Supermaraton Gór Stołowych – 01/07/2017

Supermaraton Gor Stolowych

Supermaraton Gór Stołowych – 01/07/2017

Supermaraton miał być takim moim biegiem na poprawę humoru 🙂 po nieudanych losowaniu na Bieg Ultra Granią Tatr. Całkiem fajny dystans, blisko mnie więc odpada skomplikowane logistyka. Nie myślałem długo tylko szybciutko się zapisałem i pozostało szlifować formę 🙂
Z tym szlifowanie to wyszło coś słabo ale nie uprzedzajmy faktów 🙂

Zapisy na bieg jak i wszelkie informacje o nim można znaleźć na oficjalnej stronie wydarzenia:

Supermaraton Gór Stołowych

Sporo informacji podają również organizatorzy na swoim FB więc ciężko cokolwiek pomieszać, zapomnieć.

Czas płynął … a przygotowania szły słabo. A to problemy zdrowotne, a to kiepski trening. Dość powiedzieć, że w 2017 r.  tylko dwa razy przebiegłem dystans 20 km (z czego raz po górach). Co gorsza krótsze biegi też były niezbyt często. Im bliżej było do SGS tym większy czułem niepokój. Cóż, nie jestem jednak osobą, która poddaje się bez walki (przynajmniej w bieganiu :)) więc bieg był aktualny.

Dzień przed startem udałem się z moją Małżonką do Pasterki by odebrać pakiet. Sporo było już ludzi na miejscu ale obsługa sprawna i miła. Wszystko migiem załatwiliśmy.
Sam pakiet natomiast więcej niż rozczarowuje. Były w nim… 3 ulotki innych biegów, mapa trasy, żel i baton energetyczny. Yyyy… no jak na wydaną kasę trochę ubogo. Tym bardziej, że cenowo zawody nie odbiegały od innych ultra (nawet trochę dłuższych). Tutaj minus dla organizatorów.

SGS 2017 Pasterka
Pasterka – ale napis można odnieść do wielu gór. Coś w sobie mają, że chce się w nie wracać

Niedzielny poranek to już standardowe przygotowania. Pobudka, sprawdzenie sprzętu i ubieranie się w startowy strój.
Ponieważ w dzień biegu nie dało się dojechać autem na start to czekał mnie około 2,5 km spacerek z sąsiedniej miejscowości. Jednym słowem taka rozgrzewka przez właściwym wysiłkiem 🙂 Ultrasów szło sporo, nie można było się zgubić.
Na miejsce przybyłem nawet sporo wcześniej, ale dołożywszy postój w kolejce do kibelka, czas był ok. Spiker ubarwiał pozostałe minuty różnymi gadkami, więc 20 min czekania poszło szybciutko, ostatnie rozciągnięcie, poprawa butów i poszli 🙂

SGS 2017 Start biegu
Widoczek na Start

Ilość ludzi startujących w SGS dość spora, chociaż z tego co widziałem wolne pakiety były aż do końca. Oznaczało to, iż etap do pierwszego punktu odżywczego nie pozwalał na żadne szaleństwa. Było za ciasno na trasie by wyprzedzać, przyśpieszać. W mojej części peletonu wszyscy spokojnie przesuwali się do przodu. Nawet trafiłem z tempem i nie męczyło mnie to.
Po pierwszym wodopoju poszło już sprawniej. Ludzi gdzieś ubyło, rozciągnęła się stawka. Tu biegłem już raczej sam, od czasu do czasu widząc biegaczy z przodu, czy tyłu.

Mały przerywnik o pkt. odżywczych i trasie. Jadłodajnie były tam gdzie powinny (dla mnie to ważne, nic tak nie boli jak wyliczyć sobie, że punkt powinien być a jest do niego dodatkowe 2 km :)). Wyposażone w wodę, izo (od 3 czy 4 w colę). Do zjedzenia arbuzy, pomarańcze, rodzynki, orzeszki i żelki. Obsługa miła i życzliwa.
Trasa bardzo dobrze oznaczona. Wstążki, tabliczki, malunki na ziemi. Ciężko się zgubić i to doceniam.

Jakoś po 20 kilometrze (no może bliżej 30) moje bieganie zakończyło się. Wyszły braki przygotowania i więcej zacząłem iść niż biec. Utrudnieniem była na pewno trudna, techniczna trasa, Strome podejścia wiadomo spacerkiem, ale i zbiegi były trudne. Duże nachylenie, kamienie, korzenie, błoto. Niestety biegacz mojej klasy nie mógł tu za wiele nadrobić i w dół szło też wolno.
Bliżej Błędnych Skał wystąpiła nietypowa jak na tą imprezę sytuacja (podobno pierwszy raz) czyli mocny deszcz 🙂 Dodatkowo utrudniło i zwolniło to nijaki bieg.
Braki kondycyjne + trasa, zaczęły skutkować skurczami mięśni (podobnie jak na Piekle Czantorii). Co mocniej spiąłem nogę to czułem, że moment i mnie złapie mega skurcz łydek. Z tego powodu od czasu do czasu próbowałem rozruszać mięśnie lekkim masażem no i zmiennością ruchu. Jakoś to szło ale moment katastrofy był blisko 🙂

