyba już mamy jako naród, że to co warto promować pozostaje u nas w cieniu. Szkoda.

Przesadnym koneserem kina nie jestem. Czasy mojej młodości przypadają na erę VHS więc nie ukrywam, że lubię filmy prostsze, pełne akcji. Jakieś detale w rodzaju wysublimowanej gry aktorskiej pewnie mi umkną i pod tym względem nad dziełem pastwił się nie będę. Ot parę zdań czy warto iść i czy polecam.

Tak. „Najlepszy” mi się spodobał. Trafiał do mnie klimat siermiężnej Polski z lat 70-80, który sam przecież pamiętam.
Duże wrażenie robi staczanie się głównego bohatera na dno (z powodu narkotyków) i później jego upór by od tego dna się odbić. Pomimo przeciwności losu, niesiony motywacją (oj przydaje się motywacja, co biegacze dobrze wiedzą) pokonuje Górski swoje słabości i finalnie osiąga wymarzony cel.
W filmie pokazano sporo sportowych smaczków. Chociażby halucynacje jakie ma Jerzy po kilkunastu godzinach wysiłku, masakrę jaką potrafią zrobić słabe buty i wielką radość ze zwycięstwa z samym sobą. Kto z nas tego czasem sam nie doświadczył 🙂
Jak dla mnie – warto zobaczyć. Ba, po filmie aż się chce samemu porwać na swoje wymarzone cele. Skoro człowiek potrafi się podnieść z takiego upadku, to co stoi nam na przeszkodzie by osiągnąć swoją wygraną…

TRENING (TYDZIEŃ 49/2017)

Trening Biegowy

Walka trwa dalej. Ciągle przegrywam – biegam mało i słabo. Ciężko tu wymyślać jakieś specjalne usprawiedliwienia. Ot brak motywacji chyba.
Miniony tydzień to 3 dokonane biegi. Byłyby 4 ale pogoda coś nie dopisała i wtorek odpuściłem.

Data: 07/12/2017
Dystans: 8,74 km
Czas: 00:50:30
Średnie tempo: 5:47 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Oleśnica. Zakręciłem jak zwykle pierwsze kółko. W drugim usprawiedliwiłem się, że nie ma co szaleć i poleciałem na skróty. Wyszło te 8,7 km co specjalnego szału nie robi.

Data: 09/12/2017
Dystans: 12,22 km
Czas: 01:13:51
Średnie tempo: 6:03 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Dunlop

Górki. Bieg Ludwikowice Kł-Sokolec-Ludwikowice Kł. Czuć, że klimat tu ostrzejszy. Mroźnie, na drodze leżał lekki śnieg. Dobrze wyczaiłem pogodę i wskoczyłem już w zimowe legginsy. Niedługo chyba będzie pora i na jakąś kurteczkę 🙂
Pora będzie też pewnie zabrać bardziej terenowe buty. Dunlopy nie budziły mojego zaufania na śniegu. Po prawdzie żadnych ślizgów nie zanotowałem ale i trasę wybierałem rozważnie (po czarnym albo mało ubitym :)) Po co kusić los, Stare Kalenji chyba będą jak znalazł.

Data: 10/12/2017
Dystans: 12,25 km
Czas: 01:12:57
Średnie tempo: 5:57 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Dunlop

Trasa ta sama co w sobotę. Co ciekawe mimo, że czułem zmęczenie nóg to bieg poszedł lepiej. Szybciej na pewno 🙂

CITY TRAIL WROCŁAW 2017/2018 – BIEG 3/6

City Trail 17/18

Bieganie w grudniu zaczęło mi się z grubej rury 🙂 – od zawodów. 02/12/17 miał miejsce 3 bieg wrocławskiego City Trail’a.
Las Osobowicki zwyczajowo już przywitał biegaczy sporym błotem i  niemiłym zimnem. Nie ukrywam, liczyłem na bardziej sprzyjające warunki. Pierwsze śnieg i przymrozki już za nami – wydawało mi się, że może będzie twardsze podłoże. No niestety, jak zawsze 🙂 można było się ubłocić.
Słabsza pogoda wystraszyła chyba trochę ludzi, bo przy biegach dzieci wydawało mi się, że jest ich mniej. Dorośli się jakoś zebrali, na starcie znów było sporo narodu.
Podobnie jak ostatnio i tym razem start nastąpił według stref czasowych. Myślę, że tak już będzie na stałe bo to dobry zwyczaj.