45 km, blisko już do końca. W tym momencie zacząłem mieć stres czy nie będzie to pierwszy bieg, którego nie ukończę. Na punkcie przy Błędnych Skałach zameldowałem się jakieś 10-15 min po terminie. Składali się już powoli ale mata pomiarowa chodziła. Uff… Szybka cola i napieram dalej. Za mną już ostatki stawki więc starałem się rywalizować chociaż z tymi z tyłu. Czułem, że ktoś zwiększa tempo, bo stukot butów coraz bliżej. Niestety dziewczyna wyprzedziła mnie i szybko znikła z horyzontu. Za mną (w zasięgu wzroku) pozostał zawodnik z kijkami. Zmęczony chyba jak i ja bo mimo, że tylko szedłem nie dał rady mnie dojść.
Do walki zerwał się przed samym Szczelińcem. Na asfalcie ruszył do biegu i nawet mnie wyprzedził mimo, że i ja starałem się podbiegać. Jednak to był już jego finalny zryw. Przed schodami zaczął sobie szykować kijki i tu wyszedłem na prowadzenie. Niesiony wizją klęski (3 min do limitu) i dopingiem schodzących z góry ostro ciągnąłem do mety. Ostatnie metry, próba niezgrabnego biegu (jeszcze z 10 metrów i by mnie skurcze rozwaliły) ale dałem radę. Ufff….  Tego z tyłu wyprzedziłem o jakieś 40 sekund.

SGS 2017
Prawie koniec. Jeszcze tylko 665 schodów na Szczeliniec. Ale jak fajnie, że są moi kibice.

Dobiegłem na pozycji 383 (3 osoby jeszcze za mną się zmieściły w czasie). Wynik 09:06:05 netto. M40-135.

Wielkiej celebracji nie było. Wziąłem medal, zjadłem kilka pomarańczy (na mecie było do jedzenia tylko to co na punktach trasowych), rozmasowałem sobie solidnie łydki, fotka gór ze szczytu i można było schodzić w dół do rodziny.

SGS 2017 Meta
Widoki na Góry Stołowe z mety

Cóż. Bieg ciężki. Ciężki dodatkowo na moje życzenie bo zrobiłem go raczej siłą woli niż treningiem. Mam złe przeczucie, że kilka następnych zawodów będzie wyglądać podobnie – czasu już do nich mało i wiele nie nawojuję. Poddawać się jednak nie można, zobaczymy jak to będzie.

 Czy SGS polecam innym? Hmm… ogólnie tak. Sportowo bieg dobrze zorganizowany. Trasa ciekawa mimo, że ciężka. Jeśli jednak lubicie pamiątki (pakiety) to będzie słabo. Raczej impreza nie dla Was.

 

TRENING (TYDZIEŃ 26/2017)

Trening Biegowy

No to na szybkości bo niezbyt jest co pisać 🙂 Trening w 26 tygodniu to 2 biegi. Pierwszy treningowy, drugi to Supermaraton Gór Stołowych. Dystans w skutek tego wyszedł całkiem ładny, ale jakościowo słabiutko, oj słabiutko.

Data: 27/06/2017
Dystans: 10,47 km
Czas: 01:02:27
Średnie tempo: 5:58 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Raven 3M

Miałem już nie biegać pod Oleśnicą ale „męczyły” mnie buty jakie chciałem zabrać na SGS. Postanowiłem przebiec się w nich raz jeszcze po terenie. Tym razem wybrałem trasę z mniejszą ilością lasów ale muchy i tak dawały się we znaki.
Trochę odgonił je deszcz 🙂 bo się mocno rozpadał. Cóż, ciepło było to nie tragedia. A co do butów – coś mnie jednak Raveny nie przekonały :/ Może kwestia grubszej skarpetki ale za mocno opinają nogę. Strach co mogłoby być po 50 km.

Data: 02/07/2017
Dystans: 51,35 km
Czas: 09:05:08
Średnie tempo: 10:37 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: SpoQ SQ-100. Buty – Adidas Kanadia 7 TR

Supermaraton Gór Stołowych. Opis w następnym poście.

4 Bieg Szerszenia (Nocny Bieg Świętojański) – 24/06/2017

4 Bieg Szerszenia

Kolejny z moich „cyklicznych” biegów. Startowałem we wszystkich poprzednich edycjach więc pewną skalę porównawczą już mam. I co do organizacji imprezy i co do mojej bieżącej formy 🙂

W zeszłorocznym wpisie szerzej opowiadałem o powiedzmy umownie „logistyce” więc by nie dublować zapraszam do relacji:
3 Bieg Szerszenia – 2016

Tutaj krótko zwrócę uwagę na różnice i opiszę szerzej nowość jaką był Bieg Małego Szerszenia (dla dzieci).

BIEG MAŁEGO SZERSZENIA
W lokalnej gazecie wyczytałem, że przed właściwym biegiem odbędą się zawody dla najmłodszych (w połowie soboty). Darmowe wpisowe i możliwość wylosowania nagród brzmiała całkiem zachęcająco więc zmotywowaliśmy naszego bąka do startu.
Na miejsce imprezy dotarliśmy o 15:10. Spora kolejka rodziców/dzieci i średnio szybkie ruchy Pań z obsługi spowodowała, że staliśmy przed Biurem Zawodów do 15:40. Strasznie wolno to szło 🙁 i nawet miałem przez moment obawy czy na pewno zdążą nas wpisać przed startem. No ale ok, udało się. Dostaliśmy numer, soczek, wafelek i można było myśleć o bieganiu.

Rozgrzewka przed Biegiem Małego Szerszenia
Rozgrzewka przed Biegiem Małego Szerszenia

Przed zawodami dzieci zostały zaproszone na druga połowę stadionu gdzie była rozgrzewka i po chwili spacer na miejsce startu. Ustawianie się, ostatnie komendy i … poszli 🙂 Maluchy walczyły dzielnie. Na mecie na wszystkich czekały pamiątkowe medale.

Bieg Małego Szerszenia - start
Start najmłodszych

Po „juniorach” pobiegły jeszcze 2 kategorie dzieci starszych, a później były zawody rodzinne dla najmłodszych (maluszki wraz z rodzicami pokonywały tor przeszkód).
Moment dekoracji przyszedł dość szybko. Albo dzięki dobrej sportowej postawie, albo słabemu ogarnianiu mety przez organizatorów 🙂 🙂 Syn mój zdobył 3 miejsce w klasyfikacji grupy 1 (czyli dzieci 5-7 lat). Wow! Szacun, ja jeszcze na podium liczyć nigdzie nie mogę. Było to dla nas kompletne zaskoczenie i miła niespodzianka.

Bieg Małego Szerszenia - dekoracja
Dekoracja zwycięzców kat.1

Gdy już zakończono dekoracje zwycięzców wszystkich kategorii miało rozpocząć się losowanie gadżetów dla wszystkich dzieci. I tu kompletna klapa organizatorów 🙁 No nie poradzili sobie w ogóle z tym. Skończyło się tak, że te dzieci co pchały się w przód potrafiły dostać po 3-4 nagrody a maluchy (jak nasz np. ale żeby nie było – takich jak on było sporo) nic 🙁 Były płacze i nerwowo biegający rodzice by wydrzeć cokolwiek z resztek i dać swojemu dziecku.
Wg. mnie najsprawiedliwiej by było wywoływać dzieci po numerach, dawać losowo gadżet, odhaczać na liście itd. Poszłoby sprawnie i sprawiedliwie (Szerszenie różności mieli tyle, że dla wszystkich dzieci by starczyło, „losowanie” było zbyteczne). A tak pisząc wprost – strata godziny na stanie w pełnym słońcu i rozczarowanie dla najmłodszych.

4. BIEG SZERSZENIA
Właściwy bieg jak zawsze miał rozpocząć się o 21:00. Około 19:50 podjechaliśmy z Żoną pod Aquapark Atola, zaparkowaliśmy i udaliśmy do Biura Zawodów. Tym razem poszło sprawniej. Nie było kolejki, szybko odebrałem pakiet (zamiast koszulki w tym roku był buff, z którego skorzystałem instalując go na głowę – bo gorąco i nie chciałem by pot zalewał mi oczy).
Około 20:30 zacząłem rozgrzewkę no i się poleciało 🙂

Bieg Szerszenia - oczekiwanie na start
Bieg Szerszenia – oczekiwanie na start

Na trasie była mała niespodzianka bo pierwsze okrążenie poprowadzono troszkę inaczej. Chyba od początku biegu nie było roku by biec tak samo. Zawsze coś zmienią 🙂 Hmm… mi to nie przeszkadza zbytnio, ale dla fanów poprawiania wyników to jednak kłopot. Ciężko się porównać do poprzednich lat 🙂

Bieg Szerszenia - walka na trasie
Bieg Szerszenia – walka na trasie

W 2017 r. 10 km trasę pokonałem w 00:50:15 i zająłem 96 miejsce w OPEN. M40-30, Miasto-32. Co by nie pisać gorzej niż rok temu (wtedy było około 47 min) ale zgodnie z tym co się spodziewałem.

Po biegu Żona powiedziała mi, że zwyczajowy piknik ma być około 23:00. By nie siedzieć tyle mokrym i śmierdzącym 🙂 pojechaliśmy do domu, by wrócić, po prysznicu, na imprezę. Nie załapałem się w skutek tego na pokazy teatru ognia (nietypowo pod sceną amfiteatru a nie na grillu) ale ok, przeżyję 🙂
Przybyliśmy idealnie. Gdy zjadłem to do grilla zrobiła się taka kolejka, że niektórzy stali prawie do 01:00… To bym jakoś proponował ulepszyć bo limity biegaczy większe, a obsługa nie szybsza.
Cóż. losowanie fantów dużo sprawniejsze niż przy dzieciach –  wiadomo dorośli się nie pchają. Wylosowałem nawet coś i zadowolony mogłem spacerkiem udać się do domu.

PODSUMOWANIE
Niezbyt wiem co powiedzieć. Bieg lokalny, u siebie więc pewne rzeczy się wybacza, ale dla przyjezdnych bieg dzieci i dorosłych mógł budzić pewien niedosyt. Mimo wszystko polecałbym organizatorom popracować by za rok było lepiej.