Jak wspomniałem było dość zimno. Z tego powodu po starcie mojej pociechy poszliśmy posiedzieć w aucie. Dopiero 10:35 wygramoliłem się z fury i zacząłem rozgrzewkę. Ale lodownia 🙂 chyba pora na zimowy zestaw ciuchów.
Trucht, rozciągnięcia, jakieś przyspieszenia. Ruszałem się by nie zmarznąć i w strefie stanąłem 10:56. Czas do startu minął szybko. Pierwsza grupa, minuta przerwy kolejna. Później my – 25-28 min.
Podobnie jak w listopadzie stanąłem w pierwszym rzędzie i wystartowałem ostro. Pierwsze 2 kilometry (o ile można tak powiedzieć) utrzymywałem się w czołówce. Tempo nadawał kolega w niebieskim a ja trzymałem się za nim.  O dziwo szybko doszliśmy sporo ludzi z poprzednich stref i czekało mnie sporo wyprzedzania. Szaleństwo 🙂

City Trail Wrocław 3 bieg
Czołówka strefy 25-28min. Przynajmniej przez pierwsze 2 km 🙂

Jakoś po 3 kilometrze siły mnie opuściły (pierwszy kilometr wszedł za szybko i nic innego nie można było się spodziewać). Niebieski mi odszedł a ja wolniej wyprzedzałem/byłem wyprzedzany przez innych. Wymiksowały się grupy, ciężko powiedzieć czy rywalizowałem z teoretycznie szybszymi czy jednak z ludźmi z mojej strefy.

City Trail Wrocław
Rywalizacja na trasie CT Wrocław

Ostatnie metry biegu to zwyczajowa mobilizacja do walki. Słyszałem z tyłu głosy zagrzewające kogoś by cisnął i włączyła mi się wola walki. Niedoczekanie by mnie wyprzedził. Nie wyprzedził 🙂

City Trail Wrocław
Patrząc na minę było ostro

Na mecie zameldowałem się z czasem  24:49. Dało mi to 237 lokatę z 443 sklasyfikowanych.

W skutek złamania 25 min z wrocławskiego biegu jestem zadowolony. Solidniejszy trening w poprzednich tygodniach zaprocentował. Gdybym tylko go utrzymał i w końcu zrobił coś z dietą może w kolejnych biegu byłoby jeszcze lepiej. No zobaczymy.

Na sam koniec narzekania starego człowieka (nie związane z CT bo podobnie jest i na innych zawodach). Popularność biegania ma jednak ciemne strony. O tłoku już nie mówię (wiadomo modne = masa ludzi) ale na starcie staje dużo osób niezbyt zainteresowanych rywalizacją sportową. Zero skupienia przedstartowego. Gadają do końca, podśmiechują. Nie słychać w ogóle było co mówili organizatorzy przez megafon. Nie zwracają uwagi np. na strefy. No sorry, ale żebym startując minutę po strefie 19-25 min dogonił i wyprzedzał naprawdę sporo osób to chyba coś nie tak.
Nie podoba mi się to. Rozumiem, że bieganie to też styl życia, integracja z ludźmi, miłe spędzenie czasu itp. Nie każdy ma chęć na bieg na 100% swoich możliwości (do przysłowiowego wyrzygania  :)) ale ten luzik to chyba nie na zawodach powinien być. To nie spotkanie towarzyskie na ploteczki. Po co przeszkadzać tym, którzy chcą się sprawdzić, pokonać swoje słabości. Nic to moje narzekanie nie da ale niektórzy powinni się dobrze zastanowić nad priorytetami. Jak zależy komuś ot by się pokazać, pogadać to niech stanie sobie z tyłu i robi co uważa.

P.S.
W tych zawodach zastosowałem bardzo skuteczną metodą promocji swojej osoby – zestaw kolorowych ciuchów wpadł w oko fotografom i w końcu mam jakieś zdjęcia.
A przy okazji ciekawe czy ktoś wpadnie z czym kojarzy się moja koszulka 🙂

TRENING (TYDZIEŃ 48/2017)

Trening Biegowy

Tydzień 48 zakończony. Pod względem „treningowym” słabiej. Jakaś jesienno-zimowa niemoc nie pozwoliła mi nakręcić sensownej liczby kilometrów. Szczęśliwie chociaż nie leniłem się pod względem liczby biegów – było ich 4.
Plusem całej sytuacji był fakt, że do sobotniego City Trailu ruszyłem dość świeży i pokonałem barierę 25 min. Mała rzecz a cieszy 🙂

W szczegółach było tak:

Data: 28/11/2017
Dystans: 5,57 km
Czas: 00:32:47
Średnie tempo: 5:53 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Oleśnica – zwyczajowe kółeczko.

Data: 30/11/2017
Dystans: 5,54 km
Czas: 00:31:30
Średnie tempo: 5:41 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

To samo co we wtorek. Słabo z chęciami – w połowie rundy usprawiedliwiłem się, że jeden raz wystarczy. By nie czuć moralnego kaca chociaż zebrałem się i wszedłem na szybsze tempo ostatnich 2 kilometrów.

Data: 02/12/2017 – City Trail Wrocław
Dystans: 4,93 km
Czas: 00:24:54
Średnie tempo: 5:03 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Kalenji Kapteren Crossover Fw13

Kolejny bieg w CT Wrocław. W końcu złamałem 25 min. Zacnie 🙂

Data: 03/12/2017
Dystans: 5,48 km
Czas: 00:31:46
Średnie tempo: 5:48 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Zwyczajowe kółko. Znów pokonało mnie lenistwo. Po sobocie czułem nogi (zmęczenie a nie zapach ;)) i skróciłem trening. Masakra jaki ja jestem kiepski ostatnio… Nie wiem co mi się w głowie przestawiło, że nie chce mi się biegać.

Skarpetki biegowe Active Touch (Aldi)

Logo strony Test Sprzetu

Test to chyba za dużo powiedziane, ale pozwolę sobie napisać parę słów o moich ostatnim nabytku. Są to tytułowe skarpetki biegowe (damskie i męskie) – Active Touch.
Wypatrzyłem je przy codziennych zakupach w Aldi. Kosztowały około 9,99 za parę, a że niedawno wymiękły moje poprzednie uznałem, że sobie kupię, Wziąłem 2 pary, różniące się kolorami.

Active Touch Skarpetki biegowe
Active Touch Skarpetki biegowe z Aldi

Informacje producenta
Jak odczytać można z metki są to skarpetki biegowe damskie i męskie (krótkie) o nazwie(?) Active Touch. Producent podaje o nich takie informacje:
Profesjonalne skarpety biegowe wykonane z materiału o specjalnej strukturze włókien zapewniającego maksymalną oddychalność.
– pluszowe wstawki chronią przed odciskami
– szybkoschnące
– idealnie odprowadzają wilgoć
– optymalny komfort noszenia
– zapewniają ochronę przed nieprzyjemnymi zapachami

Skład:
48 % poliester
22 % lyocell
20 % poliamid
8 % bawełna
2 % elastan (Lycra)

Wygląd/opakowanie
Skarpetki dostajemy złączone z tekturową metką za pomocą plastikowej spinki. Nie ma tu się nad czym rozwodzić bo w końcu nie o to chodzi.
Wizualnie wykonane w sportowym stylu – dwa kolory, wstawki z różnych warstw materiału, napis Race. Ot produkt do sportu, na pewno nie na eleganckie wyjście 🙂
W dotyku są całkiem przyjemne, widać i czuć, że mocno rozciągliwe. Uniwersalny rozmiar 43-46, przy czym na moich stopach (44) zapas „rozciągliwości” jest jeszcze spory. Powinny więc pasować rozmiarowo tak jak deklaruje producent.
Skarpetki wykonane są jako dedykowane na odpowiednią nogę (literki R i L). W większości kroju są takie same, ale mają faktycznie wstawkę (wzmocnienie) na zewnętrznej stronie stopy więc przyjmijmy, że należy tego pilnować.
Wzmocnienia w okolicy palców, pięty, podeszwy są wyczuwalne (grubszy materiał). O ile nie będzie to miało specjalnych profitów to przynajmniej jest szansa, że za szybko się nie przetrą.
Wszystkie powyższe bajery powodują, że w środku skarpetki są dość „włochate” – mają luźne niteczki itp. W żaden negatywny sposób jednak nie wpływało to na bieganie (przynajmniej w dystansach jakie w nich pokonywałem).