TRENING (TYDZIEŃ 25/2017)

Trening Biegowy

Kolejny tydzień „odhaczony”. Pod względem ilości treningów słabo, bo tylko 3 biegi. Ponieważ jednak jeden z nich to zawody (w sobotę) to pozwoliłem sobie na niedzielne leniuchowanie. Niewiele już by kolejny trening pomógł w osiągnięciu mega formy 🙂 a szkoda się zamęczyć.
Odbyte biegi wyglądały tak:

Data: 20/06/2017
Dystans: 11,63 km
Czas: 01:13:16
Średnie tempo: 6:18 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Adidas Raven 3M

Bieg pod Oleśnicą. Tym razem też trochę „kręciłem” się po okolicy by zahaczyć i o piaski i o górki a nie tylko ubite polne ścieżki. Celem  treningu było zrobić około 12 km i przy okazji przypomnieć sobie jak biega się w Adidasach Raven (bo dawno ich na nogach nie miałem a chcę w nich pobiec Supermaraton Gór Stołowych).
Całość wyszła średnio. Nie chodzi nawet o dystans (trochę krótszy) ale o ogólną przyjemność z biegu. Niemiłosiernie cięły jakieś bąki, gzy itp. owady. Nie dało się stanąć ani na sekundę bo chmara ich atakowała z każdej strony. Po 4 km urwałem sobie gałąź z drzewa i do końca trasy jedną ręką machałem nad sobą by się jakoś ratować :/
Co do butów to też mam problem. Martwię się, bo zrobiły mi się 2 bąble na nogach. Po 10 km to raczej nie wróży dobrze na 50 km trasę… Podpowiadam sobie, że może to wina skarpetek. Pobiegłem w najtańszych Kalenji a one jednak super nie są. Niemniej mam problem 🙁 Przez robactwo ciężko będzie zrobić kolejny trening terenowy, a po asfalcie w Oleśnicy to trochę butów trailowych szkoda. Coś czuję,  że w ciemno polecę jednak w Adidasach Kanadia  (chociaż na kamieniach Gór Stołowych to jednak wolałbym bieżnik Ravena). No nic, jeszcze jakoś to postaram się ogarnąć.

Data: 22/06/2017
Dystans: 10,80 km
Czas: 01:04:22
Średnie tempo: 5:58 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Puma Kevler Runner

Oleśnica. Spokojnie po mieście i okolicach terenów wodonośnych. Ćwiczyłem na trasie sobotniego Biegu Szerszenia 🙂

Data: 24/06/2017 – 4 Bieg Szerszenia
Dystans: 9,92 km
Czas: 00:50:14
Średnie tempo: 5:04 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

4 Nocny Bieg Szerszenia. Poszło zgodnie z przypuszczeniami. Gorzej niż rok temu ale ciągle w akceptowalnych granicach. Opis w nowym poście.

5 PKO Nocny Wrocław Półmaraton – 17/06/2017

5 PKO Półmaraton Wrocław

To już mój kolejny półmaraton we Wrocławiu. Bieg „kultowy” co nie do końca pojmuję, ale widać się nie znam 🙂 Wariactwo na jego punkcie jednak sięgnęło sporych rozmiarów w tym roku i chcąc pobiec należało szybko się zapisywać i jeszcze szybciej płacić.
Widać organizatorzy trafili w gusta biegaczy i to należy pochwalić 🙂

5 PKO Półmaraton Wrocław
Ciekawe medale w tegorocznej edycji

Mnie najpewniej skusili wizją podstawki na 4 medale, jaką mam chęć dostać, po zaliczeniu jeszcze maratonu we wrześniu. Później uroczyście obiecuję, że z Wrocławskim bieganiem zrobię sobie chwilową przerwę, bo w poprzednich edycjach zawsze coś mi nie szło. A to forma nie ta, a to pogoda tragiczna (tropikalne upały w zeszłym roku na maratonie). Po co się mordować :).

No ale przechodząc do sedna 🙂 Pełnego opisu nie widzę tu sensu zamieszczać bo w wielu kwestiach musiałbym skopiować notkę z 2016r. Dla ciekawych spraw organizacyjnych zapraszam do poprzedniej relacji
Wrocław Półmaraton 2016

Tu postaram się poruszyć ewentualne różnice co do edycji 2016 i swoją ocenę mojego biegu.

  1. Pakiety. Podczas odbierania pakietu w tym roku spotkało mnie coś co było dla mnie absolutną nowością. Negatywną niestety.
    Kolejek wielkich nie było. Przede mną stała jedna Pani i okazało się, że wolontariuszka nie może znaleźć jej numeru startowego. Zaczęło się zamieszanie, grzebanie. Ochotniczka pytała kogoś level wyżej co robić i po naradzie kazali nieszczęsnej kobiecie iść do pkt. informacyjnego.
    Zadowolony podchodzę do „okienka” i co? I mojego też nie umie znaleźć 🙁 Ekstra! Ze mną już jej poszło szybko, od razu mi kazała iść w to samo miejsce.
    Trochę się tam miotali, chodzi, sprawdzali i radzili co robić. Finalnie zostaliśmy przeproszeni za to zdarzenie i zdecydowano o przydziale nowych numerów. Musiałem niestety wypisać od nowa kartkę zgłoszeniową, ale już później wszystko poszło ok. Sprawnie i bez przeszkód.
  2. Przed startem. Ponieważ rok temu sporo było osób zdecydowałem się wyjechać dość szybko na miejsce startu. W okolicach stadionu byłem około 20:40-20:50, Było to bardzo dobre posunięcie bo miejsca parkingowe już się kończyły. Z 10 min. później i miałbym spory kłopot gdzie stanąć.
    „Masę” biegaczy widać było bardzo dobrze na alejce startowej. Tłok naprawdę spory co widać na fotce.

    5 PKO Półmaraton Wrocław
    Alejka startowa. Robi wrażenie ile ludzi albo wkurza ile ludzi 🙂

    Nie do końca jednak rozumiem po co te strefy startowe wymyślają we Wrocławiu skoro ich nie pilnują. Orlen jakoś potrafi wyegzekwować kto ma gdzie stanąć. Tu wolna amerykanka. Ludzie idą, przód- tył, wchodzą i wychodzą. Moja strefa to 01:50-02:00. Wokół byli chyba wszyscy z innych. Ale ok, ludzie jak mogą to robią zamieszanie. Niedopuszczalne za to by zamieszanie robili zające (= niejako przedstawiciele organizatora). Po chwili minęli mnie ci z 02:00 idąc do przodu, a za moment  ci z 02:20 :/ Zreflektowali się jednak i wycofali. Naród, który kroczył za nimi już nie.

  3. Na trasie. Trasa półmaratonu z tego co kojarzę ta sama, lub bardzo podobna. Fajna, prosta technicznie. Większość po płaskim lub leciutko z górki. W połączeniu z korzystną pogodą (chłodno, bez opadów) leciało się więcej niż przyjemnie. Nie wiem czy organizatorzy ją jakoś lepiej wygrodzili ale mimo wielkiej ilości ludzi biegło się dobrze. Nie było jakichś masakrycznych zwężeń gdzie traciłbym przez wolniejszych. Wszędzie dało się zmieścić i ewentualnych maruderów ominąć.

    Inna inszość, że przez mix stref zwłaszcza na początku dużo osób szalało. Lecieli dużo szybciej wyprzedzając lub z drugiej strony blokowali innych spacerowicze biegnący po 3 w rzędzie. Takie manewry trochę niebezpieczne przy 10 tyś ludzi.
    Punkty odżywcze prawie ok. Prawie bo na pierwszym po cukrowych pastylkach nie zostało nawet wspomnienie 🙂 Na kolejnych był i cukier i owe pastylki też złapałem. Woda i izo bez problemów. Dużo, spokojnie się je brało.
    Bieg umilały stanowiska muzyczne oraz piękne iluminacje Mostu Grunwaldzkiego i wcześniejsze lasery na budynkach. Pod względem „turystycznym” jak ktoś takiego biegu nie widział to warto wziąć udział dla samego tego.
    Miłym zwieńczeniem biegu był również finisz na Stadionie Olimpijskim. Wpadało się na oświetloną część przy kibicach siedzących na trybunach. Pozytywnie.

  4. Po biegu. Zdecydowanie lepiej niż rok temu. Mimo, że ludzi więcej nie było to tłoku, korków, smrodku z toi-toi i egipskich ciemności. Sprawnie i z kultura szło się w przód by wziąć medal, wodę, izo, banana i folię termiczną.
    Nie doczytałem w regulaminie czy dawali w tym roku coś jeść ale, że pora niezbyt nastrajała na konsumpcję to odpuściłem i z Żonką pojechaliśmy już do domu.
  5. Forma … na piątkę 😉 No niestety nie.
    Ogarniam się bardzo powoli. Dłuższe i regularne treningi dopiero zacząłem w tym roku. Nadwagę mam sporą (ciągle koło 91 kg) i to czuć. Nie spodziewałem się cudów, ba bałem się bym na trasie nie szedł! Szczęśliwie aż tak źle nie było.
    Strefę dobrałem dobrze do moich możliwości. Bieg w tempie około 05:28 wg mojego Suunto utrzymałem do końca, nawet notując w końcówce lekkie przyśpieszenie. Tą minutkę, dwie pewnie bym urwał ale to na pewno nie to co rok temu. Ciągle długa droga przede mną.
    Zadowolony jestem za to, że nie było nic złego z nogami (skurcze, bąble). Tętno też raczej w strefie względnego komfortu bo nie był to jakiś maks, bym na mecie się przewrócił czy słabł (jak pisałem  rezerwy jeszcze miałem).

    5 PKO Półmaraton Wrocław
    Takie tam przed startem bo na foty z trasy ciągle poluję

    Finalnie. W Półmaratonie zająłem miejsce OPEN 5618/9893  z czasem 01:58:41. Kategoria mężczyzn – 4736, M40 – 1521.

 

TRENING (TYDZIEŃ 24/2017)

Trening Biegowy

Tydzień półmaratoński 🙂 Z powodu sobotniego biegu we Wrocławiu przy początku tygodnia nie forsowałem się zbyt mocno kilometrami. Po półmaratonie z kolei należało odpocząć więc biegi były tylko 3. Łącznie na 39,95 km.