Active Touch Skarpetki biegowe
Active Touch Skarpetki biegowe – szare kolory pewnie będą lepsze dla faceta 🙂

Używanie
Pierwsze założenie przebiegło bez problemów 🙂 Skarpetki na nodze sprawiają wrażenie dość luźnych (w końcu uniwersalny rozmiar, a poprzednie jakie miałem było mocno dopasowane) i mających tendencję do ślizgania się (stopy w bucie).  Trochę obawiałem się czy nie będą się marszczyć, zsuwać. Szczęśliwie jednak nie.  Trzymają się i dystanse 10 km (bo przebiegłem w nich już kilka takich) nie powodują kontuzji w stylu bąbli, obtarć. Do luźności idzie się przyzwyczaić teraz już nie czuję z tego powodu żadnego dyskomfortu.
Co do cudownych właściwości odprowadzania wilgoci itp. nie wypowiem się autorytatywnie. Nie przeszkadzają na pewno. Raz czy dwa wdepnąłem w kałuże zalewającą but i w domu skarpetki nie były bardziej mokre niż po normalnym biegu. To plus. Teraz jest jednak jesień (chłodno już) więc całkiem możliwe, że każde inne zachowały by się podobnie.
W moich odczuciach skarpetki te są grubsze, mają pluszowe stawki więc raczej własnie na takie pory roku. W lecie mogłoby być w nich za gorąco.

Podsumowanie
Cóź… ciężko mi tu wymyślać nie wiadomo co. Skarpetki wygodne, nie obcierają. Po kilku praniach i biegach dalej są jak nowe. Dziur nie mają więc jestem zadowolony.

TRENING (TYDZIEŃ 47/2017)

Trening Biegowy

Kolejny tydzień za mną. Ogólnie – dobry. Pobiegłem wprawdzie tylko 3 razy, ale tym razem czuję się rozgrzeszony. Po sobotnim bieganiu całą noc przetańczyłem na zabawie andrzejkowej. Na dokładkę niedziela ciągle w ruchu (dużo spraw poza biegowych) więc przyjmijmy, iż norma została wykonana.
Dokonane biegi wyglądały zaś tak:

Data: 21/11/2017
Dystans: 10,21 km
Czas: 01:00:36
Średnie tempo: 5:56 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Jak co wtorek (i czwartek) rundka po Oleśnicy. W końcu głowa się nie buntuje by te 2 okrążenia zrobić. Sam bieg bez żadnych sensacji. Spokojnym tempem nabijam kilometry.

Data: 23/11/2017
Dystans: 10,19 km
Czas: 01:00:18
Średnie tempo: 5:55 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Galactic Elite M

Co tu pisać 🙂 To samo co we wtorek – 10 km nawinięte.

Data: 25/11/2017
Dystans: 9,99 km
Czas: 00:59:26
Średnie tempo: 5:57 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Dunlop

Sobotni bieg miał małe urozmaicenie – wczesną porę wyjścia na niego. Nie lubię takich atrakcji, ale skoro już wstałem to nie było sensu się obijać. Szybka rozgrzewka i wystartowałem. Za szybko – nogi mnie dobrze niosły pod wzniesienia i niestety w drugiej połowie dystansu przyszło za to zapłacić. Owszem toczyłem się z górek ale tempo drastycznie spadło. Ostatnie 3 kilometry to już na mega zmęczeniu. Tak to jest jak człowiek myśli, że już wszystko może bo parę razy przebiegł 10 km 🙂