Data: 13/06/2017
Dystans: 10,13 km
Czas: 01:02:53
Średnie tempo: 6:13 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Kalenji Kapteren Crossover Fw13

Bieg pod Oleśnicą. Trochę znudziła mi się stała trasa więc improwizowałem. Pobiegłem w drugą stronę :), wynajdywałem po drodze jakieś boczne ścieżki. Fajnie mimo, że niektóre z nich kończyły się i trzeba było wracać. Sam bieg całkiem przyjemny, no może poza muchami, których chmara ciągnęła się za mną czekając na okazję by użreć.

Data: 15/06/2017
Dystans: 8,14 km
Czas: 00:47:09
Średnie tempo: 5:47 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Tym razem po asfalcie. Krótszy bieg by się nie przeforsować. Założenia były dobre, zrąbałem je tylko skusiwszy się jakieś 30 min przed biegiem na żarcie z grilla. Rany, myślałem, że umrę po drodze. A finalnie z 5 metrów dłużej i bym nie dotrwał w wiadome miejsce :/ Nie polecam takich sensacji i to już chyba ostatni mój bieg w takich warunkach. Albo się trenuje albo zażera.

Data: 17/06/2017 – 5 PKO Nocny Wrocław Półmaraton
Dystans: 21,67 km
Czas: 01:58:37
Średnie tempo: 5:28 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Półmaraton w sumie wyszedł tak jak się spodziewałem. Jak? to dokładniej przedstawię  w następnym wpisie.

TRENING (TYDZIEŃ 23/2017)

Trening Biegowy

Ostatnimi czasy plany poza biegowe zawsze muszą skomplikować sprawę.  Wtorkowy trening wypadł mi z powodu prac domowych 🙂 Planowałem nadrobić go w środę ale i tu nie wyszło. Pierwszy bieg miałem więc dopiero w czwartek i już wiedziałem, że kilometrów będzie mniej niż zakładałem.
Okazuje się jednak, że nie ma sytuacji bez wyjścia 🙂 i zakończony już tydzień zamknąłem z 47,61 km w 3 treningach.
W szczegółach było tak:

Data: 08/06/2017
Dystans: 15,14 km
Czas: 01:27:49
Średnie tempo: 5:48 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Trening w Oleśnicy. Ponieważ wizja 3 takich samych kółek napawała mnie wstrętem to z chodników miasta pobiegłem nad Oleśnickie stawy. Tam trochę pokrążyłem wokół jeziorek by na koniec machnąć rundkę po bieżni i spokojnie wrócić do domu.
Ładnie. Biegłem w EB i przy dystansie 15 km pod koniec mocno już czułem łydki. Oj, ciekawe czy dam radę na półmaratonie (bo też w nich chcę pobiec).
Przy okazji – odzwyczaiłem się od widoku takiej ilości biegaczy 🙂 Wow ile tam narodu!

Data: 10/06/2017
Dystans: 12,23 km
Czas: 01:13:39
Średnie tempo: 6:01 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Ponieważ w sobotę planowana była rodzinna impreza (urodziny synka) to bieg nietypowo – rano. Pobudki mi nie służą ale jakoś dałem radę. Czasowo, tempowo wyszło podobnie jak tydzień temu.

Data: 11/06/2017
Dystans: 20,23 km
Czas: 02:27:37
Średnie tempo: 7:18 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Plany na niedzielę były niby już określone. Około 17 km po asfaltach. Rodzinka jednak zaczęła siać wątpliwości – że gorąco strasznie i lepiej lasem. Nawet zaproponowali jakąś trasę i o dziwo mnie przekonali. Nie miało być z tego aż tyle kilometrów 🙂 ale jak już wygramoliłem się na Kozie Siodło to grzechem było nie pobiec na Wielką Sowę. Ot jakieś 13 km pod górkę 🙂 Stamtąd już pozostało zbiec w dół Sokolca i skrótami wrócić do Ludwikowic.
Sam bieg całkiem, całkiem. Ruszyłem zachowawczo, wolne tempo i pod górki nawet dawałem radę. Podchodziłem tylko w 2 fragmentach gdzie są betonowe płyty i taki wznios, że szkoda było  sił by próbować biec. „Zabił” mnie za to zbieg. Wprawdzie też przemieszczałem się wolno (bałem się, że po długim górskim biegu mogę się zdekoncentrować  i gdzieś na kamieniach wyrąbać. A nóg szkoda) ale jednak na dole miałem dość. Widać, że dawno się nie biegało po pagórkach.
Ostatnie 2 kilometry to kilka krótkich spacerków przeplatanych biegiem. Ale i tak jestem zadowolony. Pierwsze 20 km w tym roku pękło.

TRENING (TYDZIEŃ 22/2017)

Trening Biegowy

Aż dziwne. Pierwszy od dawna tydzień, w którym nakręciłem całkiem ładny wynik treningowy. 4 biegi i łącznie pokonane 47,05 km.
Głowa jeszcze się buntuje i podszeptuje że po co tak się męczyć ale udaje mi się to pokonać i powolutku dystanse zwiększam. Szczęśliwie reszta organizmu nie protestuje zbyt mocno, nic nie uszkodziłem 🙂 (aczkolwiek po weekendowych biegach czułem spore zmęczenie).

Data: 30/05/2017
Dystans: 9,49 km
Czas: 00:54:43
Średnie tempo: 5:46 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting – Diamond Star

Zwyczajowo po Oleśnicy.  Nie ruszyłem w teren bo dzień z burzami. Bałem się trochę błota w lesie, no a bardziej, że bieganie w burzach po łąkach do rozsądnych nie należy.

Data: 01/06/2017
Dystans: 10,15 km
Czas: 00:58:21
Średnie tempo: 5:45 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Salming Distance

W sumie powtórka wtorku. Nowością były buty. Pierwszy raz ruszyłem w Salmingach, które dostałem kiedyś do przetestowania. Jeszcze za szybko na ocenę, muszę dać im trochę czasu bo pierwsze wrażenia mam mieszane.

Data: 03/06/2017
Dystans: 15,19 km
Czas: 01:36:49
Średnie tempo: 6:22 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Weekendowe bieganie mało ambitne. Powtórzyłem trasy z zeszłego tygodnia, uważając, iż dystanse pasują jak na ten moment.
Sobotni bieg jako jedyne utrudnienie zagwarantował upalną pogodę. Zbyt szybko wypiłem wodę i ostatnie 2 kilometry już mnie trochę męczyły.

Data: 04/06/2017
Dystans: 12,22 km
Czas: 01:14:26
Średnie tempo: 6:05 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Po upale z soboty tym razem dla odmiany deszcz. Zaczęło padać już po jakimś kilometrze i lało aż do końca. Plusy – lżej się biegło, nie chciało się tak pić. Minusy – mokra koszulka obtarła mi sutki jak w początkach biegania. Oj, niemiło.

TRENING (TYDZIEŃ 21/2017)

Trening Biegowy

Kolejny tydzień zakończony. Tym razem treningi odbyły się zgodnie z założeniami. Udało mi się pokonać ogólne lenistwo i 4 razy biegałem 🙂 Łącznie dało to 45,17 km.

Data: 23/05/2017
Dystans: 9,10 km
Czas: 00:54:05
Średnie tempo: 5:57 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Kalenji Kapteren Crossover Fw13

Bieg terenowy w okolicach Oleśnicy. Ciągle ta sama trasa co w poprzednich tygodniach. Zaskoczony jestem tylko faktem, że ruch był jak w mieście. Rowerzystów mijałem na pęczki 🙂

Data: 25/05/2017
Dystans: 8,59 km
Czas: 00:49:11
Średnie tempo: 5:44 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting – Diamond Star

W sumie to jedyny bieg w tym tygodniu z którego jestem mniej zadowolony. Nie chodzi nawet o tempo ale o dystans. Głowa podpowiadała, że po co się męczyć i nie ma co szarżować z dystansem. Niestety trochę jej posłuchałem (mogło być około 11-12 km) i skróciłem. Szkoda, mam nadzieję, że to ostatnie takie obijańsko 🙂

Data: 27/05/2017
Dystans: 15,17 km
Czas: 01:34:36
Średnie tempo: 6:15 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Tym razem nie czekałem na grille 😉 tylko profilaktycznie wybiegłem sporo wcześniej. Dokładniej to w samo południe. Miało to swoje plusy (żołądek tym razem nie fiksował) ale i minusy (dzień był naprawdę słoneczny, upał, że hej!).
Pilnowałem się by nie szaleć z tempem a spokojnie nabijać kilometry. W sumie miało być ich około 10-12 (a w niedzielę dłużej) ale, że gorąc dokuczał to końcówkę zrobiłem po lesie.  Po lesie = 1,5 km ostrego podbiegu i łącznie nabite 15 km. I fajnie. Gratis – pierwsza w tym roku opalenizna.

Data: 28/05/2017
Dystans: 12,32 km
Czas: 01:17:37
Średnie tempo: 6:18 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Po sobocie nie czułem się najgorzej  no to wypadało też pocisnąć. Tym razem trasa tylko asfaltowa aczkolwiek górki były. Masakra jak gorąco od asfaltu 🙁 Nie było co szaleć a spokojnie zrobić swoje. Ubiegłem ponad 12 km i weekend uważam za udany.

Wymiana paska w zegarku Suunto Ambit 1 (2-3)

Logo strony Test Sprzetu

Wymiana paska w zegarku Suunto Ambit 1 (2-3)

Starość niestety dała o sobie znać i pasek w moim Suunto zaczął powoli pękać. Nie było to uszkodzenie krytyczne bo poddała się 1/3 szerokości ale znając życie szybciej niż później urwałoby to się całe. Strach zgubić zegarek więc zacząłem etap ratowania.

Początkowo próbowałem kleić. „Kropelkowy” klej do połączeń elastycznych trzymał przez jakieś 2 treningi by w końcu się poddać. Elastyczny butapren ciągnął się między urwanymi miejscami (łącząc je w całość) ale szczelina jaka powstawała przy np. zakładaniu Suunto nie dawała złudzeń – to też nie będzie działać. Miałem wprawdzie wizję, że gdyby dodatkowo uszkodzone miejsce zszyć to mogłoby to mieć szansę powodzenia. Ale… bałem się, że dziurawienie może jednak, zamiast wzmocnić pasek, jeszcze go osłabić. Nie pozostało więc nic innego niż zacząć szukać paska nowego.

Okazuje się, że w Polsce jest to rzecz mało wykonalna. Nigdzie nie przyuważyłem paska do SA1. Gdzie nie gdzie były do modelu 2 lub 3 ale w cenie ponad 130 zł. Wyglądały podobnie, jednak dla mnie wydać tyle kasy to trochę za dużo by ryzykować kupno w ciemno.

Jako, że dobrze mi ostatnio idzie kupowanie z Chin 🙂 postanowiłem poszperać na Aliexpressie. Bingo… paski są 🙂 Okazuje się, że większość aukcji sprzedaje je jako pasujące do Suunto 1 + 2 + 3, co oznacza pewnie, że we wszystkich modelach są identyczne. Cenowo też rewelacja – od siedmiu do  dwudziestu kilku dolarów. Te za 7 były w pełnej palecie  kolorów, droższe  w sumie w większości czarne. Wprawdzie te z zakresu 15-2x $ wyglądały na fotkach na trochę solidniejsze uznałem jednak, że nie ma co szaleć. Jak coś ma nie pasować to lepiej stracić 28 zł niż 70 zł. Decyzja zapadła kupię sobie taki najtańszy i zobaczymy co to jest i jak się nosi. Żeby życie nie było smutne uznałem, że zaszaleję z kolorem – wziąłem pomarańczowy 🙂

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Takie kolorki do naszego Suunto proponują w Chinach

Wybrałem, opłaciłem i po znośnym okresie czekania przybyła kopertka z paskiem.

Paseczek zapakowany w foliowy worek z opisem „For Ambit 3” W środku oprócz obu połówek mniejszy woreczek ze śrubokrętem i 4 nowymi śrubkami (jak wiadomo w Suunto pasek nie jest na teleskopach tylko jest przykręcany z obu stron do koperty).

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Nowy pasek jeszcze w opakowaniu

Pierwsze wrażenie nie najgorsze. Pasek z przyjemnego w dotyku silikonu. Kolor ładny, żarówkowy. Pewnego rodzaju niedoróbkę kolorystyczną (?) widać od wewnątrz paska przy samym mocowaniu do koperty. Jakiś taki nijaki ten kolorek w tym miejscu, pewnie tu kończy/zaczyna się forma wtryskiwarki.

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Niezbyt ładny kolor przy kopercie

No to działamy. Oryginalny pasek z użyciem chińskiego narzędzia odkręcił się całkiem dobrze (btw. jest to Torx 6, więc jak ktoś ma to spokojnie można używać swój). Mając wszystko zdjęte dokonałem czyszczenia okolic paska, bo wiadomo jakieś przybrudzenia po takim używaniu były.

Polecam tu do higieny urządzeń elektronicznych jakikolwiek płyn do okien (najlepiej na alkoholu). Plastiki czyści się nim zawsze dobrze. Nie jest inwazyjny, nie odbarwia kolorów. Alkohol, wiadomo, dezynfekuje jakby były jakieś świństwa na obudowie a przy tym szybko odparowując nie grozi ze zalejemy elektronikę (używając np. samej wody).

Pierwsza połowa montażu nowego paska poszła mi momentalnie (ta część przy wystającym module GPS). Pasowała, przykręciła się czyli ok.

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Połowa roboty za mną 🙂

Druga część to niestety droga przez mękę. Była jakaś minimalna różnica wymiaru i pasek trzeba było ustawić we właściwym położeniu. Proste, nie potrzeba żadnej siły ale … 3-4 rąk 🙂 Niestety jak na złość nie było w domu nikogo kto mógłby potrzymać pasek na swoim miejscu bym go mógł przykręcić. Nakombinowałem się, wykręcając zegarek na różne strony, opierając o stół byle skoordynować to w położeniu do przykręcenia. Finalnie się udało 🙂 niemniej jak możecie to polecam poprosić kogoś o potrzymanie. Wtedy wymiana zajmie naprawdę parę minut.

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Tadam 🙂 Gotowe

Po skręceniu całości (ostrożnie kręcić do oporu) pasek wygląda i trzyma ok. Nie ma szczelin przy kopercie. Nie odkręcają się śrubki. Zapina się łatwo i przyjemnie 🙂 Podczas biegów Ambit też nie jeździ po ręce. Chiński paseczek nie uraża ręki, nie trze, nie wyrywa włosków itp. Raz zdarzyło mi się tylko, że szlufka przez którą się przesuwa koniec paska, będąc przy jego końcu, przesunęła się do góry i luźny koniec paska odstawał. Ale jak szlufka jest w połowie paska to nic się nie dzieje.

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Pasuje to całkiem ładnie.

Na ten moment jestem z zakupu bardzo zadowolony. Akceptowalna kasa i dalej można nosić Ambita nie bojąc się, że go zgubimy. Za jakiś czas może kupię jeszcze jakiś inny kolorek, ot tak na zapas.